Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
    • TŁUMACZENIA
      • „Child” – pierwsze „muzyczne” dziecko
      • Desire of Love – tekst
      • Terra – tłumaczenie piosenki
      • Biografia po angielsku
      • Konkurs na przekład piosenki filmowej
      • Streszczenie artykułu naukowego
    • WIERSZE
    • ZAPISKI CODZIENNOŚCI
    • Z ŻYĆKA BELFERKI
  • INSPIRACJE
    • ORIENT
    • CHÓR BEL CANTO
    • LUDZIE
      • KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA
    • STAROŻYTNOŚĆ
    • MUZYKA
      • ARIANA GRANDE
      • BEATA KOZIDRAK
      • DEAD CAN DANCE
      • Diego Navarro
      • EÍMEAR NOONE
      • ENYA
      • HANS ZIMMER
      • JUSTYNA STECZKOWSKA
      • MARIAH CAREY
      • RENATA PRZEMYK
  • KULTURA
    • Koncerty
      • Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna
        • Koncert Muzyki Filmowej
        • Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
        • KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W SUCHEJ BESKIDZKIEJ
      • Koncerty – Akademia Chóralna
        • Koncerty Akademii Chóralnej
          • Rytmy Świata w Narodowym Forum Muzyki
          • Singing Europe 2016
      • Koncerty – Justyna Steczkowska
        • Justyna Steczkowska w Planetarium w Chorzowie
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – ERA CZARODORO – WITCH TOUR
        • Jose Carreras & Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – Alkimja
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 1
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 2
        • 2. Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach
      • Lato z Radiem
        • Lato z Radiem – zespół Ira
        • Lato z Radiem – Varius Manx
      • Koncerty – Renata Przemyk
        • Renata Przemyk – Akustik Trio
        • Renata Przemyk – koncert Ya Hozna
      • Wild Hunt Live – Percival
      • Scena Perspektywa
        • Wszystko kwitnie – koncert wiosenny
      • Andrzej Krzywy z Zespołem
      • Beata. Exclusive TOUR
      • The World of Hans Zimmer
      • Koncert Ennio Morricone
    • Festiwal Muzyki Filmowej
      • 9. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Cinematic Piano, Wars & Kaper, Dronsy
        • Gala Muzyki Filmowej: Animacje
        • Indiana Jones – film z muzyką na żywo
        • Master Classes: Sesja #21
        • Scoring4Polański
        • Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon
      • 10. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • 10. FMF Gala Jubileuszowa
        • TITANIC Live in Concert
      • Gladiator Live in Concert
      • 11. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Video Games Music Gala
      • 12. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • FMF Gala: The Glamorous Show
      • FMF ONLINE
      • Gladiator in Concert – Fimucité 2025
    • Teatr
      • UCZONE BIAŁOGŁOWY
      • CZTERY TAJEMNICE
      • CIOTKA KAROLA
      • PIĘKNA LUCYNDA
      • Lekarz mimo woli
      • Tramwaj zwany pożądaniem
  • PODRÓŻE
    • Bułgaria – pełna złocistego piasku
    • Grecja
      • Rodos – wyspa słońca
    • Hiszpania
      • Buñol – urokliwe miasteczko
      • Majorka – królowa Balearów
      • Wyspy Kanaryjskie
        • Fuerteventura – idylla dla zabieganych
          • Fuerteventura – Oasis Park
          • Fuerteventura – krótki poradnik
        • Lanzarote – księżycowa kraina
          • Lanzarote – krótki poradnik
        • Teneryfa – rajska wyspa
          • Santa Cruz de Tenerife
    • Indie – piękno ukryte w złożoności
      • Delhi – nieokiełznana stolica
    • Indonezja – czy to jawa czy balijski sen?
      • Jawa – kraina snu na jawie
    • Kanada
      • Ottawa – Kanada w pigułce
    • Korea Południowa
    • Polska
      • Toruń – pierniczkowe miasto
    • Portugalia
      • Lizbona – magiczne zakątki stolicy
  • OFERTA
    • JOGA
    • WYDARZENIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with podróże

Podróże uczą mnie bycia sobą

Posted on 2025-10-252025-10-25

Podróże uczą mnie bycia sobą

Zdjęcie przedstawia Seul podczas mojej podróży, ma spokojne ciepłe barwy, które otulają tak jak mój tekst o tym, że podróże uczą mnie bycia sobą

Powroty pełne ukojenia

Każda podróż przynosi mi ukojenie i masę różnych przemyśleń. Wracając do domu, jestem bardziej otwarta i przede wszystkim gotowa na zmiany. Liczba zapisanych w podroży stron się różni, ale zawsze coś powstaje. Niektóre pochłaniają mnie na tyle, że nie jestem w stanie codziennie spisywać swoich przeżyć. Inne dają więcej oddechu i znajduję czas podczas przejazdów czy wieczorami w ramach regeneracji. Z perspektywy czasu widzę, że te podróże w 2025 roku były lekcją obecności — bycia tu i teraz. Chłonęłam każdy dzień, każdy moment, nie siedziałam bezczynnie w hotelu, tylko eksplorowałam świat dookoła mnie. To dla mnie ważny krok naprzód. 

Pisanie w drodze

W każdej podróży odnajduję inny rytm pisania — czasem codzienny, czasem rozproszony. O czym jednak zazwyczaj piszę? O miejscach, emocjach, odbiorze zmysłowym, poznanych ludziach, ale także o moich spostrzeżeniach. Ostatnio lubię obserwować ludzi. Staram się to jednak robić dyskretnie i z dystansu, by nikogo nie krępować. Przyglądam się im i zastanawiam w duchu, jakie przekonania łatwo byłoby mi podważyć. Tak wiele rzeczy mnie w tych wyprawach inspiruje, ale chyba jeszcze więcej sprawdza to, czego nie chcę i nie lubię. Podróż to dla mnie jedna wielka weryfikacja dotychczasowego życia. Czasem robią to zdarzenia, a czasem ludzie, których jest mi dane spotkać. 

Lekcje podróży

Teraz z perspektywy czasu widzę, że wyjazd do Korei Południowej był mocno o tym, czy warto się przejmować tym, co sobie pomyślą inni. O ile w ogóle sobie cokolwiek o mnie pomyślą. O tym, czy w ogóle jest sens się tym zajmować, skoro i tak nie ma się na to wpływu. Ta podróż mi uświadomiła, że to naprawdę bezsensowna rzecz i coraz mocniej wcielam to w życie. Wyjazd do Hiszpanii też był o tym – być sobą – autentyczną sobą. Uśmiechać się wtedy, gdy ma się na to ochotę. Być tą słodką i uroczą dziewczynką w ciele dorosłej osoby. Czuć się dobrze we własnej skórze, spędzać czas z tymi, z którymi się chce. Postawić granice i nie być wiecznie „chłopcem na posyłki”. Robić coś dla siebie i na własnych zasadach. Nie dać się zwariować światu i po prostu powiedzieć sobie stop, gdy przedobrzę. Nie tłumaczyć się nikomu z tego, że na moment muszę schować się w swojej bezpiecznej przestrzeni i uspokoić zmysły, głowę i emocje, by nie popaść w jakieś stany chorobowe. 

Świat z dystansem i czułością

I wiecie co? Zazdroszczę Koreańczykom tego dystansu do świata. Owszem, są i tak mocno zestresowanym społeczeństwem, które już mocno doświadcza wszystkich cywilizacyjnych chorób i problemów. Jednak jest w nich coś pociesznego, ten element dziecka, który przywraca nadzieję. Zobaczyć na ulicy te wszystkie pluszaczki, breloczki, skarpetki z falbankami, kokardki we włosach, a nawet wałki na głowie z samego rana… Nie śmieję się z tego, tylko uśmiecham. Bo widząc, że można być sobą, czuję ciepło w sercu.

Lubię, gdy moja dusza jest w podróży.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Euskadi – Kraj Basków

Posted on 2025-07-292025-07-29

Euskadi – kraj txakoli i cydrem płynący

Zielone oblicze Hiszpanii

Czy wiedzieliście, że istnieje taka część Hiszpanii (nie mam tu na myśli Wysp Kanaryjskich), gdzie jest bardzo zielono i górzyście? A co, jeśli dodam, że to mniej turystyczny obszar? Cały region wydaje się być wciąż bardzo dziewiczy. Soczysta zieleń roztacza się niemalże wszędzie i łączy się z błękitem nieba i Zatoką Baskijską. Temperatury są tutaj całkiem przyjemne, nawet gdy przekraczają 30 stopni. Euskadi to po baskijsku Kraj Basków. To w tym miejscu mogłam spędzić tydzień pełen zachwytów.

Oczami lokalsa

Do tej pory mało miałam możliwości, by pojawić się w jakimś miejscu i poznać je oczami lokalsa. Zazwyczaj poruszałam się według wskazówek z przewodników, internetowych poleceń lub tras zaplanowanych przez biuro podróży. Tym razem zamieszkałam w typowym baskijskim domu i mogłam obserwować życie z mniej turystycznej strony.

To, co urzekło mnie już właściwie w pierwszej chwili po opuszczeniu lotniska, to dwie rzeczy. Pierwsza – krajobraz bardzo przypominający moją małą ojczyznę, z tą jednak różnicą, że w oddali rozpościerał się ogromny akwen – Zatoka Baskijska. Druga – pierwszy „posiłek”, czyli zatrzymanie się w bardzo urokliwym miejscu (Galdames) na txakoli (białe wino produkowane lokalnie) i pintxos (baskijskie przekąski). Na pierwszy ogień dostałam kawałek chleba, a na nim oliwki, ostre papryczki i rybka nabite na wykałaczkę i to wszystko polane oliwą. Być może w pierwszej chwili czułam tylko moc papryczek, ale zaraz po tym w mojej buzi rozegrała się prawdziwa symfonia smaków. Proste, a tak intensywne. Niebo w gębie!

Nad brzegiem oceanu

Podczas mojego pobytu w Kraju Basków byłam nad wodą dwukrotnie. Pierwsze doświadczenie zdecydowanie wygrało. W regionie Zierbena znajdowała się plaża La Arena. Dojście do niej prowadzi przez obszar chroniony, co tylko dodaje magii temu miejscu. Wyobraź sobie, że stoisz przed zielonym pagórkiem, pełnym różnych kładek i przejść, by po wspięciu się na jego szczyt, ujrzeć rozległy ciemny piasek i wodę. Moje miejsce mocy – bez dwóch zdań!

Drugim miejscem była dzielnica Neguri w regionie Getxo – bardziej zatłoczona, może ze względu na porę dnia i pogodę. Promenada, kawiarenki, gwar – urokliwie, ale inaczej.

Bilbao – miasto światła, dźwięków i sztuki

Zdecydowanym highligthem tego wyjazdu było Bilbao – zarówno stare miasto, jak i jego nowoczesna część. Mogłam zobaczyć jak wyglądają imprezy wieczorne, gdzie stawianych jest kilka scen, w jednym rządku stoją budki z jedzeniem i piciem, a ludzie stoją w grupkach i cieszą się ze wspólnego czasu.

Innym razem sama wzięłam udział w koncercie jazzowym, który odbywał się przed wejściem do muzeum Guggenheima, w którym znajduje się hiszpańskie muzeum sztuki nowoczesnej. Budynek pięknie mieni się w promieniach słońca ze względu na materiał, z którego został wykonany (tytan i szkło). Dodatkowo, patrząc na niego od strony rzeki Nervion przypomina ogromny statek. To, co jeszcze zauroczyło mnie przy tym budynku to ogromny, trzynastometrowy szczeniak, który zrobiony jest z żywych kwiatów. Absolutnie cudowny widok!

W pamięć zapadł mi również taras w hotelu znajdującym się w pobliżu muzeum. To tam mogłam podziwiać przepiękny zachód słońca i miasto nocą. Zachwyciło mnie to ogromnie. To tam po raz pierwszy spróbowałam ginu z tonikiem i przepadłam. To jednak historia na zupełnie inne okoliczności. Od tej pory będę zawsze poszukiwać restauracji na wysokich piętrach i dachach.

Urok starych uliczek

Stare miasto również mnie urzekło. Przede wszystkim te wszystkie wybrukowane, wąskie uliczki z mnóstwem barów z pintxos. Wspaniałe budowle jak teatr, katedra, hala targowa czy dworzec kolejowy. Zaintrygowało mnie również wejście do metra, które znajdowało się np. pod muzeum archeologii. Miejscem, które zachwyciło mnie przepięknym, andaluzyjskim stylem była Cafe Iruna, jedna z najstarszych kawiarni, gdzie mogłam skosztować tzw. „wody Bilbao”, czyli cavy (wina musującego).

Miasteczka ukryte wśród zieleni

Ponadto odwiedziłam mnóstwo mniejszych malowniczych miasteczek i wiosek: Galdakao, Zalla, Balmaseda, Guenes, San Pedro, San Esteban i La Baluga. Wszędzie onieśmielała mnie obecność zielonych lasów, pól, górskich dolin, a także unikalna architektura – inna niż w Polsce i różna od typowo hiszpańskiej.

W każdym z tych miejsc mogłam spróbować nieco innego txakoli czy pintxos pod różną postacią. Smak świeżego pieczywa, oliwek, ryb i oliwy to zupełnie inny wymiar niż to, co jest dostępne w moim kraju. Moje podniebienie nie mogło wyjść z podziwu za każdym razem, gdy brałam do buzi kęs jakiegokolwiek jedzenia.

Zauroczona Euskadi

Podsumowując, Kraj Basków to zdecydowanie niedocenione miejsce. I może to dobrze. Mogłam zaszyć się w domu na uboczu, budzona jedynie dźwiękiem ptaków. Cudownie było spacerować spokojnymi, niezatłoczonymi uliczkami czy odwiedzać malutkie wioski. Jeszcze bardziej cieszyła mnie podróż przez smaki baskijskich przysmaków, win i cydrów.

Krajobraz zdecydowanie różni się od tego, który przychodzi nam na myśl, myśląc o Hiszpanii, ale zdecydowanie warto zobaczyć te dziewicze tereny. Być może jedynym minusem jaki pojawia się w mojej głowie jest obecność języka baskijskiego na każdym kroku. Dla kogoś kochającego języki tak jak ja, był to język nie do rozgryzienia. Przynajmniej na razie.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Uważaj, jakie intencje puszczasz w świat, bo…

Posted on 2025-01-072025-01-07

No właśnie – co może się zdarzyć? Otóż, moi drodzy, może się to po prostu ziścić.

Modne zrobiły się teraz te wszystkie poradniki o prawie przyciągania, ale prawdopodobnie nie zyskałyby takiej sławy, gdyby nie fakt, że to naprawdę w pewnym sensie działa. Sama doświadczyłam tego wielokrotnie i jestem już na etapie, że gdy czegoś nie dostaję tu i teraz, akceptuję to i ufam, że przyjdzie to w odpowiednim czasie – albo nie, bo pojawi się coś lepszego.

Dziś opowiem Wam historię ku przestrodze, że to działa i ma się świetnie. Takich sytuacji mam wiele, nawet dziś przytrafiła się kolejna, ale skupię się na jednej, która jest niczym z bajki.

„Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego dokonać”

Wszystko wydarzyło się podczas mojej podróży do Indii w 2023 roku. Był to mój pierwszy wyjazd solo tak daleko i w tak egzotyczne miejsce. Pojechałam z mottem Walta Disneya: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego dokonać”. Dodam tylko, że jako mała dziewczynka (może nawet nie mała, bo miałam już chyba wtedy naście lat), byłam zauroczona Bollywoodem – pięknymi uroczystościami, kolorowymi strojami i szaleństwem, jakie tam się dzieje.

Drugiego dnia podróży, podczas przerwy na lunch w drodze z Delhi do Mandawy zatrzymaliśmy się na lunch w przepięknym miejscu. Trafiliśmy tam na hinduskie wesele. Niestety byłam tak głodna, że najpierw skupiłam się na jedzeniu, a dopiero potem na oglądaniu uroczystości. Zdążyłam tylko zerknąć na chwilę, gdy inne osoby z grupy zrobiły sobie zdjęcia i dostały ozdoby na włosy. Było mi przykro, ale zgodnie z moim nowym podejściem, puściłam to, wierzyłam, że coś lepszego jeszcze na mnie czeka. Czekało, ale nie sądziłam, że tak szybko.

Bajkowa przygoda w Indiach

Wieczorem, w hotelu w Mandawie, okazało się, że odbywają się tam zaślubiny. Sporo osób z przyjęcia robiło sobie z nami zdjęcia zdjęcia (tak, do dziś zadziwia mnie to, że dla nich byliśmy większą atrakcją niż oni dla nas). W pewnym momencie podeszła do mnie szesnastoletnia dziewczyna, Ishu, która z początku nie mogła uwierzyć, że nie jestem jej równolatką i mam praktycznie drugie tyle lat, co ona. Zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiadała o sobie, swojej rodzinie, wujku, który brał ślub, jej planach, aby zostać lekarzem i wielu innych sprawach. Umówiłyśmy się, że po kolacji pokaże mi coś więcej.

Jej młodsza siostra (nieznająca angielskiego) zaprowadziła mnie do pokoju, gdzie poznałam całą rodzinę. Po chwili wyciągnęły dwa stroje – zielony i granatowy – i zapytały, który chcę założyć. Wybrałam zielony punjabi, czyli szarawary z długą tuniką i szalem. Serce biło mi jak szalone. Ktoś przyszedł zawołać rodzinę na zdjęcie. Również chcieli, żebym tam z nimi poszła. Tak znalazłam się obok pana młodego na zdjęciu rodzinnym jako gość honorowy. Następnie zabrali mnie do części, gdzie była impreza panny młodej. Mimo że nie byłam głodna po kolacji, to przynosili mi różne dania. Spróbowałam sera paneer w ostrym sobie i myślałam, że zacznę ziać ogniem. Mama Ishu zauważyła to, bo szybko przyniosła mi do popicia lassi (napój na bazie jogurtu). Zaraz po tym przynieśli deser – khir. Był przepyszny. Udało mi się potańczyć do indyjskich hitów i spędzić miły wieczór w zupełnie niespodziewany sposób.

Moc wiary i intencji

Tak oto marzenie młodej dziewczyny, a później jeszcze silna wiara w to, że jak coś jest nam pisane, to pojawi się. Nie ma, co rozpaczać, jeśli nawet w pierwszej chwili można mieć wrażenie, że zaprzepaściło się szansę. Trzeba jedynie wierzyć, że przytrafiają się nam rzeczy, których pragniemy głęboko z serca i mają dobrą intencję. Prędzej czy później do nas przyjdą, a im mniej mamy oczekiwań ich względem, tym lepiej. Nie ma sensu analizować gdzie, jak i kiedy się zmaterializują. Wystarczy tylko wiara, że przyjdą, gdy będziemy na nie gotowi.

Tak już zupełnie na koniec, pamiętajcie, że prawo przyciągania działa w dwie strony. Wyobrażanie sobie złych scenariuszy również może prowadzić do ich realizacji. Dlatego warto czasem zastanowić się dwa razy, nim jakiejś złej intencji nadamy moc sprawczą.

Po więcej inspirujących tematów dotyczących Indii zapraszam do mojego wpisu – tutaj. A jeśli chcecie poczytać o stolicy Indii – Delhi – z mojej perspektywy, to możecie przeczytać – tutaj.

PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą z tego wesela.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Bali – bardziej znana, nie mniej urokliwa 🌺

Posted on 2024-08-282024-08-28

Bali – bardziej znana, nie mniej urokliwa 🌺

Odkryj magię wyspy, która oczyszcza i zachwyca! – część pierwsza


Harmonia i piękno natury 🌿

Majestatyczne świątynie balijskiego hinduizmu, intensywnie zielona roślinność, pielgrzymi niosący na swych głowach dary, fale oceanu uderzające o brzeg przy zachodzie słońca kuszącym tysiącem różnorodnych barw, drzewa plumerii z rozchodzącym się słodkim zapachem tego kwiatu i przede wszystkim błogie uczucie harmonii. Tak pragnę zapamiętać swój pobyt na Bali i tak chciałabym na niej znów zostać powitana.


Podróż pełna niespodzianek 🚢

Z przejazdu między Jawą a Bali nie pamiętam nic. Jedna wielka mgła. Pamiętam tylko moment wyjścia z autobusu na promie i mantrę, która ku mojemu zaskoczeniu wtedy wybrzmiała. Po nieprzespanej całkowicie nocy z powodu problemów żołądkowych, odwodnieniu i dalszym złym samopoczuciu, jedyne o czym marzyłam to spać. Stąd ten odcinek drogi pozostanie dla mnie enigmą. Nie pamiętam, czy przeczytałam to w powieści Gillbert „Jedź, módl się, kochaj” czy w jakimś artykule w internecie, ale parafrazując: Bali miało być miejscem, do którego przyjeżdżasz, żeby się oczyścić albo oczyszczenie samo do ciebie przychodzi na miejscu. Jakże dosadnie mi się te słowa wryły w pamięć 😊


Tanah Lot – świątynia na oceanie 🌊

Sam widok Bali wprawił mnie w osłupienie. Nie miałam jednak sił cieszyć się w pełni nowym miejscem. Przyglądałam się wszystkiemu z lekką nieświadomością. Dotarłam w końcu do pierwszej balijskiej świątyni Tanah Lot. Miałam szczęście, że był odpływ i zbliżenie się do niej było możliwe. Słońce, ogromna wilgoć i mój stan sprawiły, że ledwo przeszłam się po ogromnym terenie świątyni. Poczułam się jednak bardzo malutka przy ogromnym bezmiarze oceanu, który uderzał o klif, z którego roztaczał się przepiękny widok na świątynię. Wycieńczona usiadłam na trawie w cieniu drzew i zaczęłam przyglądać się niewielkiej grupce balijskich kobiet, które przebrane w odświętne stroje szły z darami i śpiewały. Niesamowity widok – wszystkie ubrane jednakowo w białe kabaje, brązowe wzorzyste sarongi przewiązane kolorowym pasem. Piękne kobiety o pięknej budowie.


Świątynia Pura Taman Ayun i pola ryżowe – niekończący się zachwyt 🌾

Kolejne dni były już tylko jednym wielkim zachwytem. Następny dzień rozpoczął się od zwiedzania świątyni Pura Taman Ayun, czyli świątyni położonej w pięknym ogrodzie. Imponowała mi przede wszystkim część stricte świątynna gdzie pagody były ułożone według wysokości, tworząc harmonijny układ. To tam zobaczyłam jak rosną plumerie (dla mnie mają one obłędny zapach i na zawsze będzie mi się kojarzył z Bali). Po wizycie w tym miejscu wyruszyłam na różne herbatki ziołowe w uroczo położonym miejscu. Widok pól ryżowych naprawdę potrafi zachwycić, gdy przemierzasz wyspę do kolejnego punktu.


Ulun Danu – świątynia wśród gór 🌄

Świątynia Ulun Danu położona nad jeziorem Beratan w otoczeniu gór to dla mnie najpiękniejsza ze wszystkich hinduskich świątyń, które zobaczyłam na Bali. Nieważne, że pogoda tam była zupełnie inna niż w innych częściach wyspy i nawet zaskoczył mnie lekki deszczyk. Samo położenie świątyni, ilość kwiatów wszędzie dookoła sprawiły, że nie mogłam się tym miejscem nasycić.


Magiczne zachody słońca na Bali 🌅

Tego dnia urzekła mnie jeszcze jedna rzecz – zachód słońca. Już dawno słyszałam, że ta pora dnia jest na Bali magiczna, ale podchodziłam do tego sceptycznie i trochę z nastawieniem, że to pewnie przereklamowane. Postanowiłam jednak szybko po powrocie do hotelu pobiec na plażę, by załapać się na ten spektakl. Magia w czystej postaci! Jedyne co mnie niesamowicie wkurzało to masa turystów (głównie Australijczyków), którzy zachowywali się bardzo głośno, muzyka im wtórowała wraz z dźwiękami tłuczonego szkła. Cała ta otoczka zabijała klimat i uniemożliwiała kontemplację. Szansa na odrobinę ciszy była naprawdę nad samym brzegiem oceanu, gdy to wszystko zakłócał już tylko szum fal.


Podsumowanie 🌺✈️

Podróż na Bali była dla mnie mieszanką zachwytu i refleksji – od majestatycznych świątyń po spektakularne zachody słońca nad oceanem. To miejsce, które oferuje zarówno duchowe doświadczenia, jak i niezapomniane widoki, mimo że tłumy turystów czasami przeszkadzają w kontemplacji. Już teraz wiem, że Bali to wyspa, na którą chciałabym wracać – nie tylko dla tych popularnych miejsc, ale także, by odkrywać to, co mniej znane. 🌿

Już wkrótce zapraszam Was do części drugiej, w której zabiorę Was na wycieczkę po mniej turystycznej, autentycznej części wyspy. Zobaczymy, jak wygląda życie lokalnych mieszkańców, odkryjemy ukryte skarby Bali i poczujemy klimat tego miejsca z dala od tłumów. Bądźcie ze mną, bo prawdziwe Bali dopiero przed nami! 🌾✨

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

MAGICZNY ROK

Posted on 2023-10-032023-10-03

MAGICZNY ROK

Ten rok był magiczny. Działo się w nim zdecydowanie sporo. Nie będę w stanie wspomnieć tu o wszystkim, co mnie spotkało. Nie wymienię też wszystkich ludzi, którzy pojawili się w moim życiu. Sporo z tych wspomnień powinnam zostawić tylko dla siebie. W tym wpisie chcę wyciągnąć tylko najistotniejsze rzeczy. Te mocno zmieniające całe moje dotychczasowe patrzenie na świat. Chcę też pokazać jak wiele może się wydarzyć w ciągu zaledwie 365 dni, jeśli na to tylko pozwolimy.

Teneryfa z perspektywy nauczyciela

Zacznę od październikowej podróży z pracy na Teneryfę. Wyjazd od samego początku zrodzony w mojej głowie i konsekwentnie doprowadzony do końca. Spełnienie mojego ogromnego marzenia, by znów tam pojechać. Jak się okazało nie tylko mojego. Kolejne dzieciaki przeżyły podróż życia. Niezwykle zasilający czas. Już wtedy subtelne zmiany zaczęły się ukazywać w moim życiu. Przebywanie z niezwykle inspirującymi ludźmi i świadomość, że będą zawsze i wszędzie, pomagając jak tylko potrafią. Bezcenna lekcja o ludzkich relacjach.

Spotkanie z Maestro

Do tego niezwykłe spotkanie z kompozytorem i dyrygentem – Diego Navarro. Do samego końca nie byłam pewna czy to w ogóle możliwe, choć nie dopuszczałam myśli, że mogłoby być inaczej. Udało się. Spotkałam maestro w jego rodzinnym mieście i mogłam zobaczyć jego studio, posłuchać przedpremierowo kilku utworów, porozmawiać o nich, a także o życiu kompozytora. Nie sądziłam, że coś takiego mi się przytrafi. Niesamowita dawka inspiracji oraz przemyśleń na temat bycia artystą i kreatorem. Myślę, że o tym jeszcze za jakiś czas więcej opowiem.

Podróż życia

W końcu luty i podróż życia. Nie mogę tego inaczej określić. Wyjazd do Indii był krokiem, który na zawsze odmienił mnie i moje życie. Od tego czasu wszystko jest inne. Wiele rzeczy legło w gruzach, ale pojawiło się też sporo nowych. Odważyłam się na podróż solo i nie żałuję ani trochę. To była najlepsza decyzja w moim życiu i do teraz układam sobie jej skutki w głowie i sercu. W tym drugim jest zdecydowanie trudniej. To w Indiach poznałam wielu nowych ludzi, a w tym przewodniczkę Iwonę, dzięki której ten wyjazd zyskał jeszcze inny wymiar. Dla mnie dużo cenniejszy, ale za wcześnie, by się tym jeszcze dzielić.

Zaczynając od zera

Od tej podróży wszystko zaczęło się układać inaczej. Miewałam różne kryzysy spowodowane całkowitą zmianą świadomości. Przechodziłam przez bardzo trudny czas w pracy, mimo że odniosłam znów ogromny sukces – przyznanie akredytacji z Erasmusa+. Dzień po dniu stawiałam czoła wyzwaniom w pracy i życiu osobistym. Nie było łatwo, ale zasilałam się czym tylko się dało. Musiałam nauczyć się siebie i ludzi dookoła mnie od nowa. Ponownie postawić fundamenty i przyjrzeć się temu, co mnie zasila, a co niszczy.

Nie ma przypadków

Niespodziewanie w moim życiu pojawiła się kolejna dobra Dusza, Alicja. Tej znajomości nie mogłam przewidzieć, ale zdecydowanie była brakującym ogniwem. Pozwoliła mi pogłębić to, co wykiełkowało już w Indiach. Utrwaliła moje przekonanie, że joga naprawdę odmienia, nie tylko ciało fizyczne, ale przede wszystkim to, co wewnątrz człowieka. A do tego udowodniła mi, że przyciągamy takie osoby, które mamy przyciągnąć i nie da się tego w żaden sposób przyśpieszyć czy opóźnić – musi nadejść odpowiednia chwila. Tu nie ma przypadków. Na pewne relacje trzeba być po prostu gotowym.

Dolce far niente

Nadszedł czas na wyjazd do Włoch w maju. Tam kolejny rozwój zdarzeń. Tym razem tych prywatnych, co pozostawię dla siebie. Mnóstwo czasu na przemyślenia, odpoczynek, spacery i dużo smacznego jedzenia. Do tego zebranie sił na finisz roku szkolnego.

Koniec roku, początek czegoś nowego

Koniec roku szkolnego był dla mnie bardzo trudnym przeżyciem. Sporo niełatwych sytuacji, przykrych wiadomości i ważnych decyzji. Nie dość, że walka samej siebie z kryzysem i wypaleniem, to jeszcze świadomość pożegnania swoich pierwszych wychowanków. Niesamowicie emocjonalna końcówka, słowa, gesty, pamiątki i wspomnienia, które zasilają i budują człowieka na lata.

Nierzeczywiste marzenia

W końcu lipiec i upragniony urlop. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że w ogóle polecę do Indonezji. Nie sądziłam, że zdarzy się to tak szybko. Nie docierało do mnie, że dopiero co były Indie. Czułam jednak ogromną potrzebę tej podróży. Była niejako kontynuacją tego, co zaszło w Indiach. To podczas niej po raz pierwszy przekonałam się na własnej skórze, że szczera intencja prosto z serca spełnia się, tylko trzeba na nią cierpliwie poczekać. W pewnym sensie był to trudniejszy wyjazd, więcej zmiennych, ale niesamowicie oczyszczający i wdzięczność za to, że znów towarzyszyła mi Iwona. Nie wiem czy bez niej dałabym rady, a z pewnością nie doświadczyłabym tego wszystkiego, co mi się przytrafiło.

Egzamin z życia

Koniec sierpnia to egzamin w pracy. Znów ogromny czas buntu i poczucia beznadziei, że system wciąż jest jaki jest i nie mam na to żadnego wpływu. Jednak był to też czas ogromnego, osobistego sukcesu i udowodnienia sobie, że praca, którą włożyłam w swój rozwój i burzenie tego, co mi nie służy, sprawiły, że egzamin na poziomie mentalnym był dla mnie czymś spokojnym. Tu również zobaczyłam, czym są szczere i prawdziwe relacje międzyludzkie.

„Nie wiem”

Patrząc wstecz nie mam dziś do siebie pretensji, że w dniu kolejnych urodzin jestem na rozstaju dróg i najzwyczajniej w świecie nie wiem co dalej. Za mną wiele zamkniętych drzwi, zdobytych szczytów i zburzonych fundamentów. Przede mną jedna wielka niewiadoma. Nie wiem co dalej. Pozwalam sobie na tę niewiedzę. Wiem, że jest ona chwilowa. Ma prawo pojawić się po tak intensywnym roku.

Tak sobie myślę, że coś takiego nie przydarza się każdemu, a jeśli nawet, to raczej nie w tak krótkim czasie. Jestem ogromną szczęściarą, choć z drugiej strony wiem ile wysiłku włożyłam w to, by ten rok tak właśnie wyglądał. Ile zmian musiało zajść we mnie samej, by móc realizować dziecięce marzenia i sięgać wciąż po więcej. To nigdy nie jest łatwe. Tym bardziej jak ma się w sobie sporo krzywdzących przekonań albo takich, które wcale do nas nie należą. Udowodniłam sobie wiele, zbudowałam mnóstwo pięknych relacji, przede wszystkim też z samą sobą i nie ustaję na poszukiwaniach dalszych celów, dróg i tematów do zgłębienia.

Akceptując siebie, wygrywasz wszystko

Choć kompletnie nie czuję się jak na swój wiek (w sercu wciąż jestem nastolatką), to nie wróciłabym się do przeszłości. Dobrze mi z tym moim bagażem doświadczeń. Może w metryce pojawiła się już kolejna cyferka po zeszłorocznej trzydziestce, ale mnie to jakoś zupełnie nie rusza. To, co natomiast mnie wzrusza najbardziej to fakt jak bardzo siebie akceptuję, swoje ciało, charakter, przeżycia i emocje, a ponadto to jak bardzo się zmieniłam i znalazłam w końcu na swojej własnej ścieżce przez nikogo jeszcze nie wydeptanej.   

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
Older PostsNewer Posts

WIERSZE

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.