Skip to content
SEN
Odchodząc…
pozostawiasz mnie na kruchej tafli sennego jeziora ,
Twoje skrzydła już mnie w górę nie wznoszą,
jedynie zimna woda Twój mrok przede mną chowa.
Odchodząc…
chciałabym czuć Twe silne, męskie ramiona,
a zamiast nich ogarnia mnie nicość,
Ja już nie czuję się spełniona.
Przychodząc…
me ciało cichuteńko kona,
bo wie, że chmury złudzeń znów przypłyną,
A ja znów będę Ciebie spragniona.
Odchodząc…
zostawiasz mi ciemność…
Budzę się…
przede mną kolejny dzień…
I pytam się…
– gdzie jesteś?
Skarb
Stojąc pośrodku,
Serce lgnie w zaułek,
Węzłami rozum spięty,
Bez tchu na rozstaju czeka.
Ktoś krzyczy „Uciekaj!”
Ja pędzę ku górze
W obłoków stronę
Aż do bram nieba.
„A może warto?”
Iskra wykrzesana zanikła
Rozum opadł z sił
Cisza. Tylko serce utyka.
„Ja naprawdę wierzę”
Rozległo się jak grzmot,
Gwiezdną drogą płynie w dal,
A on słyszy jak w sercu muzyka gra.
Tyle wieków czekałam,
Wiązki czasu przenikały
Przez me ciało niczym łza
Zatopiłam ocean sięgając dna.
Odnalazłszy mnie
Zrozumiał jedną z prawd,
Fale schładzały me stopy,
Stracił tak wiele lat.
Nie struchlałam,
Nie uległam mimo to
– Kochałam,
I to był mój największy… skarb.
Sztorm
Z przerażeniem spoglądam w dal,
Czy w tym mroku odnajdę Cię?
Przyglądam się tafli ciemnych fal,
Czy jednak mnie znajdziesz?
Z niepokojem odwracam wzrok,
Pojawiasz się jak cień.
Nad nami panuje mrok,
Uśmiechem otulasz mnie.
Co w gwiazdach zapisane jest?
Boję się, co się zdarzy.
Czym los obdarzy mnie?
Jaką drogę mi wskaże?
Odwagi starczy na krok,
Rozsypię się jak pył.
Zapadnie kolejny zmrok,
Ucałujesz moją dłoń.
W objęciach przetrwamy ten sztorm –
Burza sercem zawładnie.
Nadzieją wypełnisz ten dom,
I w twym cieniu pozostanę.
Świt
Świt jaskrawy w okno twe zagląda
Wiesz, że to kolejny dzień pięknych spotkań
Dobry los przez drzwi cichutko podgląda
I na chwilę właściwą czeka wśród chmur
Uczysz się
Jak żyć każdą z chwil
Bawisz się
Szufladą pełną marzeń
Spójrz
Przed tobą horyzontu sznur
Roztacza nowych przygód żagle
Patrzysz w lustro i widzisz swą twarz
Tak naturalnie piękna spogląda w dal
Garść najszczerszych pragnień w dłoni masz
Zechciej je w górę podrzucić, niech porwie je wiatr
Uczysz się
Jak szczęście przy sobie zachować
Bawisz się
Wspomnień zapisaną kartą
Spójrz
Nowy dzień na ciebie czeka
I pod nogi garść kwiatów podrzuca.
TRANS
Siedząc w ciszy wśród zapachów woni,
Za oknem horyzont myśli odrzuca.
W kadzidłach, świeczkach zatapiam się toni,
Magia swój urok na mnie rzuca.
Niebo, wszechświat na wyciągnięcie dłoni,
Jak dziecko na ziemi nad robaczkiem kuca.
Muzyka wolnym taktem swych uroków broni.
Przemierzam galaktyki, trans płaszcz swój zarzuca.
Chwilo nieskończoności, trwaj w zachwycie!
Chwilo błogości, wspomóż nasze ludzkie ułomności!
Chwilo, która wskazujesz nam drogę, to w niej liczy się życie,
Wskaż nam też którędy trafić do naszej miłości…
Znów zapadłam w ten dziwny stan,
Odrętwiała, nie słyszę nawet serca bicia.
Jestem ze sobą sam na sam,
Stoję przed światem naga i nie mam nic do ukrycia.
Pytasz mnie jak się dzisiaj czuję,
Uśmiechem próbujesz mnie uwodzić.
W mym sercu spokój, mantrę żarliwie rymuję,
Z tym wszystkim nieznanym muszę się pogodzić.
Chwilo naszej słabości, pozwól nam tonąć wśród fal!
Chwilo złej namiętności, nie sprowadź nas w odmęty piekła!
Chwilo, która przesuwasz nas jak pionki w dal,
Wskaż nam też którędy iść, by ta miłość nie pękła.