Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
    • TŁUMACZENIA
      • „Child” – pierwsze „muzyczne” dziecko
      • Desire of Love – tekst
      • Terra – tłumaczenie piosenki
      • Biografia po angielsku
      • Konkurs na przekład piosenki filmowej
      • Streszczenie artykułu naukowego
    • WIERSZE
    • ZAPISKI CODZIENNOŚCI
    • Z ŻYĆKA BELFERKI
  • INSPIRACJE
    • ORIENT
    • CHÓR BEL CANTO
    • LUDZIE
      • KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA
    • STAROŻYTNOŚĆ
    • MUZYKA
      • ARIANA GRANDE
      • BEATA KOZIDRAK
      • DEAD CAN DANCE
      • Diego Navarro
      • EÍMEAR NOONE
      • ENYA
      • HANS ZIMMER
      • JUSTYNA STECZKOWSKA
      • MARIAH CAREY
      • RENATA PRZEMYK
  • KULTURA
    • Koncerty
      • Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna
        • Koncert Muzyki Filmowej
        • Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
        • KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W SUCHEJ BESKIDZKIEJ
      • Koncerty – Akademia Chóralna
        • Koncerty Akademii Chóralnej
          • Rytmy Świata w Narodowym Forum Muzyki
          • Singing Europe 2016
      • Koncerty – Justyna Steczkowska
        • Justyna Steczkowska w Planetarium w Chorzowie
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – ERA CZARODORO – WITCH TOUR
        • Jose Carreras & Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – Alkimja
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 1
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 2
        • 2. Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach
      • Lato z Radiem
        • Lato z Radiem – zespół Ira
        • Lato z Radiem – Varius Manx
      • Koncerty – Renata Przemyk
        • Renata Przemyk – Akustik Trio
        • Renata Przemyk – koncert Ya Hozna
      • Wild Hunt Live – Percival
      • Scena Perspektywa
        • Wszystko kwitnie – koncert wiosenny
      • Andrzej Krzywy z Zespołem
      • Beata. Exclusive TOUR
      • The World of Hans Zimmer
      • Koncert Ennio Morricone
    • Festiwal Muzyki Filmowej
      • 9. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Cinematic Piano, Wars & Kaper, Dronsy
        • Gala Muzyki Filmowej: Animacje
        • Indiana Jones – film z muzyką na żywo
        • Master Classes: Sesja #21
        • Scoring4Polański
        • Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon
      • 10. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • 10. FMF Gala Jubileuszowa
        • TITANIC Live in Concert
      • Gladiator Live in Concert
      • 11. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Video Games Music Gala
      • 12. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • FMF Gala: The Glamorous Show
      • FMF ONLINE
      • Gladiator in Concert – Fimucité 2025
    • Teatr
      • UCZONE BIAŁOGŁOWY
      • CZTERY TAJEMNICE
      • CIOTKA KAROLA
      • PIĘKNA LUCYNDA
      • Lekarz mimo woli
      • Tramwaj zwany pożądaniem
  • PODRÓŻE
    • Bułgaria – pełna złocistego piasku
    • Grecja
      • Rodos – wyspa słońca
    • Hiszpania
      • Buñol – urokliwe miasteczko
      • Majorka – królowa Balearów
      • Wyspy Kanaryjskie
        • Fuerteventura – idylla dla zabieganych
          • Fuerteventura – Oasis Park
          • Fuerteventura – krótki poradnik
        • Lanzarote – księżycowa kraina
          • Lanzarote – krótki poradnik
        • Teneryfa – rajska wyspa
          • Santa Cruz de Tenerife
    • Indie – piękno ukryte w złożoności
      • Delhi – nieokiełznana stolica
    • Indonezja – czy to jawa czy balijski sen?
      • Jawa – kraina snu na jawie
    • Kanada
      • Ottawa – Kanada w pigułce
    • Korea Południowa
    • Polska
      • Toruń – pierniczkowe miasto
    • Portugalia
      • Lizbona – magiczne zakątki stolicy
  • OFERTA
    • JOGA
    • WYDARZENIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with podróże

Jak BTS znalazło mnie w Korei

Posted on 2026-04-012026-04-01

Jak BTS znalazło mnie w Korei, zanim ja znalazłam ich muzykę

Moja historia odkrywania BTS podczas podróży do Korei Południowej.

Miś BTS w Seulu

Wszyscy mówią o powrocie, a ja przyznaję się bez bicia – poznałam ich dopiero w sierpniu. Wtedy, gdy zaczęły się pojawiać pierwsze słuchy, że znów wrócą do świata muzycznego.

O kim mówię? O BTS.

Miś Gangnam na ulicy K-road w Seulu

Świat, którego nie znałam

Jak się zaczęło? Dość zabawnie.
Pojechałam w sierpniu do Korei Południowej i kompletnie nie słyszałam o k-popie. To znaczy wiedziałam, że niektórzy moi uczniowie słuchają tego gatunku, ale nic poza tym. Dopiero na miejscu zobaczyłam, jak ogromne emocje wzbudza ten świat. Akurat byłam w czasie zbliżających się urodzin Jungkooka, więc mogłam obserwować na żywo, co potrafią zrobić fani z całego świata, czyli ARMY. 

kawiarnia ojca Jimina z BTS w Busan

Kawiarnia czy świątynia?

Z ciekawością dałam się porwać popołudniowo-wieczornym spacerom ścieżkami BTS. Odwiedzałam miejsca związane z zespołem bardziej lub mniej. W Busan wybrałam się do kawiarni prowadzonej przez ojca Jimina (update: teraz mógłby być moim crushem). Po wejściu tam miałam wrażenie, że to jakaś ogromna świątynia. Mnóstwo przeróżnych bibelotów od fanów z całego świata (w tym z Polski!). Wydawało mi się to nierealne, żeby jakikolwiek zespół na świecie był aż tak czczony. Nie mogę tego inaczej nazwać.

ścianka z Jungkookiem z BTS z okazji jego urodzin w Seulu

Urodzinowe szaleństwo

W Seulu odwiedziłam już trochę więcej miejsc i tam na każdym kroku widziałam bilbordy, plakaty, schody, ścianki i setki zakamarków, gdzie życzono jednemu z wokalistów „Happy Birthday”. Czyste szaleństwo! Łącznie z budką telefoniczną, w której na karteczce można było zostawić życzenia urodzinowe (oczywiście, że też zostawiłam). Byłam również w miejscu, gdzie kiedyś zespół jadał kanapki. Moje wrażenia? Kolejna urocza świątynia.

mural z Jiminem i Jungkookiem z BTS w Busan

Wróciłam… i co?

Wróciłam do Polski… i wkręciłam się. 
Zaczęłam słuchać ich piosenek. Nie tylko zespołowych, ale też solowych. 
Oglądałam ich występy na YouTubie. Poziom tańca i show, które robią na scenie to dla mnie absolutny majstersztyk! Aż się nie chce wierzyć, że to wciąż istoty ludzkie.

schody w Seulu z okazji urodzin Jungkooka z BTS

To już nie była tylko muzyka

Mija pół roku, a ja dalej słucham BTS. Obserwuję ich poczynania i oglądałam na Netfliksie ich występ na żywo przed pałacem Gyeongbokgung, w którym tam niedawno sama byłam. Film dokumentalny „BTS: Powrót” pozwolił mi ich trochę lepiej poznać. Zobaczyć w nich normalnych, trochę przestraszonych tym, co się dzieje chłopaków z mojego pokolenia. Ludzi, którzy nie spodziewali się takiej sławy i wciąż nie dowierzają w to, co się dzieje, mają wątpliwości, boją się i nie zawsze do końca ze sobą zgadzają, choć jak twierdzą, są dla siebie jak druga rodzina. 

Arirang – tęsknota za… autentycznością

Pamiątki z BTS i innymi zespołami k-popowymi

Po pierwszym odsłuchaniu najnowszej płyty „Arirang” nie do końca wiedziałam czy mi odpowiada, czy nie. Była zupełnie inna niż to, co przez pół roku zdążyłam poznać. Zaskoczyło mnie, że dużo więcej jest tekstów po angielsku. Właściwie dopiero od obejrzenia tego wspominanego wyżej dokumentu, zaczęłam słuchać tej płyty z większą uważnością i zastanawiać się nad sensem słów. 
Efekt? Słucham ich niemal codziennie (zwłaszcza podczas jazdy samochodem).
Ulubiony utwór? Łatwiej byłoby wymienić ten, który mi się nie podoba.

ślad polskich fanów Army w kawiarni ojca Jimina z BTS

Pora na inspirację

Dlatego dziś o nich piszę. Bo nie są już dla mnie tylko zespołem, którego miło się słucha. Nie chodzi też o to, że aż chce się tańczyć do ich utworów.
Są dla mnie przede wszystkim inspiracją. Śpiewają i mówią o tym, co trudne, o swoich emocjach i życiu kogoś, kto zapomniał, jak wygląda normalne życie.
Przy swoim powrocie, postawili trochę wszystko na jedną kartę. Zaryzykowali, by pokazać, że można się zmieniać i wracać już jako ktoś inny.
Pokazali siebie na nowo i autentycznie, co było aktem największej odwagi.
Nawet jeśli nie wszyscy to zrozumieją.  
Cenna lekcja dla wszystkich, którzy wciąż są jeszcze po drugiej stronie lęku.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Angkor Wat – między historią a ciszą

Posted on 2026-02-282026-02-28

Angkor Wat – między historią a ciszą

Angkor Wat w Kambodży – widok na główne wieże świątyni
Wnętrze świątyni Angkor Wat z widocznymi kamiennymi kolumnami i detalami architektonicznymi

Angkor Wat – historia zapisana w kamieniu

Świątynia Angkor Wat była na mojej liście miejsc, które marzę zobaczyć. Już patrząc na zdjęcie, miałam pewność, że przebywanie w tamtym miejscu przyniesie mi dużo niezwykłej energii. O tym jednak za chwilę.

Angkor Wat jest uważana za największy kompleks świątynny na świecie (ponad 160 hektarów). Powstała w XII wieku (w tym samym czasie co Katedra Notre-Dame w Paryżu) i początkowo była świątynią hinduistyczną poświęconą bogu Wisznu.

Z czasem przekształcono ją w miejsce kultu dla buddystów i do dziś można obserwować tam pielgrzymów modlących się przed postaciami hinduskich bogów i Buddy.

Jej konstrukcja odpowiada górze Meru – mitycznemu centrum wszechświata – a pięć centralnych wież symbolizuje jej szczyty. Ściany świątyni pokrywają płaskorzeźby przedstawiające sceny z dwóch najważniejszych eposów hinduskich – Ramajany i Mahabharaty, mitologii indyjskiej oraz historii kraju.

Ciekawostką jest to, że Kambodża jako jedyna ma na swojej fladze właśnie Angkor Wat – symbol narodowej tożsamości i dziedzictwa Khmerów.

Główna brama na teren świątyni Angkor Wat od strony mostu zbudowanego na fosie

Co dzieje się po przekroczeniu bramy

Jednak żaden z faktów nie przygotuje Was na to, co wydarzy się po przekroczeniu ogromnej fosy i przejściu przez pierwsze wrota świątyni.

Będąc w Angkor Wat czułam nie tylko ogromną ekscytację i radość, ale również przypływ inspiracji. Po wizycie w niej pojawił się we mnie strumień świadomości, którym chcę się z Wami podzielić.

Zwiedzanie świątyni Angkor Wat w Kambodży – spacer po terenie kompleksu

Strumień świadomości

I czasami jest tak, że wchodzisz na terytorium jakiejś świątyni i czujesz spokój. Czujesz energię tego miejsca. Dawne ludzkie odbicia stóp, oddechy. Czujesz, jak to miejsce niegdyś tętniło życiem.

Jak obecność Boga była w każdym zakamarku. Jak ludzie przychodzili tu z radością, ale też ze smutkiem. Zostawiali swoje troski i dzielili się szczęściem.

Dotykasz kamieni, które kiedyś były nowe. W których dopiero wyryto pierwsze obrazy. Czujesz to miejsce całą sobą.

Energia rozpiera cię od środka i nie wiesz, skąd to wszystko się bierze. Nie wiesz, jak powstało i jakim cudem zostało stworzone. Ale możesz tam stać. Patrzeć. Oddychać.

Spoglądać na postacie bogów i ludzi. Na życie zapisane w kamieniu. Stąpać bosymi nogami po najbardziej intymnych miejscach świątyni. Po miejscu spotkania z czymś niewidzialnym, a jednak wyczuwalnym nawet po tylu latach.

To przeżycie trudno opisać. Zdjęcia go nie oddają. Słowa nie są w stanie w pełni przenieść tych emocji.

Płaskorzeźby w Angkor Wat przedstawiające sceny z Ramajany i Mahabharaty

A może jednak…

A może jednak się da?

Może mam do tego dar? Może właśnie po to znalazłam się na świecie – by łączyć to, co kiedyś było, z tym, co jest teraz? By przypominać, że każdy z nas może poczuć. Że możemy stać się żywą obecnością. Że nie musimy walczyć ani ze sobą, ani ze światem.

Być może znalazłam już odpowiedzi na te pytania i za jakiś czas podzielę się efektem.

Póki co – może warto na moment się zatrzymać. Przecież każdy z nas nosi w sobie taką świątynię.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Orient inspiracją dla… mnie?

Posted on 2026-01-242026-01-24

Orient inspiracją dla… mnie?

Szykuję się do kolejnej podróży. Przeglądam plan, miejsca, w których będę. Poza przyziemnym zastanawianiem się nad tym, co zabrać, rozmyślam też o tym, co mi ta podróż nowego przyniesie. 

Kiedy podróż przestała być tylko zwiedzaniem

Rozpoczęłam tę przygodę w 2023 roku. Wcześniej również zwiedzałam przeróżne zakątki świata, ale bardziej w celach wypoczynkowych. To właśnie w tamtym roku przyszła do mnie myśl, że chcę wyruszyć do świata, który znałam tylko z książek i filmów. Miejsc, które niejednokrotnie opisywałam w swojej prezentacji maturalnej oraz pracy magisterskiej. Poczułam, że chcę doświadczyć energii, płynącej z ich wnętrza. Fascynowały mnie teksty inspirowane światem orientu. Ta tematyka towarzyszyła mi od nastoletnich lat. Nie mam pojęcia dlaczego, bo mieszkając w małym miasteczku raczej nie było wówczas okazji do poznania tego świata. A jednak już coś wtedy we mnie wykiełkowało.

Orient, który kiełkował we mnie od lat

Dziś łapię się na tym, że praktycznie nie ma u mnie tekstu literackiego, który nie przemycałby gdzieś elementów kultury, krajobrazu czy czegokolwiek innego związanego z krajami Azji. Moja fascynacja tym regionem świata wcale nie gaśnie, a wręcz powiększa się z każdą kolejną podróżą. 

Bohaterowie chodzący po moich śladach

Chcę o tym pisać i doświadczać tego. Pragnę dzielić się tym z ludźmi, którzy niekoniecznie mają w życiu okazję czy możliwości, by zanurzyć się w ten świat. Już teraz jestem świadoma tego, że moi bohaterowie często korzystają z kadzidełek, mają w pokojach mandale lub poduchy do medytacji. Do tego ubierają się barwnie i w jakiś sposób są powiązani z miejscami, w których sama kiedyś byłam. 

Historia zatoczyła krąg

Na maturze ustnej z języka polskiego przygotowywałam prezentację o tytule „Orient inspiracją dla pisarzy”. Już wtedy byłam pełna podziwu dla liczby książek, wierszy i innych wytworów kultury, które tak mocno inspirowały się Wschodem. Sama jednak nie wiedziałam, że i dla mnie stanie się on inspiracją do powstawania moich tekstów literackich. 

Wierzę, że wkrótce będziecie mogli się o tym sami przekonać.  

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Posted on 2025-12-272025-12-27

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Spokojny, wigilijny stół i świeca kojarząca się z podsumowaniem roku

Zwykle duże podsumowania robię sobie przy okazji urodzin. Jednak mam nieprzemożoną chęć podsumować cały rok kalendarzowy.
Co się wydarzyło?
Czy coś się zmieniło?
Co pożegnałam?
Czy coś nowego przywitałam?

Pierwsze miesiące roku – życie w trybie przetrwania

Pierwszy kwartał roku, a nawet trochę więcej, to była raczej walka o przetrwanie i zbudowanie życia na nowo. W takim trybie byłam praktycznie do końca maja. 
Gdyby nie ludzie, którzy pojawili się wraz z końcówką 2024 roku, pewnie byłoby mi dużo ciężej. Mam jednak ogromne szczęście, że w pracy coś w końcu drgnęło i nawiązałam naprawdę dobre relacje. 

Tajlandia – podróż, która nauczyła mnie odwagi

No dobra – byłam w styczniu w Tajlandii.
Moje kolejne marzenie spełnione i o dziwo, dzięki wcześniejszym wydarzeniom prywatnym, miałam w sobie dużo odwagi, by pokonać kilka moich lęków.

Czy się bałam? – zdecydowanie!
Czy pożałowałam tych wszystkich historii – absolutnie nie!

I tak oto pojechałam do nowego miejsca z obcymi ludźmi, chociaż później okazało się, że na każdym kroku znajdował się ktoś, kto bardzo chciał mi towarzyszyć. Z jedną przesympatyczną parą mam do teraz kontakt!

Próbowałam jedzenia – nawet tego ulicznego – oraz masażów tajskich w przeróżnych miejscach. Włóczyłam się po miejscowościach, zaglądając w różne zakamarki, obserwowałam zachody słońca i jadałam samotnie w restauracji.

Akceptacja zamiast walki – ważna lekcja roku

Oczywiście w pierwszej połowie roku wydarzyły się rzeczy, które na tamten moment, nie do końca były po mojej myśli.
Ale nauczona doświadczeniem – po prostu je zaakceptowałam takimi jakie są.
To bardzo pomogło przetrwać i nie zniszczyć wartościowych relacji.

Muzyka, praca i poczucie stabilności

Powróciłam, jak ta córa marnotrawna, do Justyny Steczkowskiej i na nowo kibicowałam jej na Eurowizji, słuchałam jej najnowszej płyty, a jesienią wybrałam się na koncert z tej trasy (pisałam o nim tutaj). 

W pracy było stabilnie. Ekipa wsparcia zawsze pomagała rozładować napięcie. Spędzaliśmy naprawdę dużo czasu razem. To dzięki nim wciąż się śmiałam.

Wyzwania zawodowe i uważność na ludzi

Pomogli mi też bardzo przy przyjmowaniu Sycylijczyków w naszej szkole. To było dla mnie największe organizacyjne wyzwanie tego roku. Uważam, że dałam sobie radę naprawdę świetnie i cały czas byłam pełna uważności na wszelkie zmiany, problemy i prośby gości. Jednak lata w wolontariacie przy FMF bardzo mi pomogły nie tracić spokoju i głowy na karku. 

Festiwal Muzyki Filmowej i moment przełomu

A potem pierwszego czerwca postanowiłam odpiąć wrotki z okazji Dnia Dziecka.

Spontanicznie pojechałam na Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie tym razem jako gość i nie żałuję tego ani trochę. Miałam możliwość znów spotkać się z ludźmi, którzy są bliscy mojej artystycznej duszy.

Podróże, które zmieniły więcej, niż planowałam

Fimucite na Teneryfie – magiczny czas. Z perspektywy czasu był to wyjazd, który wpłynął na to, co działo się później lawinowo. To tam moja dusza na nowo rozkwitła!

Pojechałam też do Bilbao i zwiedziłam tamten region, czego pewnie w życiu bym nie zrobiła. To również była spontaniczna decyzja i spędziłam tam naprawdę piękny czas! Tam pojawił mi się pomysł na połączenie kilku moich tekstów w jeden! 

Problemy zdrowotne i dbanie o siebie

Pomimo problemów zdrowotnych, które w tym roku się do mnie trochę przykleiły, radziłam sobie jak mogłam. Nie poddawałam się, choć trzeba było odwiedzić różnych lekarzy i trochę pieniędzy wydać na wizyty i leki. Wybrałam się też po raz pierwszy do lekarza ajurwedyjskiego.

Korea Południowa i odkrycie własnego głosu

Koniec sierpnia to – kolejny już w tym roku – spontaniczny wyjazd do Korei Południowej – miejsca, do którego też nie planowałam jechać. A jednak znalazłam się tam i… przepadłam!

Pokonywanie kolejnych lęków, coraz śmielsze eksplorowanie miast i miejsc, w których byłam. Dużo zakupów, zauroczenie k-popem i krainą k-beauty.

Kto by pomyślał, że ten wyjazd zaowocuje w listopadzie moim pierwszym, świadomym wystąpieniem publicznym?
W życiu bym na to nie wpadła, a jednak! To dopiero było świetne przeżycie (opisałam je tutaj) i dało mi wiarę w to, że mogę nie tylko świetnie pisać, ale także przemawiać! Warunek jest jeden – temat musi odpowiadać mojemu sercu i duszy! Nic na siłę.

Wypalenie zawodowe i konieczność zatrzymania się

Niestety każdy medal ma dwie strony.

Po tych szalonych wakacjach, zaliczyłam ogromne wypalenie pracą we wrześniu i październiku. Ciężko było mi się pogodzić z tym stanem i toczyłam się w dół. Coraz mniej rzeczy mnie cieszyło.

Do tego znów powrót problemów zdrowotnych, Covid i organizm powiedział ostro: STOP. 

Powrót do pisania i twórczej autentyczności

Jednak te zdarzenia były mi bardzo potrzebne, zwłaszcza zwolnienie lekarskie, by dojść do siebie zarówno fizycznie, ale też przede wszystkim – psychicznie. Przepracować w głowie wiele spraw i podjąć kilka ważnych decyzji.

Znów z perspektywy czasu widzę, że to chwilowe wypalenie w pracy było mi bardzo potrzebne, by ten czas wykorzystać na tworzenie.

Te piękne chwile w okresie wakacyjnym przyczyniły się do tego, że zaczęłam na nowo pisać, ale tym razem bardziej regularnie, prosto z serca i tak jak czuję. Coraz mniej boję się pokazywać ten mój mięciutki brzuszek wrażliwości i rzeźbię z niego piękny, magiczny świat.

Co zostawiam, a co zabieram w nowy rok

Co więc zostawiam w przeszłości?
Swoje lęki dotyczące życia i tworzenia.

Co zabieram?
Swoją autentyczność, twórczość i otwartość na to, co przynosi mi los. Do tego dorzucam też te wszystkie piękne relacje, które się w tym roku pojawiły.

Już od dawna wiem, że pewne rzeczy nie zdarzają się dlatego, że na nie nie zasługuję, tylko dlatego, że czeka na mnie coś lepszego i większego.
W takim zaufaniu chcę wejść w rok 2026. 

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Odwaga mówienia z serca

Posted on 2025-11-152025-11-15

Odwaga mówienia z serca

Moja prelekcja o Korei Południowej

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Dziś trochę rozmyślań i osobistych przemyśleń dotyczących mojej prelekcji na temat Korei Południowej, która odbyła się 14.11.2025 r. w moim rodzinnym miasteczku, Jordanowie. To nie był tylko wykład o podróży. To był także mój osobisty krok w stronę odwagi.

Droga do odwagi

Zdjęcie z prelekcji o Korei

Właściwie mało kto wie, jak trudną i długą drogę musiałam przejść, by odważyć się wystąpić publicznie przed znajomymi i nieznajomymi. Nikt nie wiedział co działo się z moim ciałem i głową, gdy dowiadywałam się, że mam coś powiedzieć przed większą grupą osób. Na pewno znajdzie się ktoś mądry, kto będzie próbował mi wmówić, że stanie na lekcji przed klasą pełną uczniów to jest to samo. Nie, nie jest. Bezdyskusyjnie. 

Natomiast z czystym sumieniem, patrząc na siebie w lustrze mogę powiedzieć – tak, wczorajsze wystąpienie to był sukces. A dla mnie prawdopodobnie największy w ostatnim czasie. Stanęłam przed ludźmi uśmiechnięta, bez stresu, bez trzęsących się głosu, rąk i nóg. Miałam przygotowane kartki z notatkami, spisane trudne nazwy, anegdotki, cały przebieg wydarzenia. I co? Zerknęłam na to tylko na początku, gdy potrzebowałam przeczytać fragment mojego tekstu o Korei Południowej (tutaj). 

Czy bałam się pytań, oceny, reakcji? Nie. Wyszłam tam z pewnością, jakiej jeszcze nigdy w sobie nie miałam. Postanowiłam, że wszystko to, co będę mówić będzie z poziomu serca. Opowiem o Korei najpiękniej jak potrafię. Spróbuję oddać jej klimat, to, co zobaczyłam i przeżyłam. Przede wszystkim chciałam mieszkańcom mojego miasteczka przybliżyć ten odległy kraj. Pokazać jego złożoność. Nie byłam tam, żeby pouczać, wymądrzać się czy zarzucać ludzi suchymi faktami, które każdy sobie może znaleźć w internecie. 

Z poziomu serca

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Pokazałam ten świat moimi oczami. 

Pozwoliłam ludziom poczuć to, co w mojej duszy gra, gdy opowiadam o podróżach. 

Dałam im okazję zobaczyć, ile radości sprawia mi opowiadanie o tym i jak miło wspomina mi się czas mojego wyjazdu. 

Przede wszystkim też dałam sobie szansę opowiedzieć to, co zazwyczaj umiałam zapisać tylko na kartce. 

Lekcja zaufania

W pierwszym momencie, gdy dostałam tę propozycję, chciałam zrezygnować. Bałam się. Wydawało mi się, że nie jestem gotowa na wyjście poza strefę komfortu. Jednak przegadałam sprawę z ludźmi mądrzejszymi ode mnie, którzy wierzyli we mnie bardziej niż ja w samą siebie. 

Odkrywam na nowo sens słów, aby bawić się tym, co się kocha. Zaczynam widzieć, że można dać się czemuś pochłonąć bez reszty, przygotować sobie dobrą intencję i wystawić się ze skorupki do świata. Wtedy człowiek nie myśli o tym, co inni powiedzą. Krytyka przestaje mieć znaczenie (zwłaszcza ta we własnej głowie). Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, czy może wydarzyć się coś złego? Nie. A przynajmniej nic, co mogłoby człowieka złamać. 

Cytat z tekstu "Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, nie może wydarzyć się nic, co by go złamało"

Wdzięczność i refleksja po wszystkim

Na koniec podzielę się jeszcze wpisem, który zapisałam sobie w moim dzienniczku zaledwie kilka godzin po wystąpieniu, gdy emocje jeszcze we mnie buzowały:

„Debiut zaliczony na szóstkę! To jest niesamowite jak dobrze się dziś czułam podczas mojej prelekcji. Zero stresu. Może lekki tuż przed, zanim przyszli ludzie. Natomiast w trakcie wystąpienia nie czułam nerwów. Byłam zrelaksowana i opowiedziałam to, co chciałam. Notatki właściwie się nie przydały. Jestem z siebie niesamowicie dumna. Jestem też sobie wdzięczna, że się nie poddałam i że dziś ani przez moment w siebie nie zwątpiłam. I jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy byli. Za pytania, zainteresowanie, ciekawość. I moim znajomym tym, co przyszli i tym, co wspierali z daleka. I przede wszystkim rodzicom. Za wszystko!”

Jeśli ktokolwiek chciałby chociaż zobaczyć fotorelację z tego wydarzenia, zapraszam na Facebooka – tutaj. Ja zostawiam sobie w sercu piękne wspomnienie. Dziękuję.

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
Older Posts

WIERSZE

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.