Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
    • TŁUMACZENIA
      • „Child” – pierwsze „muzyczne” dziecko
      • Desire of Love – tekst
      • Terra – tłumaczenie piosenki
      • Biografia po angielsku
      • Konkurs na przekład piosenki filmowej
      • Streszczenie artykułu naukowego
    • WIERSZE
    • ZAPISKI CODZIENNOŚCI
    • Z ŻYĆKA BELFERKI
  • INSPIRACJE
    • ORIENT
    • CHÓR BEL CANTO
    • LUDZIE
      • KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA
    • STAROŻYTNOŚĆ
    • MUZYKA
      • ARIANA GRANDE
      • BEATA KOZIDRAK
      • DEAD CAN DANCE
      • Diego Navarro
      • EÍMEAR NOONE
      • ENYA
      • HANS ZIMMER
      • JUSTYNA STECZKOWSKA
      • MARIAH CAREY
      • RENATA PRZEMYK
  • KULTURA
    • Koncerty
      • Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna
        • Koncert Muzyki Filmowej
        • Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
        • KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W SUCHEJ BESKIDZKIEJ
      • Koncerty – Akademia Chóralna
        • Koncerty Akademii Chóralnej
          • Rytmy Świata w Narodowym Forum Muzyki
          • Singing Europe 2016
      • Koncerty – Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – ERA CZARODORO – WITCH TOUR
        • Jose Carreras & Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – Alkimja
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 1
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 2
        • 2. Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach
      • Lato z Radiem
        • Lato z Radiem – zespół Ira
        • Lato z Radiem – Varius Manx
      • Koncerty – Renata Przemyk
        • Renata Przemyk – Akustik Trio
        • Renata Przemyk – koncert Ya Hozna
      • Wild Hunt Live – Percival
      • Scena Perspektywa
        • Wszystko kwitnie – koncert wiosenny
      • Andrzej Krzywy z Zespołem
      • Beata. Exclusive TOUR
      • The World of Hans Zimmer
      • Koncert Ennio Morricone
    • Festiwal Muzyki Filmowej
      • 9. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Cinematic Piano, Wars & Kaper, Dronsy
        • Gala Muzyki Filmowej: Animacje
        • Indiana Jones – film z muzyką na żywo
        • Master Classes: Sesja #21
        • Scoring4Polański
        • Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon
      • 10. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • 10. FMF Gala Jubileuszowa
        • TITANIC Live in Concert
      • Gladiator Live in Concert
      • 11. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Video Games Music Gala
      • 12. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • FMF Gala: The Glamorous Show
      • FMF ONLINE
      • Gladiator in Concert – Fimucité 2025
    • Teatr
      • UCZONE BIAŁOGŁOWY
      • CZTERY TAJEMNICE
      • CIOTKA KAROLA
      • PIĘKNA LUCYNDA
      • Lekarz mimo woli
      • Tramwaj zwany pożądaniem
  • PODRÓŻE
    • Bułgaria – pełna złocistego piasku
    • Grecja
      • Rodos – wyspa słońca
    • Hiszpania
      • Buñol – urokliwe miasteczko
      • Majorka – królowa Balearów
      • Wyspy Kanaryjskie
        • Fuerteventura – idylla dla zabieganych
          • Fuerteventura – Oasis Park
          • Fuerteventura – krótki poradnik
        • Lanzarote – księżycowa kraina
          • Lanzarote – krótki poradnik
        • Teneryfa – rajska wyspa
          • Santa Cruz de Tenerife
    • Indie – piękno ukryte w złożoności
      • Delhi – nieokiełznana stolica
    • Indonezja – czy to jawa czy balijski sen?
      • Jawa – kraina snu na jawie
    • Kanada
      • Ottawa – Kanada w pigułce
    • Korea Południowa
    • Polska
      • Toruń – pierniczkowe miasto
    • Portugalia
      • Lizbona – magiczne zakątki stolicy
  • OFERTA
    • JOGA
    • WYDARZENIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with podróże

Orient inspiracją dla… mnie?

Posted on 2026-01-242026-01-24

Orient inspiracją dla… mnie?

Szykuję się do kolejnej podróży. Przeglądam plan, miejsca, w których będę. Poza przyziemnym zastanawianiem się nad tym, co zabrać, rozmyślam też o tym, co mi ta podróż nowego przyniesie. 

Kiedy podróż przestała być tylko zwiedzaniem

Rozpoczęłam tę przygodę w 2023 roku. Wcześniej również zwiedzałam przeróżne zakątki świata, ale bardziej w celach wypoczynkowych. To właśnie w tamtym roku przyszła do mnie myśl, że chcę wyruszyć do świata, który znałam tylko z książek i filmów. Miejsc, które niejednokrotnie opisywałam w swojej prezentacji maturalnej oraz pracy magisterskiej. Poczułam, że chcę doświadczyć energii, płynącej z ich wnętrza. Fascynowały mnie teksty inspirowane światem orientu. Ta tematyka towarzyszyła mi od nastoletnich lat. Nie mam pojęcia dlaczego, bo mieszkając w małym miasteczku raczej nie było wówczas okazji do poznania tego świata. A jednak już coś wtedy we mnie wykiełkowało.

Orient, który kiełkował we mnie od lat

Dziś łapię się na tym, że praktycznie nie ma u mnie tekstu literackiego, który nie przemycałby gdzieś elementów kultury, krajobrazu czy czegokolwiek innego związanego z krajami Azji. Moja fascynacja tym regionem świata wcale nie gaśnie, a wręcz powiększa się z każdą kolejną podróżą. 

Bohaterowie chodzący po moich śladach

Chcę o tym pisać i doświadczać tego. Pragnę dzielić się tym z ludźmi, którzy niekoniecznie mają w życiu okazję czy możliwości, by zanurzyć się w ten świat. Już teraz jestem świadoma tego, że moi bohaterowie często korzystają z kadzidełek, mają w pokojach mandale lub poduchy do medytacji. Do tego ubierają się barwnie i w jakiś sposób są powiązani z miejscami, w których sama kiedyś byłam. 

Historia zatoczyła krąg

Na maturze ustnej z języka polskiego przygotowywałam prezentację o tytule „Orient inspiracją dla pisarzy”. Już wtedy byłam pełna podziwu dla liczby książek, wierszy i innych wytworów kultury, które tak mocno inspirowały się Wschodem. Sama jednak nie wiedziałam, że i dla mnie stanie się on inspiracją do powstawania moich tekstów literackich. 

Wierzę, że wkrótce będziecie mogli się o tym sami przekonać.  

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Posted on 2025-12-272025-12-27

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Spokojny, wigilijny stół i świeca kojarząca się z podsumowaniem roku

Zwykle duże podsumowania robię sobie przy okazji urodzin. Jednak mam nieprzemożoną chęć podsumować cały rok kalendarzowy.
Co się wydarzyło?
Czy coś się zmieniło?
Co pożegnałam?
Czy coś nowego przywitałam?

Pierwsze miesiące roku – życie w trybie przetrwania

Pierwszy kwartał roku, a nawet trochę więcej, to była raczej walka o przetrwanie i zbudowanie życia na nowo. W takim trybie byłam praktycznie do końca maja. 
Gdyby nie ludzie, którzy pojawili się wraz z końcówką 2024 roku, pewnie byłoby mi dużo ciężej. Mam jednak ogromne szczęście, że w pracy coś w końcu drgnęło i nawiązałam naprawdę dobre relacje. 

Tajlandia – podróż, która nauczyła mnie odwagi

No dobra – byłam w styczniu w Tajlandii.
Moje kolejne marzenie spełnione i o dziwo, dzięki wcześniejszym wydarzeniom prywatnym, miałam w sobie dużo odwagi, by pokonać kilka moich lęków.

Czy się bałam? – zdecydowanie!
Czy pożałowałam tych wszystkich historii – absolutnie nie!

I tak oto pojechałam do nowego miejsca z obcymi ludźmi, chociaż później okazało się, że na każdym kroku znajdował się ktoś, kto bardzo chciał mi towarzyszyć. Z jedną przesympatyczną parą mam do teraz kontakt!

Próbowałam jedzenia – nawet tego ulicznego – oraz masażów tajskich w przeróżnych miejscach. Włóczyłam się po miejscowościach, zaglądając w różne zakamarki, obserwowałam zachody słońca i jadałam samotnie w restauracji.

Akceptacja zamiast walki – ważna lekcja roku

Oczywiście w pierwszej połowie roku wydarzyły się rzeczy, które na tamten moment, nie do końca były po mojej myśli.
Ale nauczona doświadczeniem – po prostu je zaakceptowałam takimi jakie są.
To bardzo pomogło przetrwać i nie zniszczyć wartościowych relacji.

Muzyka, praca i poczucie stabilności

Powróciłam, jak ta córa marnotrawna, do Justyny Steczkowskiej i na nowo kibicowałam jej na Eurowizji, słuchałam jej najnowszej płyty, a jesienią wybrałam się na koncert z tej trasy (pisałam o nim tutaj). 

W pracy było stabilnie. Ekipa wsparcia zawsze pomagała rozładować napięcie. Spędzaliśmy naprawdę dużo czasu razem. To dzięki nim wciąż się śmiałam.

Wyzwania zawodowe i uważność na ludzi

Pomogli mi też bardzo przy przyjmowaniu Sycylijczyków w naszej szkole. To było dla mnie największe organizacyjne wyzwanie tego roku. Uważam, że dałam sobie radę naprawdę świetnie i cały czas byłam pełna uważności na wszelkie zmiany, problemy i prośby gości. Jednak lata w wolontariacie przy FMF bardzo mi pomogły nie tracić spokoju i głowy na karku. 

Festiwal Muzyki Filmowej i moment przełomu

A potem pierwszego czerwca postanowiłam odpiąć wrotki z okazji Dnia Dziecka.

Spontanicznie pojechałam na Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie tym razem jako gość i nie żałuję tego ani trochę. Miałam możliwość znów spotkać się z ludźmi, którzy są bliscy mojej artystycznej duszy.

Podróże, które zmieniły więcej, niż planowałam

Fimucite na Teneryfie – magiczny czas. Z perspektywy czasu był to wyjazd, który wpłynął na to, co działo się później lawinowo. To tam moja dusza na nowo rozkwitła!

Pojechałam też do Bilbao i zwiedziłam tamten region, czego pewnie w życiu bym nie zrobiła. To również była spontaniczna decyzja i spędziłam tam naprawdę piękny czas! Tam pojawił mi się pomysł na połączenie kilku moich tekstów w jeden! 

Problemy zdrowotne i dbanie o siebie

Pomimo problemów zdrowotnych, które w tym roku się do mnie trochę przykleiły, radziłam sobie jak mogłam. Nie poddawałam się, choć trzeba było odwiedzić różnych lekarzy i trochę pieniędzy wydać na wizyty i leki. Wybrałam się też po raz pierwszy do lekarza ajurwedyjskiego.

Korea Południowa i odkrycie własnego głosu

Koniec sierpnia to – kolejny już w tym roku – spontaniczny wyjazd do Korei Południowej – miejsca, do którego też nie planowałam jechać. A jednak znalazłam się tam i… przepadłam!

Pokonywanie kolejnych lęków, coraz śmielsze eksplorowanie miast i miejsc, w których byłam. Dużo zakupów, zauroczenie k-popem i krainą k-beauty.

Kto by pomyślał, że ten wyjazd zaowocuje w listopadzie moim pierwszym, świadomym wystąpieniem publicznym?
W życiu bym na to nie wpadła, a jednak! To dopiero było świetne przeżycie (opisałam je tutaj) i dało mi wiarę w to, że mogę nie tylko świetnie pisać, ale także przemawiać! Warunek jest jeden – temat musi odpowiadać mojemu sercu i duszy! Nic na siłę.

Wypalenie zawodowe i konieczność zatrzymania się

Niestety każdy medal ma dwie strony.

Po tych szalonych wakacjach, zaliczyłam ogromne wypalenie pracą we wrześniu i październiku. Ciężko było mi się pogodzić z tym stanem i toczyłam się w dół. Coraz mniej rzeczy mnie cieszyło.

Do tego znów powrót problemów zdrowotnych, Covid i organizm powiedział ostro: STOP. 

Powrót do pisania i twórczej autentyczności

Jednak te zdarzenia były mi bardzo potrzebne, zwłaszcza zwolnienie lekarskie, by dojść do siebie zarówno fizycznie, ale też przede wszystkim – psychicznie. Przepracować w głowie wiele spraw i podjąć kilka ważnych decyzji.

Znów z perspektywy czasu widzę, że to chwilowe wypalenie w pracy było mi bardzo potrzebne, by ten czas wykorzystać na tworzenie.

Te piękne chwile w okresie wakacyjnym przyczyniły się do tego, że zaczęłam na nowo pisać, ale tym razem bardziej regularnie, prosto z serca i tak jak czuję. Coraz mniej boję się pokazywać ten mój mięciutki brzuszek wrażliwości i rzeźbię z niego piękny, magiczny świat.

Co zostawiam, a co zabieram w nowy rok

Co więc zostawiam w przeszłości?
Swoje lęki dotyczące życia i tworzenia.

Co zabieram?
Swoją autentyczność, twórczość i otwartość na to, co przynosi mi los. Do tego dorzucam też te wszystkie piękne relacje, które się w tym roku pojawiły.

Już od dawna wiem, że pewne rzeczy nie zdarzają się dlatego, że na nie nie zasługuję, tylko dlatego, że czeka na mnie coś lepszego i większego.
W takim zaufaniu chcę wejść w rok 2026. 

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Odwaga mówienia z serca

Posted on 2025-11-152025-11-15

Odwaga mówienia z serca

Moja prelekcja o Korei Południowej

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Dziś trochę rozmyślań i osobistych przemyśleń dotyczących mojej prelekcji na temat Korei Południowej, która odbyła się 14.11.2025 r. w moim rodzinnym miasteczku, Jordanowie. To nie był tylko wykład o podróży. To był także mój osobisty krok w stronę odwagi.

Droga do odwagi

Zdjęcie z prelekcji o Korei

Właściwie mało kto wie, jak trudną i długą drogę musiałam przejść, by odważyć się wystąpić publicznie przed znajomymi i nieznajomymi. Nikt nie wiedział co działo się z moim ciałem i głową, gdy dowiadywałam się, że mam coś powiedzieć przed większą grupą osób. Na pewno znajdzie się ktoś mądry, kto będzie próbował mi wmówić, że stanie na lekcji przed klasą pełną uczniów to jest to samo. Nie, nie jest. Bezdyskusyjnie. 

Natomiast z czystym sumieniem, patrząc na siebie w lustrze mogę powiedzieć – tak, wczorajsze wystąpienie to był sukces. A dla mnie prawdopodobnie największy w ostatnim czasie. Stanęłam przed ludźmi uśmiechnięta, bez stresu, bez trzęsących się głosu, rąk i nóg. Miałam przygotowane kartki z notatkami, spisane trudne nazwy, anegdotki, cały przebieg wydarzenia. I co? Zerknęłam na to tylko na początku, gdy potrzebowałam przeczytać fragment mojego tekstu o Korei Południowej (tutaj). 

Czy bałam się pytań, oceny, reakcji? Nie. Wyszłam tam z pewnością, jakiej jeszcze nigdy w sobie nie miałam. Postanowiłam, że wszystko to, co będę mówić będzie z poziomu serca. Opowiem o Korei najpiękniej jak potrafię. Spróbuję oddać jej klimat, to, co zobaczyłam i przeżyłam. Przede wszystkim chciałam mieszkańcom mojego miasteczka przybliżyć ten odległy kraj. Pokazać jego złożoność. Nie byłam tam, żeby pouczać, wymądrzać się czy zarzucać ludzi suchymi faktami, które każdy sobie może znaleźć w internecie. 

Z poziomu serca

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Pokazałam ten świat moimi oczami. 

Pozwoliłam ludziom poczuć to, co w mojej duszy gra, gdy opowiadam o podróżach. 

Dałam im okazję zobaczyć, ile radości sprawia mi opowiadanie o tym i jak miło wspomina mi się czas mojego wyjazdu. 

Przede wszystkim też dałam sobie szansę opowiedzieć to, co zazwyczaj umiałam zapisać tylko na kartce. 

Lekcja zaufania

W pierwszym momencie, gdy dostałam tę propozycję, chciałam zrezygnować. Bałam się. Wydawało mi się, że nie jestem gotowa na wyjście poza strefę komfortu. Jednak przegadałam sprawę z ludźmi mądrzejszymi ode mnie, którzy wierzyli we mnie bardziej niż ja w samą siebie. 

Odkrywam na nowo sens słów, aby bawić się tym, co się kocha. Zaczynam widzieć, że można dać się czemuś pochłonąć bez reszty, przygotować sobie dobrą intencję i wystawić się ze skorupki do świata. Wtedy człowiek nie myśli o tym, co inni powiedzą. Krytyka przestaje mieć znaczenie (zwłaszcza ta we własnej głowie). Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, czy może wydarzyć się coś złego? Nie. A przynajmniej nic, co mogłoby człowieka złamać. 

Cytat z tekstu "Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, nie może wydarzyć się nic, co by go złamało"

Wdzięczność i refleksja po wszystkim

Na koniec podzielę się jeszcze wpisem, który zapisałam sobie w moim dzienniczku zaledwie kilka godzin po wystąpieniu, gdy emocje jeszcze we mnie buzowały:

„Debiut zaliczony na szóstkę! To jest niesamowite jak dobrze się dziś czułam podczas mojej prelekcji. Zero stresu. Może lekki tuż przed, zanim przyszli ludzie. Natomiast w trakcie wystąpienia nie czułam nerwów. Byłam zrelaksowana i opowiedziałam to, co chciałam. Notatki właściwie się nie przydały. Jestem z siebie niesamowicie dumna. Jestem też sobie wdzięczna, że się nie poddałam i że dziś ani przez moment w siebie nie zwątpiłam. I jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy byli. Za pytania, zainteresowanie, ciekawość. I moim znajomym tym, co przyszli i tym, co wspierali z daleka. I przede wszystkim rodzicom. Za wszystko!”

Jeśli ktokolwiek chciałby chociaż zobaczyć fotorelację z tego wydarzenia, zapraszam na Facebooka – tutaj. Ja zostawiam sobie w sercu piękne wspomnienie. Dziękuję.

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Podróże uczą mnie bycia sobą

Posted on 2025-10-252025-10-25

Podróże uczą mnie bycia sobą

Zdjęcie przedstawia Seul podczas mojej podróży, ma spokojne ciepłe barwy, które otulają tak jak mój tekst o tym, że podróże uczą mnie bycia sobą

Powroty pełne ukojenia

Każda podróż przynosi mi ukojenie i masę różnych przemyśleń. Wracając do domu, jestem bardziej otwarta i przede wszystkim gotowa na zmiany. Liczba zapisanych w podroży stron się różni, ale zawsze coś powstaje. Niektóre pochłaniają mnie na tyle, że nie jestem w stanie codziennie spisywać swoich przeżyć. Inne dają więcej oddechu i znajduję czas podczas przejazdów czy wieczorami w ramach regeneracji. Z perspektywy czasu widzę, że te podróże w 2025 roku były lekcją obecności — bycia tu i teraz. Chłonęłam każdy dzień, każdy moment, nie siedziałam bezczynnie w hotelu, tylko eksplorowałam świat dookoła mnie. To dla mnie ważny krok naprzód. 

Pisanie w drodze

W każdej podróży odnajduję inny rytm pisania — czasem codzienny, czasem rozproszony. O czym jednak zazwyczaj piszę? O miejscach, emocjach, odbiorze zmysłowym, poznanych ludziach, ale także o moich spostrzeżeniach. Ostatnio lubię obserwować ludzi. Staram się to jednak robić dyskretnie i z dystansu, by nikogo nie krępować. Przyglądam się im i zastanawiam w duchu, jakie przekonania łatwo byłoby mi podważyć. Tak wiele rzeczy mnie w tych wyprawach inspiruje, ale chyba jeszcze więcej sprawdza to, czego nie chcę i nie lubię. Podróż to dla mnie jedna wielka weryfikacja dotychczasowego życia. Czasem robią to zdarzenia, a czasem ludzie, których jest mi dane spotkać. 

Lekcje podróży

Teraz z perspektywy czasu widzę, że wyjazd do Korei Południowej był mocno o tym, czy warto się przejmować tym, co sobie pomyślą inni. O ile w ogóle sobie cokolwiek o mnie pomyślą. O tym, czy w ogóle jest sens się tym zajmować, skoro i tak nie ma się na to wpływu. Ta podróż mi uświadomiła, że to naprawdę bezsensowna rzecz i coraz mocniej wcielam to w życie. Wyjazd do Hiszpanii też był o tym – być sobą – autentyczną sobą. Uśmiechać się wtedy, gdy ma się na to ochotę. Być tą słodką i uroczą dziewczynką w ciele dorosłej osoby. Czuć się dobrze we własnej skórze, spędzać czas z tymi, z którymi się chce. Postawić granice i nie być wiecznie „chłopcem na posyłki”. Robić coś dla siebie i na własnych zasadach. Nie dać się zwariować światu i po prostu powiedzieć sobie stop, gdy przedobrzę. Nie tłumaczyć się nikomu z tego, że na moment muszę schować się w swojej bezpiecznej przestrzeni i uspokoić zmysły, głowę i emocje, by nie popaść w jakieś stany chorobowe. 

Świat z dystansem i czułością

I wiecie co? Zazdroszczę Koreańczykom tego dystansu do świata. Owszem, są i tak mocno zestresowanym społeczeństwem, które już mocno doświadcza wszystkich cywilizacyjnych chorób i problemów. Jednak jest w nich coś pociesznego, ten element dziecka, który przywraca nadzieję. Zobaczyć na ulicy te wszystkie pluszaczki, breloczki, skarpetki z falbankami, kokardki we włosach, a nawet wałki na głowie z samego rana… Nie śmieję się z tego, tylko uśmiecham. Bo widząc, że można być sobą, czuję ciepło w sercu.

Lubię, gdy moja dusza jest w podróży.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Euskadi – Kraj Basków

Posted on 2025-07-292025-07-29

Euskadi – kraj txakoli i cydrem płynący

Zielone oblicze Hiszpanii

Czy wiedzieliście, że istnieje taka część Hiszpanii (nie mam tu na myśli Wysp Kanaryjskich), gdzie jest bardzo zielono i górzyście? A co, jeśli dodam, że to mniej turystyczny obszar? Cały region wydaje się być wciąż bardzo dziewiczy. Soczysta zieleń roztacza się niemalże wszędzie i łączy się z błękitem nieba i Zatoką Baskijską. Temperatury są tutaj całkiem przyjemne, nawet gdy przekraczają 30 stopni. Euskadi to po baskijsku Kraj Basków. To w tym miejscu mogłam spędzić tydzień pełen zachwytów.

Oczami lokalsa

Do tej pory mało miałam możliwości, by pojawić się w jakimś miejscu i poznać je oczami lokalsa. Zazwyczaj poruszałam się według wskazówek z przewodników, internetowych poleceń lub tras zaplanowanych przez biuro podróży. Tym razem zamieszkałam w typowym baskijskim domu i mogłam obserwować życie z mniej turystycznej strony.

To, co urzekło mnie już właściwie w pierwszej chwili po opuszczeniu lotniska, to dwie rzeczy. Pierwsza – krajobraz bardzo przypominający moją małą ojczyznę, z tą jednak różnicą, że w oddali rozpościerał się ogromny akwen – Zatoka Baskijska. Druga – pierwszy „posiłek”, czyli zatrzymanie się w bardzo urokliwym miejscu (Galdames) na txakoli (białe wino produkowane lokalnie) i pintxos (baskijskie przekąski). Na pierwszy ogień dostałam kawałek chleba, a na nim oliwki, ostre papryczki i rybka nabite na wykałaczkę i to wszystko polane oliwą. Być może w pierwszej chwili czułam tylko moc papryczek, ale zaraz po tym w mojej buzi rozegrała się prawdziwa symfonia smaków. Proste, a tak intensywne. Niebo w gębie!

Nad brzegiem oceanu

Podczas mojego pobytu w Kraju Basków byłam nad wodą dwukrotnie. Pierwsze doświadczenie zdecydowanie wygrało. W regionie Zierbena znajdowała się plaża La Arena. Dojście do niej prowadzi przez obszar chroniony, co tylko dodaje magii temu miejscu. Wyobraź sobie, że stoisz przed zielonym pagórkiem, pełnym różnych kładek i przejść, by po wspięciu się na jego szczyt, ujrzeć rozległy ciemny piasek i wodę. Moje miejsce mocy – bez dwóch zdań!

Drugim miejscem była dzielnica Neguri w regionie Getxo – bardziej zatłoczona, może ze względu na porę dnia i pogodę. Promenada, kawiarenki, gwar – urokliwie, ale inaczej.

Bilbao – miasto światła, dźwięków i sztuki

Zdecydowanym highligthem tego wyjazdu było Bilbao – zarówno stare miasto, jak i jego nowoczesna część. Mogłam zobaczyć jak wyglądają imprezy wieczorne, gdzie stawianych jest kilka scen, w jednym rządku stoją budki z jedzeniem i piciem, a ludzie stoją w grupkach i cieszą się ze wspólnego czasu.

Innym razem sama wzięłam udział w koncercie jazzowym, który odbywał się przed wejściem do muzeum Guggenheima, w którym znajduje się hiszpańskie muzeum sztuki nowoczesnej. Budynek pięknie mieni się w promieniach słońca ze względu na materiał, z którego został wykonany (tytan i szkło). Dodatkowo, patrząc na niego od strony rzeki Nervion przypomina ogromny statek. To, co jeszcze zauroczyło mnie przy tym budynku to ogromny, trzynastometrowy szczeniak, który zrobiony jest z żywych kwiatów. Absolutnie cudowny widok!

W pamięć zapadł mi również taras w hotelu znajdującym się w pobliżu muzeum. To tam mogłam podziwiać przepiękny zachód słońca i miasto nocą. Zachwyciło mnie to ogromnie. To tam po raz pierwszy spróbowałam ginu z tonikiem i przepadłam. To jednak historia na zupełnie inne okoliczności. Od tej pory będę zawsze poszukiwać restauracji na wysokich piętrach i dachach.

Urok starych uliczek

Stare miasto również mnie urzekło. Przede wszystkim te wszystkie wybrukowane, wąskie uliczki z mnóstwem barów z pintxos. Wspaniałe budowle jak teatr, katedra, hala targowa czy dworzec kolejowy. Zaintrygowało mnie również wejście do metra, które znajdowało się np. pod muzeum archeologii. Miejscem, które zachwyciło mnie przepięknym, andaluzyjskim stylem była Cafe Iruna, jedna z najstarszych kawiarni, gdzie mogłam skosztować tzw. „wody Bilbao”, czyli cavy (wina musującego).

Miasteczka ukryte wśród zieleni

Ponadto odwiedziłam mnóstwo mniejszych malowniczych miasteczek i wiosek: Galdakao, Zalla, Balmaseda, Guenes, San Pedro, San Esteban i La Baluga. Wszędzie onieśmielała mnie obecność zielonych lasów, pól, górskich dolin, a także unikalna architektura – inna niż w Polsce i różna od typowo hiszpańskiej.

W każdym z tych miejsc mogłam spróbować nieco innego txakoli czy pintxos pod różną postacią. Smak świeżego pieczywa, oliwek, ryb i oliwy to zupełnie inny wymiar niż to, co jest dostępne w moim kraju. Moje podniebienie nie mogło wyjść z podziwu za każdym razem, gdy brałam do buzi kęs jakiegokolwiek jedzenia.

Zauroczona Euskadi

Podsumowując, Kraj Basków to zdecydowanie niedocenione miejsce. I może to dobrze. Mogłam zaszyć się w domu na uboczu, budzona jedynie dźwiękiem ptaków. Cudownie było spacerować spokojnymi, niezatłoczonymi uliczkami czy odwiedzać malutkie wioski. Jeszcze bardziej cieszyła mnie podróż przez smaki baskijskich przysmaków, win i cydrów.

Krajobraz zdecydowanie różni się od tego, który przychodzi nam na myśl, myśląc o Hiszpanii, ale zdecydowanie warto zobaczyć te dziewicze tereny. Być może jedynym minusem jaki pojawia się w mojej głowie jest obecność języka baskijskiego na każdym kroku. Dla kogoś kochającego języki tak jak ja, był to język nie do rozgryzienia. Przynajmniej na razie.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
Older Posts

WIERSZE

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.