Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
    • TŁUMACZENIA
      • „Child” – pierwsze „muzyczne” dziecko
      • Desire of Love – tekst
      • Terra – tłumaczenie piosenki
      • Biografia po angielsku
      • Konkurs na przekład piosenki filmowej
      • Streszczenie artykułu naukowego
    • WIERSZE
    • ZAPISKI CODZIENNOŚCI
    • Z ŻYĆKA BELFERKI
  • INSPIRACJE
    • ORIENT
    • CHÓR BEL CANTO
    • LUDZIE
      • KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA
    • STAROŻYTNOŚĆ
    • MUZYKA
      • ARIANA GRANDE
      • BEATA KOZIDRAK
      • DEAD CAN DANCE
      • Diego Navarro
      • EÍMEAR NOONE
      • ENYA
      • HANS ZIMMER
      • JUSTYNA STECZKOWSKA
      • MARIAH CAREY
      • RENATA PRZEMYK
  • KULTURA
    • Koncerty
      • Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna
        • Koncert Muzyki Filmowej
        • Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
        • KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W SUCHEJ BESKIDZKIEJ
      • Koncerty – Akademia Chóralna
        • Koncerty Akademii Chóralnej
          • Rytmy Świata w Narodowym Forum Muzyki
          • Singing Europe 2016
      • Koncerty – Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – ERA CZARODORO – WITCH TOUR
        • Jose Carreras & Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – Alkimja
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 1
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 2
        • 2. Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach
      • Lato z Radiem
        • Lato z Radiem – zespół Ira
        • Lato z Radiem – Varius Manx
      • Koncerty – Renata Przemyk
        • Renata Przemyk – Akustik Trio
        • Renata Przemyk – koncert Ya Hozna
      • Wild Hunt Live – Percival
      • Scena Perspektywa
        • Wszystko kwitnie – koncert wiosenny
      • Andrzej Krzywy z Zespołem
      • Beata. Exclusive TOUR
      • The World of Hans Zimmer
      • Koncert Ennio Morricone
    • Festiwal Muzyki Filmowej
      • 9. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Cinematic Piano, Wars & Kaper, Dronsy
        • Gala Muzyki Filmowej: Animacje
        • Indiana Jones – film z muzyką na żywo
        • Master Classes: Sesja #21
        • Scoring4Polański
        • Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon
      • 10. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • 10. FMF Gala Jubileuszowa
        • TITANIC Live in Concert
      • Gladiator Live in Concert
      • 11. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Video Games Music Gala
      • 12. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • FMF Gala: The Glamorous Show
      • FMF ONLINE
      • Gladiator in Concert – Fimucité 2025
    • Teatr
      • UCZONE BIAŁOGŁOWY
      • CZTERY TAJEMNICE
      • CIOTKA KAROLA
      • PIĘKNA LUCYNDA
      • Lekarz mimo woli
      • Tramwaj zwany pożądaniem
  • PODRÓŻE
    • Bułgaria – pełna złocistego piasku
    • Grecja
      • Rodos – wyspa słońca
    • Hiszpania
      • Buñol – urokliwe miasteczko
      • Majorka – królowa Balearów
      • Wyspy Kanaryjskie
        • Fuerteventura – idylla dla zabieganych
          • Fuerteventura – Oasis Park
          • Fuerteventura – krótki poradnik
        • Lanzarote – księżycowa kraina
          • Lanzarote – krótki poradnik
        • Teneryfa – rajska wyspa
          • Santa Cruz de Tenerife
    • Indie – piękno ukryte w złożoności
      • Delhi – nieokiełznana stolica
    • Indonezja – czy to jawa czy balijski sen?
      • Jawa – kraina snu na jawie
    • Kanada
      • Ottawa – Kanada w pigułce
    • Korea Południowa
    • Polska
      • Toruń – pierniczkowe miasto
    • Portugalia
      • Lizbona – magiczne zakątki stolicy
  • OFERTA
    • JOGA
    • WYDARZENIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with Paulina Merz

Odwaga mówienia z serca

Posted on 2025-11-152025-11-15

Odwaga mówienia z serca

Moja prelekcja o Korei Południowej

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Dziś trochę rozmyślań i osobistych przemyśleń dotyczących mojej prelekcji na temat Korei Południowej, która odbyła się 14.11.2025 r. w moim rodzinnym miasteczku, Jordanowie. To nie był tylko wykład o podróży. To był także mój osobisty krok w stronę odwagi.

Droga do odwagi

Zdjęcie z prelekcji o Korei

Właściwie mało kto wie, jak trudną i długą drogę musiałam przejść, by odważyć się wystąpić publicznie przed znajomymi i nieznajomymi. Nikt nie wiedział co działo się z moim ciałem i głową, gdy dowiadywałam się, że mam coś powiedzieć przed większą grupą osób. Na pewno znajdzie się ktoś mądry, kto będzie próbował mi wmówić, że stanie na lekcji przed klasą pełną uczniów to jest to samo. Nie, nie jest. Bezdyskusyjnie. 

Natomiast z czystym sumieniem, patrząc na siebie w lustrze mogę powiedzieć – tak, wczorajsze wystąpienie to był sukces. A dla mnie prawdopodobnie największy w ostatnim czasie. Stanęłam przed ludźmi uśmiechnięta, bez stresu, bez trzęsących się głosu, rąk i nóg. Miałam przygotowane kartki z notatkami, spisane trudne nazwy, anegdotki, cały przebieg wydarzenia. I co? Zerknęłam na to tylko na początku, gdy potrzebowałam przeczytać fragment mojego tekstu o Korei Południowej (tutaj). 

Czy bałam się pytań, oceny, reakcji? Nie. Wyszłam tam z pewnością, jakiej jeszcze nigdy w sobie nie miałam. Postanowiłam, że wszystko to, co będę mówić będzie z poziomu serca. Opowiem o Korei najpiękniej jak potrafię. Spróbuję oddać jej klimat, to, co zobaczyłam i przeżyłam. Przede wszystkim chciałam mieszkańcom mojego miasteczka przybliżyć ten odległy kraj. Pokazać jego złożoność. Nie byłam tam, żeby pouczać, wymądrzać się czy zarzucać ludzi suchymi faktami, które każdy sobie może znaleźć w internecie. 

Z poziomu serca

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Pokazałam ten świat moimi oczami. 

Pozwoliłam ludziom poczuć to, co w mojej duszy gra, gdy opowiadam o podróżach. 

Dałam im okazję zobaczyć, ile radości sprawia mi opowiadanie o tym i jak miło wspomina mi się czas mojego wyjazdu. 

Przede wszystkim też dałam sobie szansę opowiedzieć to, co zazwyczaj umiałam zapisać tylko na kartce. 

Lekcja zaufania

W pierwszym momencie, gdy dostałam tę propozycję, chciałam zrezygnować. Bałam się. Wydawało mi się, że nie jestem gotowa na wyjście poza strefę komfortu. Jednak przegadałam sprawę z ludźmi mądrzejszymi ode mnie, którzy wierzyli we mnie bardziej niż ja w samą siebie. 

Odkrywam na nowo sens słów, aby bawić się tym, co się kocha. Zaczynam widzieć, że można dać się czemuś pochłonąć bez reszty, przygotować sobie dobrą intencję i wystawić się ze skorupki do świata. Wtedy człowiek nie myśli o tym, co inni powiedzą. Krytyka przestaje mieć znaczenie (zwłaszcza ta we własnej głowie). Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, czy może wydarzyć się coś złego? Nie. A przynajmniej nic, co mogłoby człowieka złamać. 

Cytat z tekstu "Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, nie może wydarzyć się nic, co by go złamało"

Wdzięczność i refleksja po wszystkim

Na koniec podzielę się jeszcze wpisem, który zapisałam sobie w moim dzienniczku zaledwie kilka godzin po wystąpieniu, gdy emocje jeszcze we mnie buzowały:

„Debiut zaliczony na szóstkę! To jest niesamowite jak dobrze się dziś czułam podczas mojej prelekcji. Zero stresu. Może lekki tuż przed, zanim przyszli ludzie. Natomiast w trakcie wystąpienia nie czułam nerwów. Byłam zrelaksowana i opowiedziałam to, co chciałam. Notatki właściwie się nie przydały. Jestem z siebie niesamowicie dumna. Jestem też sobie wdzięczna, że się nie poddałam i że dziś ani przez moment w siebie nie zwątpiłam. I jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy byli. Za pytania, zainteresowanie, ciekawość. I moim znajomym tym, co przyszli i tym, co wspierali z daleka. I przede wszystkim rodzicom. Za wszystko!”

Jeśli ktokolwiek chciałby chociaż zobaczyć fotorelację z tego wydarzenia, zapraszam na Facebooka – tutaj. Ja zostawiam sobie w sercu piękne wspomnienie. Dziękuję.

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Pisanie dla samego pisania – czy to ma sens?

Posted on 2025-06-072025-06-07

Pisanie dla samego pisania?
Czy tak się w ogóle da? Czy ma to jakikolwiek sens?

Zero-jedynkowe podejście do twórczości

Do tej pory zawsze podchodziłam do pisania zero-jedynkowo. Musiał być konkretny temat lub powód pisania. W przeciwnym razie nawet się za to nie zabierałam. Co tym zawiadywało? Z pewnością myśl, że MUSZĘ podzielić się czymś konkretnym. Przecież tyle jest wszystkiego dookoła, że komu chciałoby się czytać coś, co nie jest w obszarze zainteresowań?

Szufladkowanie i wewnętrzny krytyk

Do tego częste szufladkowanie się. Piszesz wiersze? Skup się tylko na tym. Nie próbuj innych form. Przeszłaś na pisanie o koncertach? Czas tylko na to. Wolisz już pisać o podróżach? Świetnie, ale nie próbuj wracać do wierszy i relacji z koncertów.
Brzmi okrutnie? Tak.
Umiałam to powstrzymać? Nie.
Dlatego z każdym wyczerpaniem danego tematu, milkłam na miesiąc, dwa, czasami i dłużej. Nie działo się wtedy nic, a ja staczałam się w dół, samobiczując siebie i swoje pisanie.

Przełamywanie starych przekonań

Człowiek ma jednak to szczęście, że przy odrobinie chęci może chcieć się rozwijać, zmieniać i walczyć z własnymi przekonaniami. Nie inaczej było w moim przypadku.
Od dziecka uwielbiałam tworzyć przeróżne teksty – o czym też już pisałam tutaj – więc dlaczego miałabym to porzucić? Bo MUSZĘ pisać o CZYMŚ?
Przecież ten tekst też jest o CZYMŚ!

Głos wewnętrzny też się liczy

Nie jest byle jaki i porusza kwestie, które tak często ignorujemy. Ignorujemy własne pasje, bo jeśli nie są realizowane na najwyższym poziomie, nie liczą się.
Na siłę zmuszamy się do pisania, choć tego w danej chwili nie czujemy.
Bywa też odwrotnie. Bardzo chcemy o czymś napisać, ale uważamy to za zbyt błahe i nieważne.

Pisanie bez celu też jest drogą

I próbując odpowiedzieć na moje początkowe pytania: tak, pisanie dla samego pisania ma sens i tak się da.
Oczywiście to już decyzja każdego indywidualnie – czy w to pójdzie, czy jednak nie.
Patrząc na to, co zmieniło się w mojej głowie, gdy pozwoliłam sobie nie wiedzieć, o czym chcę w danej chwili pisać i jak często, nagle okazało się, że przypływ pojawia się zdecydowanie częściej.

Przepływ jako forma obecności

Nie powstrzymuję się przed przelewaniem myśli na papier. Traktuję to jak rzekę, z nurtem której płyną moje uczucia, wrażenia, idee i chwile.
Czasem, gdy woda spływa z większego pagórka, można się pogubić i nie nadążyć za nimi, ale w końcu podłoże się wyrównuje i można przejrzeć się w czystych wodach moich słów.

Światło dla innych

Cel tego wszystkiego jest tylko jeden – wpłynąć do oceanu ludzkich serc i rozlać się jak najszerzej. Wymieszanie tych wód uspokoi fale codziennych wzlotów i upadków.
Dlatego w swoim pisaniu chcę być jak światło, które oświetla drogę tym, którzy się zagubili.
Pragnę pozostać jak najdłużej obecną i uważną na to, co płynie z potokiem moich słów.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

FMF – POŁĄCZENIE PASJI Z POMOCĄ INNYM

Posted on 2025-05-302025-05-30

FMF – POŁĄCZENIE PASJI Z POMOCĄ INNYM

Ostatnia przygoda z wolontariatem? Świadoma decyzja i trwanie w tym przez 6 lat. Miejsce, które zawsze będę nazywać swoim drugim domem – Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie.

To doświadczenie zaczęło się niepozornie – od pokazu „Pachnidła” z muzyką na żywo w 2012 roku. Ale dopiero w 2014, zachęcona przez przyjaciółkę, zdecydowałam się na pierwszy wolontariat. Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Wylądowałam na obsłudze widowni. Zadania były proste: wskazywanie miejsc, odpowiadanie na pytania, czasem krótka rozmowa o muzyce. To wtedy po raz pierwszy poczułam magię FMF – nie tylko na scenie, ale też za kulisami.

Po rocznej przerwie w 2015 wróciłam w 2016 – tym razem na produkcję. Opieka nad artystami, garderoby, próby, nieustanne bieganie od rana do wieczora, spełnianie zachcianek gwiazd i ogrom organizacyjnych wyzwań. Brzmi wyczerpująco? I tak było – ale również niesamowicie satysfakcjonująco.

Dla wielu niezrozumiałe. „Po co ci to, przecież za darmo?”. A dla mnie? Najpiękniejszy rodzaj zapłaty – emocje, ludzie, muzyka i świadomość, że jestem częścią czegoś większego. Czegoś, co łączy ludzi bez względu na kraj, język czy status.

Z czasem pokochałam to jeszcze bardziej. Muzyka filmowa stała się moim ulubionym gatunkiem, a koncerty na żywo – doświadczeniem niemal duchowym. Dreszcze, wzruszenie, poczucie wspólnoty. Ale największą wartością tego festiwalu są ludzie. Tworzymy wspólną rodzinę – pełną wsparcia, śmiechu, spontanicznych rozmów i wspomnień na całe życie.

Choć dziś już nie uczestniczę w FMF, wciąż czuję ten puls. Kiedy piszą do mnie znajomi z zagranicy z pytaniem, czy będę – serce mi mięknie. Gdy widzę zdjęcia z prób czy bankietów, uśmiecham się szeroko. I choć zawodowo dziś jestem gdzie indziej, wiem, że to właśnie FMF dało mi wiele z tych kompetencji, które dziś wykorzystuję w pracy. Organizacja, odporność na stres, komunikacja – to wszystko ćwiczyłam tam, między garderobami a salą koncertową.

Dlaczego więc o tym piszę? Bo ten festiwal to nie tylko przeszłość – to część mojej tożsamości. To dowód na to, że pasja, relacje i oddanie mogą być cenniejsze niż jakikolwiek kontrakt. Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tej historii. Ona wciąż żyje – we mnie i z pewnością w wielu z Was.

Do zobaczenia… może jeszcze kiedyś, gdzieś między dźwiękami muzyki filmowej.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

SUKCES A PUŁAPKA PERFEKCJONIZMU

Posted on 2023-08-06

Czy sukces zawsze musi być wielki?

wyjście z pułapki perfekcjonizmU

Sukces kojarzy się w naszej kulturze z czymś naprawdę wielkim. Zostajesz milionerem, szefem ogromnej korporacji lub jeździsz po całym świecie i na tym jeszcze zarabiasz. Czasem może to być ogromna rodzina, najwyższa średnia w szkole, stypendium uczelni albo nagroda Nobla. Zaprogramowano nam w głowach, że tylko wtedy jesteśmy kimś i mamy prawdziwe osiągnięcia. Ale czy to jedyny sposób na definiowanie sukcesu? Czy istnieje coś pomiędzy wielkim triumfem a totalną porażką? Czy możliwe jest docenienie drobnych sukcesów, które wprowadzają nas w zgodę ze sobą?

Pułapka perfekcjonizmu i syndrom oszusta

Od najmłodszych lat wpajano nam, że aby być kimś, trzeba osiągnąć coś wielkiego. Ba, nasz system edukacji dalej wytwarza w nas przekonanie, że tylko będąc najlepszym, osiągniesz sukces. Nie ma nic pomiędzy. Żyjemy właściwie robiąc coś, co nie jest nasze i tak naprawdę nie jest sukcesem w naszym mniemaniu. To podejście niesie za sobą ryzyko wykształcenia niezdrowego perfekcjonizmu lub syndromu oszusta. Dla niektórych to pierwszy krok w kierunku depresji i problemów psychicznych. Gdy sami narzucamy sobie presję bycia doskonałym, zaczynamy tracić kontakt z tym, kim naprawdę jesteśmy.

Od perfekcjonizmu do akceptacji – droga do nowego Ja

Oczywiście, że nie byłam wyjątkiem w tej kwestii. Zawsze chciałam być najlepsza we wszystkim i niestety z tego powodu z bardzo wielu rzeczy rezygnowałam. Nie patrzyłam na swój realny postęp. Interesowało mnie tylko, że nie jestem tak dobra jak koleżanka X czy Y. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i potem trzeba porównywać się już z samymi geniuszami w danej dziedzinie. Nieważne, że z dnia na dzień byłam lepsza w jakimś fachu. Ktoś zawsze był wyżej i dalej. To miałabym nazwać sukcesem?

W końcu doszłam do ściany. Tak się już dłużej nie dało. Ten niezdrowy perfekcjonizm zjadał mnie od środka. Nie da się wiecznie być we wszystkim na 100%. Pomalutku uczyłam się nowej metody, by poradzić sobie z tym wszystkim. Wydawałoby się, że to bajecznie proste, usiąść z notatnikiem w ręku i wypisać trzy sukcesy z kończącego się dnia. Ale co ja mam niby wypisać jak żadnego sukcesu nie osiągnęłam w moim mniemaniu?!

Kiedy małe rzeczy stają się wielkimi sukcesami

To tutaj pojawiły się największe schody. Zamienić myślenie, że z tych ogromnych spektakularnych rzeczy ważniejsze są te najmniejsze nawet czynności wykonane w ciągu dnia. Z początku jedyne co zauważałam, to jakieś drobne sukcesy w pracy. Pomogłam uczniowi zrozumieć coś, czego długo nie mógł załapać. Ktoś mnie pochwalił za moją pracę. Napisałam wniosek do projektu unijnego. Oddałam wszystkie dokumenty w terminie.

Ciężko było każdego dnia przed zaśnięciem wymyślić aż trzy rzeczy. Nie sądziłam, że zwykłe ćwiczenie zamieni się w prawdziwą katorgę. Ale to nie wszystko. Nadszedł czas urlopu wakacyjnego. To się wydawało już nie do przejścia. Co ja będę pisać? Ugotowałam obiad? Wyszłam z psem na spacer? Odkurzyłam dywan? Zapłaciłam rachunek? Jak okrutnie się to ze mną gryzło, ale zapisywałam te wszystkie błahostki. Z początku zupełnie z brakiem przekonania. Do czasu aż zdarzył się naprawdę trudny mentalnie dzień, w którym ciężko było mi zrobić cokolwiek. Wydawało się wtedy, że w ogóle przebranie się z piżamy, umycie zębów i zjedzenie czegokolwiek będzie prawdziwym sukcesem. I było. Po całym dniu spisałam właśnie te trzy rzeczy.    

Nowe oprogramowanie = nowe myślenie

Tak w mojej głowie bardzo powoli zaczęło się instalowanie nowego oprogramowania. Podobnie jak zainstalowanie nowego oprogramowania na komputerze, zmiana myślenia wymaga czasu i cierpliwości. Zaczęłam doceniać to, co robię i obniżyłam troszeczkę poprzeczkę. Udało się niezdrowy perfekcjonizm nieco okiełznać i zrobić miejsce na ten dobry. Przestałam oczekiwać od siebie, że muszę być we wszystkim najlepsza. Wystarczy stać się wystarczająco dobrą. Zrozumiałam, że jak zaczynam coś robić od zera, to nie stanę się z dnia na dzień specjalistką. Zamiast tego postanowiłam bawić się tym i cieszyć drogą, a nie celem. Tak było też w przypadku mojej przygody z jogą, o czym pisałam już we wcześniejszych wpisach.

Joga – początek nowej drogi
Joga – od bycia fancy do świadomej praktyki

Sukces to bycie sobą – czyli wyjście z cienia innych

Dziś największym sukcesem dla mnie jest działać w zgodzie ze sobą. Nie zmuszać się i nie ulegać presji otoczenia. Każdego dnia, gdy nie daję się starym schematom, osiągam niebywały sukces. To wciąż ogrom pracy i przede wszystkim cierpliwości, ale widzę zmiany. Przede wszystkim cieszy mnie to, że żyję sobie tak jak czuję (nawet jeśli nie jest to idealne, perfekcyjne życie), a nie kopiuje innych, myśląc głupio, że tak należy i trzeba. To, co inni nazywają sukcesem, dla mnie wcale nie musi nim być.

Sukces nie jest tylko wielkim spektaklem

Oczywiście, wielkie osiągnięcia są godne podziwu, ale nie zapominajmy, że sukces może przybierać różne formy. Szczęśliwe i satysfakcjonujące życie może być budowane na małych, codziennych osiągnięciach. Zamiast wiernie podążać za standardami narzuconymi przez innych, warto skupić się na własnych wartościach i zaczynać cieszyć się drobnymi krokami w stronę lepszego ja.

Czy dla Ciebie sukces to wielkie osiągnięcia czy też doceniasz codzienne małe zwycięstwa?

Jak radzisz sobie z pułapką perfekcjonizmu?

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

O kobiecości i żeńskiej energii

Posted on 2023-04-182023-04-17

O kobiecości i żeńskiej energii

Współczesność próbuje wykrzewić z nas resztki kobiecości i żeńskiej energii. Ciągle słyszymy krytykę na swój temat, począwszy od wyglądu – za gruba, za chuda, za wielki biust, za mały, za niska, za wysoka itp., aż po rzeczy mniej widoczne na pierwszy rzut oka – za dużo pracuje, za mało pracuje, za bardzo poświęcona rodzinie matka Polka czy bezdzietna lambardziara.

Rola kobiety sprowadzana jest do wszystkiego, co najgorsze. Musimy udowadniać swoją wartość na każdym kroku i być perfekcyjne. Przez to albo szybko się wypalamy i ogarnia nas beznadziejność, albo narasta w nas frustracja i próbujemy walczyć, nie wiedząc właściwie z czym lub kim.

Kobiecość kiedyś

Co się jednak takiego stało na przestrzeni lat? Zerkamy do mitologii, starożytnych tekstów, uczymy się o antycznych cywilizacjach, a tam wszędzie kobiety miały specjalne miejsce. Obok bogów, były boginie. Obok władców, były władczynie. Kobiety mogły kreować i tworzyć tak jak chciały. Dostawały pomoc i wsparcie swoich sióstr, spotykały się przy kręgach, razem wykonywały domowe czynności, z pokolenia na pokolenia otrzymywały pomoc w domu i przy dzieciach. Gdzie się to podziało?

Co się zmieniło?

Dziś wręcz ujmą na honorze jest pokazać bezradność. Nie wypada prosić o pomoc. Trzeba być samowystarczalną i najlepiej to zajmować się samodzielnie domem i równolegle karierą zawodową. No bo jak inaczej? Nie można być tylko matką swoich dzieci, bo zyska się miano nierobotnej. Nie można skupić się tylko na karierze, bo jak to tak nie planować rodziny? Przecież to grzech. Znajdzie się tysiące powodów, by skrytykować każdą kobietę i wytknąć jej błędy. Każdy powód będzie dobry, by ugasić w nas żeński pierwiastek.

Rola mężczyzn

Jaką rolę mają wobec tego pełnić mężczyźni, skoro od kobiet wymaga się tego samego? Dziwić się, że popadają w uzależnienia, nie pracują, szukają rozrywek albo bywają sterroryzowani przez swoje wybranki i nie potrafią podjąć żadnej swojej decyzji. Świat stanął na głowie. Tylko role wcale się nie odwróciły. Nie do końca zamieniliśmy się pierwiastkami żeńskimi i męskimi. Problem polega na tym, że ten żeński chcemy całkowicie usunąć, a kobietom i mężczyznom pozostawić jedynie męski. Tak się nie da. Świat zbudowany jest na przeciwieństwach. To tak jakby zabrać dzień i pozostawić tylko noc. Nie da się.

Co z żeńskim pierwiastkiem?

A jednak próbuje się nam wmówić, że żeński pierwiastek nie może istnieć. Wytyka się wszystkim słabości, wrażliwość. Ciągle słyszymy: „Musisz być silny/silna. Nie płacz. Musisz sobie poradzić. Kto to widział się tak przejmować?”. Nie tyczy się to tylko kobiet. Gdy ktoś jednak mimo wszystko próbuje żyć według własnych zasad, chce zwolnić, podejmuje świadome decyzje i przede wszystkim pozwala sobie na równowagę, uważany jest często za dziwaka. Wciąż wyrażanie emocji jest zawstydzane. Proszenie o pomoc jest wyśmiewanie. Nie ma wspierania, jest tylko rywalizacja i czekanie na potknięcie drugiego człowieka. Wszystko musi być podparte badaniami naukowymi lub, co gorsza, tym, co powiedział celebryta XYZ.

Przebudzenie?

Na szczęście pomału następuje przebudzenie. Coraz więcej osób nie wstydzi się swojej kobiecości czy typowo żeńskiej energii. Jest miejsce na emocje, podążanie za intuicją, słuchanie siebie i swojego ciała. Pojawia się delikatność, siostrzeństwo i empatia. Dzięki temu łagodzi się też męski pierwiastek. Nie jest on już tak apodyktyczny. Nie przejmują go w pełni kobiety, a jedynie wykorzystują to, co w danym momencie jest im z niego potrzebne. Rozsądnie i świadomie. To wszystko się zmienia, ale potrzeba na to jeszcze mnóstwo czasu i zmiany zbiorowej świadomości.

Zmiana jest nieunikniona

Kobiety potrzebują poczuć, że są wolne, nie muszą niczego udowadniać, są wartościowe takie jakie są, mogą żyć w zgodzie ze sobą i nie muszą być doskonałe. Wolno im popełniać błędy, zmieniać zdanie, szukać swojego własnego sensu, tworzyć tak jak chcę, wspierać się wzajemnie i życzyć innym jak najlepiej. To jest esencja naszego życia.

Udostępnij:

  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
Older PostsNewer Posts

WIERSZE

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.