Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
    • TŁUMACZENIA
      • „Child” – pierwsze „muzyczne” dziecko
      • Desire of Love – tekst
      • Terra – tłumaczenie piosenki
      • Biografia po angielsku
      • Konkurs na przekład piosenki filmowej
      • Streszczenie artykułu naukowego
    • WIERSZE
    • ZAPISKI CODZIENNOŚCI
    • Z ŻYĆKA BELFERKI
  • INSPIRACJE
    • ORIENT
    • CHÓR BEL CANTO
    • LUDZIE
      • KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA
    • STAROŻYTNOŚĆ
    • MUZYKA
      • ARIANA GRANDE
      • BEATA KOZIDRAK
      • DEAD CAN DANCE
      • Diego Navarro
      • EÍMEAR NOONE
      • ENYA
      • HANS ZIMMER
      • JUSTYNA STECZKOWSKA
      • MARIAH CAREY
      • RENATA PRZEMYK
  • KULTURA
    • Koncerty
      • Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna
        • Koncert Muzyki Filmowej
        • Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
        • KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W SUCHEJ BESKIDZKIEJ
      • Koncerty – Akademia Chóralna
        • Koncerty Akademii Chóralnej
          • Rytmy Świata w Narodowym Forum Muzyki
          • Singing Europe 2016
      • Koncerty – Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – ERA CZARODORO – WITCH TOUR
        • Jose Carreras & Justyna Steczkowska
        • Koncert Justyny Steczkowskiej – Alkimja
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 1
        • Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach – cz. 2
        • 2. Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach
      • Lato z Radiem
        • Lato z Radiem – zespół Ira
        • Lato z Radiem – Varius Manx
      • Koncerty – Renata Przemyk
        • Renata Przemyk – Akustik Trio
        • Renata Przemyk – koncert Ya Hozna
      • Wild Hunt Live – Percival
      • Scena Perspektywa
        • Wszystko kwitnie – koncert wiosenny
      • Andrzej Krzywy z Zespołem
      • Beata. Exclusive TOUR
      • The World of Hans Zimmer
      • Koncert Ennio Morricone
    • Festiwal Muzyki Filmowej
      • 9. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Cinematic Piano, Wars & Kaper, Dronsy
        • Gala Muzyki Filmowej: Animacje
        • Indiana Jones – film z muzyką na żywo
        • Master Classes: Sesja #21
        • Scoring4Polański
        • Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon
      • 10. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • 10. FMF Gala Jubileuszowa
        • TITANIC Live in Concert
      • Gladiator Live in Concert
      • 11. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • Video Games Music Gala
      • 12. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie
        • FMF Gala: The Glamorous Show
      • FMF ONLINE
      • Gladiator in Concert – Fimucité 2025
    • Teatr
      • UCZONE BIAŁOGŁOWY
      • CZTERY TAJEMNICE
      • CIOTKA KAROLA
      • PIĘKNA LUCYNDA
      • Lekarz mimo woli
      • Tramwaj zwany pożądaniem
  • PODRÓŻE
    • Bułgaria – pełna złocistego piasku
    • Grecja
      • Rodos – wyspa słońca
    • Hiszpania
      • Buñol – urokliwe miasteczko
      • Majorka – królowa Balearów
      • Wyspy Kanaryjskie
        • Fuerteventura – idylla dla zabieganych
          • Fuerteventura – Oasis Park
          • Fuerteventura – krótki poradnik
        • Lanzarote – księżycowa kraina
          • Lanzarote – krótki poradnik
        • Teneryfa – rajska wyspa
          • Santa Cruz de Tenerife
    • Indie – piękno ukryte w złożoności
      • Delhi – nieokiełznana stolica
    • Indonezja – czy to jawa czy balijski sen?
      • Jawa – kraina snu na jawie
    • Kanada
      • Ottawa – Kanada w pigułce
    • Korea Południowa
    • Polska
      • Toruń – pierniczkowe miasto
    • Portugalia
      • Lizbona – magiczne zakątki stolicy
  • OFERTA
    • JOGA
    • WYDARZENIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with Paulina Merz

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Posted on 2025-12-272025-12-27

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Spokojny, wigilijny stół i świeca kojarząca się z podsumowaniem roku

Zwykle duże podsumowania robię sobie przy okazji urodzin. Jednak mam nieprzemożoną chęć podsumować cały rok kalendarzowy.
Co się wydarzyło?
Czy coś się zmieniło?
Co pożegnałam?
Czy coś nowego przywitałam?

Pierwsze miesiące roku – życie w trybie przetrwania

Pierwszy kwartał roku, a nawet trochę więcej, to była raczej walka o przetrwanie i zbudowanie życia na nowo. W takim trybie byłam praktycznie do końca maja. 
Gdyby nie ludzie, którzy pojawili się wraz z końcówką 2024 roku, pewnie byłoby mi dużo ciężej. Mam jednak ogromne szczęście, że w pracy coś w końcu drgnęło i nawiązałam naprawdę dobre relacje. 

Tajlandia – podróż, która nauczyła mnie odwagi

No dobra – byłam w styczniu w Tajlandii.
Moje kolejne marzenie spełnione i o dziwo, dzięki wcześniejszym wydarzeniom prywatnym, miałam w sobie dużo odwagi, by pokonać kilka moich lęków.

Czy się bałam? – zdecydowanie!
Czy pożałowałam tych wszystkich historii – absolutnie nie!

I tak oto pojechałam do nowego miejsca z obcymi ludźmi, chociaż później okazało się, że na każdym kroku znajdował się ktoś, kto bardzo chciał mi towarzyszyć. Z jedną przesympatyczną parą mam do teraz kontakt!

Próbowałam jedzenia – nawet tego ulicznego – oraz masażów tajskich w przeróżnych miejscach. Włóczyłam się po miejscowościach, zaglądając w różne zakamarki, obserwowałam zachody słońca i jadałam samotnie w restauracji.

Akceptacja zamiast walki – ważna lekcja roku

Oczywiście w pierwszej połowie roku wydarzyły się rzeczy, które na tamten moment, nie do końca były po mojej myśli.
Ale nauczona doświadczeniem – po prostu je zaakceptowałam takimi jakie są.
To bardzo pomogło przetrwać i nie zniszczyć wartościowych relacji.

Muzyka, praca i poczucie stabilności

Powróciłam, jak ta córa marnotrawna, do Justyny Steczkowskiej i na nowo kibicowałam jej na Eurowizji, słuchałam jej najnowszej płyty, a jesienią wybrałam się na koncert z tej trasy (pisałam o nim tutaj). 

W pracy było stabilnie. Ekipa wsparcia zawsze pomagała rozładować napięcie. Spędzaliśmy naprawdę dużo czasu razem. To dzięki nim wciąż się śmiałam.

Wyzwania zawodowe i uważność na ludzi

Pomogli mi też bardzo przy przyjmowaniu Sycylijczyków w naszej szkole. To było dla mnie największe organizacyjne wyzwanie tego roku. Uważam, że dałam sobie radę naprawdę świetnie i cały czas byłam pełna uważności na wszelkie zmiany, problemy i prośby gości. Jednak lata w wolontariacie przy FMF bardzo mi pomogły nie tracić spokoju i głowy na karku. 

Festiwal Muzyki Filmowej i moment przełomu

A potem pierwszego czerwca postanowiłam odpiąć wrotki z okazji Dnia Dziecka.

Spontanicznie pojechałam na Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie tym razem jako gość i nie żałuję tego ani trochę. Miałam możliwość znów spotkać się z ludźmi, którzy są bliscy mojej artystycznej duszy.

Podróże, które zmieniły więcej, niż planowałam

Fimucite na Teneryfie – magiczny czas. Z perspektywy czasu był to wyjazd, który wpłynął na to, co działo się później lawinowo. To tam moja dusza na nowo rozkwitła!

Pojechałam też do Bilbao i zwiedziłam tamten region, czego pewnie w życiu bym nie zrobiła. To również była spontaniczna decyzja i spędziłam tam naprawdę piękny czas! Tam pojawił mi się pomysł na połączenie kilku moich tekstów w jeden! 

Problemy zdrowotne i dbanie o siebie

Pomimo problemów zdrowotnych, które w tym roku się do mnie trochę przykleiły, radziłam sobie jak mogłam. Nie poddawałam się, choć trzeba było odwiedzić różnych lekarzy i trochę pieniędzy wydać na wizyty i leki. Wybrałam się też po raz pierwszy do lekarza ajurwedyjskiego.

Korea Południowa i odkrycie własnego głosu

Koniec sierpnia to – kolejny już w tym roku – spontaniczny wyjazd do Korei Południowej – miejsca, do którego też nie planowałam jechać. A jednak znalazłam się tam i… przepadłam!

Pokonywanie kolejnych lęków, coraz śmielsze eksplorowanie miast i miejsc, w których byłam. Dużo zakupów, zauroczenie k-popem i krainą k-beauty.

Kto by pomyślał, że ten wyjazd zaowocuje w listopadzie moim pierwszym, świadomym wystąpieniem publicznym?
W życiu bym na to nie wpadła, a jednak! To dopiero było świetne przeżycie (opisałam je tutaj) i dało mi wiarę w to, że mogę nie tylko świetnie pisać, ale także przemawiać! Warunek jest jeden – temat musi odpowiadać mojemu sercu i duszy! Nic na siłę.

Wypalenie zawodowe i konieczność zatrzymania się

Niestety każdy medal ma dwie strony.

Po tych szalonych wakacjach, zaliczyłam ogromne wypalenie pracą we wrześniu i październiku. Ciężko było mi się pogodzić z tym stanem i toczyłam się w dół. Coraz mniej rzeczy mnie cieszyło.

Do tego znów powrót problemów zdrowotnych, Covid i organizm powiedział ostro: STOP. 

Powrót do pisania i twórczej autentyczności

Jednak te zdarzenia były mi bardzo potrzebne, zwłaszcza zwolnienie lekarskie, by dojść do siebie zarówno fizycznie, ale też przede wszystkim – psychicznie. Przepracować w głowie wiele spraw i podjąć kilka ważnych decyzji.

Znów z perspektywy czasu widzę, że to chwilowe wypalenie w pracy było mi bardzo potrzebne, by ten czas wykorzystać na tworzenie.

Te piękne chwile w okresie wakacyjnym przyczyniły się do tego, że zaczęłam na nowo pisać, ale tym razem bardziej regularnie, prosto z serca i tak jak czuję. Coraz mniej boję się pokazywać ten mój mięciutki brzuszek wrażliwości i rzeźbię z niego piękny, magiczny świat.

Co zostawiam, a co zabieram w nowy rok

Co więc zostawiam w przeszłości?
Swoje lęki dotyczące życia i tworzenia.

Co zabieram?
Swoją autentyczność, twórczość i otwartość na to, co przynosi mi los. Do tego dorzucam też te wszystkie piękne relacje, które się w tym roku pojawiły.

Już od dawna wiem, że pewne rzeczy nie zdarzają się dlatego, że na nie nie zasługuję, tylko dlatego, że czeka na mnie coś lepszego i większego.
W takim zaufaniu chcę wejść w rok 2026. 

Udostępnij:

  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

List do siebie

Posted on 2025-12-062025-12-06

Czasem najtrudniej napisać do siebie.
Nie dlatego, że brakuje słów, ale dlatego, że trudno się zatrzymać — by naprawdę siebie posłuchać
i chcieć usłyszeć.
Zatrzymać się, żeby nie oceniać, nie wymagać, nie poprawiać.
Po prostu — być z taką wersją siebie, jaka jest.

Ten wiersz powstał właśnie z takiej potrzeby.
To był czas, gdy zamknięto nas w domach z powodu pandemii.
Czas, który odbijał się na zdrowiu — fizycznym, ale też psychicznym.

To wtedy poczułam, że potrzebuję się sobą zaopiekować.
Ale żeby to zrobić, muszę się najpierw zaakceptować i polubić.

Dlatego z potrzeby czułości wobec siebie — z wczoraj, z dziś i z jutra — powstał ten wiersz.
Z potrzeby powiedzenia sobie: „lubię Cię, nawet jeśli nie wszystko wiem, nawet jeśli wciąż się uczę”.

Niech ten List do siebie przypomina Ci, że możesz być po swojej stronie.
Pamiętaj — lubienie siebie to proces, który dojrzewa powoli, ale pięknie.

List do siebie

List do siebie - grafika z wierszem autorstwa Pauliny Merz
  • Wiersze (49)
  • Z żyćka belferki (1)
  • Zapiski codzienności (39)

Udostępnij:

  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Most między strachem a odwagą

Posted on 2025-11-292025-11-29

Most między strachem a odwagą

Zimowe niebo z półksiężycem i drzewami pokrytymi śniegiem. Symbol przejścia między ciemnością a światłem, ciszą a odwagą — metafora wewnętrznego mostu pomiędzy strachem a spełnieniem.

Czasem człowiek tak długo zbiera się w sobie, żeby coś zrobić, że później żałuje zmarnowanego czasu na te zamartwiania. Jak to jest, że nam bywa tak trudno przełamać się? Czemu tak trudno opuścić nam tę bezpieczną strefę komfortu? Ile talentów marnuje się właśnie z tego powodu?
Ze strachu.
Z niepewności.
Z czekania na lepszy moment.
Tylko co jeśli on nie nastąpi?

Obserwacja świata

Im człowiek starszy, tym zaczyna to bardziej dostrzegać. Obserwuje ludzi, którzy całe życie czekali na odpowiedni moment, a on nigdy nie nadszedł albo było już za późno.
Widzi też tych, co bardzo szybko wyłożyli na stół wszystkie możliwe karty i są w miejscu, w którym ktoś inny tylko chciałby być.
Jeszcze inni niepewnie drepczą do przodu, ale wciąż brakuje im odwagi na większy, nawet ryzykowny krok. Może kiedyś trafią tam, gdzie pragną być, ale pojawi się żal, że wcześniej nie spróbowali przyśpieszyć.
A może po prostu wszystko dzieje się wtedy, kiedy ma się dziać?
Może nie mamy na to wpływu i jedni mają osiągać coś szybko a inni wcale?
Nigdy do końca nie wiadomo, co kryje się po drugiej stronie. 

Przemiana

Ja sama teraz stoję na moście, który łączy mój dawny strach z miejscem, gdzie już go praktycznie nie ma. Stoję pomiędzy tymi dwoma lądami.
Z jednej strony już chciałabym działać i tworzyć bez żadnych blokad.
Z drugiej strony ten strach jeszcze za mną krzyczy i błaga bym zawróciła. Co chwilę jeszcze oglądam się za nim wstecz. Jednak mam wrażenie, że w ostatnim czasie już coraz rzadziej i mimo wszystko łatwiej mi dalej iść, gdy czuję sprzyjający wiatr odwagi, dmuchający w moje plecy. 

Wiara dziecka

Czuję, że mam coraz więcej sił w sobie, by spełniać marzenia tej małej dziewczynki, która niezgrabnie rysowała misie ze skrzydłami ze swojej ulubionej bajki i wymyślała ich nowe przygody, zapisując dialogi w komiksowych chmurkach. Naprawdę mam w sobie więcej wiary w to, że mogę pójść za tym marzeniem.
Przestaję być tylko Duszą Pomiędzy Wierszami.
Staję się Duszą Pomiędzy Słowami. 

Udostępnij:

  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Odwaga – najpiękniejszy z talentów

Posted on 2025-11-222025-11-22

Odwaga – najpiękniejszy z talentów

Zdjęcie przedstawia ściankę z wydarzenia Talent Show, o którym piszę w moim wpisie. Na ściance napisane jest właśnie Talent Show.

Lekcja od najmłodszych

Czasem zapominamy jak dużo możemy się nauczyć od najmłodszych. Sama się na tym wczoraj złapałam. Jako nauczycielka, pomagałam przy przygotowaniu Talent Show. Nie grałam tam głównej roli, ale nie o to w tym chodziło.

Wartość wsparcia

Poszłam tam, bo kieruję się w życiu taką wartością, że należy się wzajemnie wspierać. I nie chodziło tu wyłącznie o dzieci. Byłam tam dla koleżanek z pracy. Wiedziałam, że na coś się przydać mogę, a jeśli nie znajdzie się dla mnie żadnego zadania, to po prostu wesprę swoim spokojem i opanowaniem.

Natomiast to o czym chciałabym dziś krótko napisać to przemyślenia o tym, czym ten talent jest i czy zawsze musi to oznaczać perfekcję. Otóż nie. Już wyjaśnię.

Talent, który nie potrzebuje perfekcji

Pokaz talentów był dla każdego, kto chciał podzielić się z ludźmi swoimi uzdolnieniami. Nikt nie stawiał tym dzieciom wysokiej poprzeczki. Nikt nie wymagał od nich, że wszystko pójdzie idealnie. Chodziło o zabawę i tak naprawdę pokazanie tego, co robią, kochają i w czym czują się dobrze. Efekt miał tu mniejsze znaczenie, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby coś było nie tak.

Dzieci przychodziły takie, jakie były. 

Bez porównań.

Bez rywalizacji.

Po prostu z sercem.

Odkrywanie darów

Refleksja, która mnie naszła to przede wszystkim myśl, że MOŻNA nie robić czegoś IDEALNIE, ale wciąż to umieć i zachwycać innych. 

Nikt nie rodzi się geniuszem. To trzeba dopiero odkryć. 

Dobrze tylko, żeby otoczenie, w którym poznajemy swoje dary, było po prostu sprzyjające. W takich warunkach można pokazać prawdziwego siebie. A to czasem oczarowuje ludzi bardziej niż lata wyuczonych jak robot, perfekcyjnych sztucznych występów.

Zbyt często się poddajemy

I teraz, zanurzając się w oceanie tych przemyśleń, dochodzę do wniosku, że zbyt często się poddajemy. Zbyt często porzucamy marzenia, nie dzielimy się pasjami, bo… nie są idealne. Ile to razy odmawiałam sobie śpiewania przed ludźmi, występowania, tańca czy publikowania moich treści, bo jeszcze nie teraz… Jeszcze nie umiem. Jeszcze nie są dopracowane i dopięte na ostatni guzik. I co później się działo? Gasłam. Bałam się coraz bardziej. Samoocena spadała. Nie byłam już pewna czy umiem cokolwiek. Wątpliwości zewsząd zabijały moje pasje.

Odwaga – największy talent

Dlatego po tym wydarzeniu i moich przemyśleniach dochodzę do wniosku, że największym talentem jest ODWAGA.

By pokazać się takim, jakim się jest tu i teraz.

Odwaga, by spróbować bez względu na wszystko.

By wystąpić, mimo że zdarzą się pomyłki, coś się zapomni albo stres zrobi swoje.

Odwaga, by z podniesioną głową, otwartym sercem i uśmiechem na twarzy stanąć przed ludźmi i pokazać im siebie. 

Bo odwaga to nie brak strachu. To decyzja, by mimo niego — być.

Na zakończenie

Może właśnie w tym tkwi prawdziwa magia twórczości — w odwadze, która nie szuka doskonałości, ale autentyczności.
Niech ta sobota będzie dla Ciebie zaproszeniem, by zrobić coś tylko dlatego, że to kochasz. Nieidealnie. Ale z sercem. 

Udostępnij:

  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook

Odwaga mówienia z serca

Posted on 2025-11-152025-11-15

Odwaga mówienia z serca

Moja prelekcja o Korei Południowej

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Dziś trochę rozmyślań i osobistych przemyśleń dotyczących mojej prelekcji na temat Korei Południowej, która odbyła się 14.11.2025 r. w moim rodzinnym miasteczku, Jordanowie. To nie był tylko wykład o podróży. To był także mój osobisty krok w stronę odwagi.

Droga do odwagi

Zdjęcie z prelekcji o Korei

Właściwie mało kto wie, jak trudną i długą drogę musiałam przejść, by odważyć się wystąpić publicznie przed znajomymi i nieznajomymi. Nikt nie wiedział co działo się z moim ciałem i głową, gdy dowiadywałam się, że mam coś powiedzieć przed większą grupą osób. Na pewno znajdzie się ktoś mądry, kto będzie próbował mi wmówić, że stanie na lekcji przed klasą pełną uczniów to jest to samo. Nie, nie jest. Bezdyskusyjnie. 

Natomiast z czystym sumieniem, patrząc na siebie w lustrze mogę powiedzieć – tak, wczorajsze wystąpienie to był sukces. A dla mnie prawdopodobnie największy w ostatnim czasie. Stanęłam przed ludźmi uśmiechnięta, bez stresu, bez trzęsących się głosu, rąk i nóg. Miałam przygotowane kartki z notatkami, spisane trudne nazwy, anegdotki, cały przebieg wydarzenia. I co? Zerknęłam na to tylko na początku, gdy potrzebowałam przeczytać fragment mojego tekstu o Korei Południowej (tutaj). 

Czy bałam się pytań, oceny, reakcji? Nie. Wyszłam tam z pewnością, jakiej jeszcze nigdy w sobie nie miałam. Postanowiłam, że wszystko to, co będę mówić będzie z poziomu serca. Opowiem o Korei najpiękniej jak potrafię. Spróbuję oddać jej klimat, to, co zobaczyłam i przeżyłam. Przede wszystkim chciałam mieszkańcom mojego miasteczka przybliżyć ten odległy kraj. Pokazać jego złożoność. Nie byłam tam, żeby pouczać, wymądrzać się czy zarzucać ludzi suchymi faktami, które każdy sobie może znaleźć w internecie. 

Z poziomu serca

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Pokazałam ten świat moimi oczami. 

Pozwoliłam ludziom poczuć to, co w mojej duszy gra, gdy opowiadam o podróżach. 

Dałam im okazję zobaczyć, ile radości sprawia mi opowiadanie o tym i jak miło wspomina mi się czas mojego wyjazdu. 

Przede wszystkim też dałam sobie szansę opowiedzieć to, co zazwyczaj umiałam zapisać tylko na kartce. 

Lekcja zaufania

W pierwszym momencie, gdy dostałam tę propozycję, chciałam zrezygnować. Bałam się. Wydawało mi się, że nie jestem gotowa na wyjście poza strefę komfortu. Jednak przegadałam sprawę z ludźmi mądrzejszymi ode mnie, którzy wierzyli we mnie bardziej niż ja w samą siebie. 

Odkrywam na nowo sens słów, aby bawić się tym, co się kocha. Zaczynam widzieć, że można dać się czemuś pochłonąć bez reszty, przygotować sobie dobrą intencję i wystawić się ze skorupki do świata. Wtedy człowiek nie myśli o tym, co inni powiedzą. Krytyka przestaje mieć znaczenie (zwłaszcza ta we własnej głowie). Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, czy może wydarzyć się coś złego? Nie. A przynajmniej nic, co mogłoby człowieka złamać. 

Cytat z tekstu "Gdy człowiek wychodzi do innych przepełniony miłością i wdzięcznością, nie może wydarzyć się nic, co by go złamało"

Wdzięczność i refleksja po wszystkim

Na koniec podzielę się jeszcze wpisem, który zapisałam sobie w moim dzienniczku zaledwie kilka godzin po wystąpieniu, gdy emocje jeszcze we mnie buzowały:

„Debiut zaliczony na szóstkę! To jest niesamowite jak dobrze się dziś czułam podczas mojej prelekcji. Zero stresu. Może lekki tuż przed, zanim przyszli ludzie. Natomiast w trakcie wystąpienia nie czułam nerwów. Byłam zrelaksowana i opowiedziałam to, co chciałam. Notatki właściwie się nie przydały. Jestem z siebie niesamowicie dumna. Jestem też sobie wdzięczna, że się nie poddałam i że dziś ani przez moment w siebie nie zwątpiłam. I jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy byli. Za pytania, zainteresowanie, ciekawość. I moim znajomym tym, co przyszli i tym, co wspierali z daleka. I przede wszystkim rodzicom. Za wszystko!”

Jeśli ktokolwiek chciałby chociaż zobaczyć fotorelację z tego wydarzenia, zapraszam na Facebooka – tutaj. Ja zostawiam sobie w sercu piękne wspomnienie. Dziękuję.

Zdjęcie z prelekcji o Korei
Źródło: CKiBM w Jordanowie

Udostępnij:

  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
Older Posts

WIERSZE

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.