Za dużo, za szybko, za głośno

Przedświąteczny nadmiar
Dziś trochę o tym, jak łatwo przebodźcować się we własnej pracy — zwłaszcza przed świętami.
Przedświąteczny czas w szkole to zazwyczaj cała masa wydarzeń. Klasy jeżdżą na wycieczki, organizują Mikołajki, są koncerty kolęd, jasełka, wigilijki klasowe, zawody sportowe i mnóstwo innych, mniejszych inicjatyw.
Ciało i emocje na granicy
Mój organizm w tym tygodniu był już na skraju wytrzymania. Nie fizycznego — ale mentalnego i emocjonalnego. Nikt o tym głośno nie mówi, ale wszyscy to czują. Widać to doskonale po dzieciach. Nadmiar bodźców sprawia, że trudno im się wyciszyć nawet na moment. W niektórych przypadkach rośnie agresja, kłótliwość, a emocje sięgają zenitu — niekoniecznie te, które chcielibyśmy przeżywać.
Dorośli też są przebodźcowani
Podobnie jest z nami, dorosłymi. Tylko że my — z pozoru — potrafimy nad tym lepiej panować. A przynajmniej często robimy dobrą minę do złej gry.
Gdy rutyna się rozsypuje
Znam już siebie na tyle dobrze, że wiem, jak bardzo takie wypadnięcie z codziennej rutyny potrafi mnie rozregulować. Od razu wpływa to na sen, posiłki i cały schemat dnia. A stąd już prosta droga do wewnętrznego rozchwiania — trudniej mi się zatrzymać, trudniej wziąć głęboki oddech.
Maraton, który miał być sprintem
Ostatnio pisałam o tym, że sami siebie nakręcamy, zamieniając grudzień w szybki bieg, który nagle wydłuża się do maratonu. Chcielibyśmy biec tak, jak na krótkim dystansie — a zaczyna brakować sił. Zmęczenie i wyczerpanie biorą górę. Człowiek tyle chciałby zrobić, a kiedy w końcu wraca do domu, najchętniej położyłby się, zamknął przed światem i nic nie robił.
Gdy kreatywność potrzebuje ciszy
To wtedy znika moja kreatywność. A może nie tyle znika, co po prostu brakuje mi sił, by wszystkie pomysły krążące w głowie przelać na papier. Jestem zbyt przeciążona, by spokojnie usiąść przed laptopem i zastanowić się nad kolejnym akapitem.
Zdecydowanie łatwiej jest mi wtedy wyżyć się fizycznie — na sprzątaniu — albo pogrążyć w prokrastynacji, niż pracować umysłem. To po prostu zbyt obciążające. I chyba dlatego ten czas tak źle znoszę.
Powrót do bezpiecznej rutyny
Dziś jednak czuję ogromną ulgę. Mam przestrzeń, by naładować baterie społeczne. Odciąć się od pracy na chwilę. Wyciszyć się do woli i skupić na tym, co naprawdę mnie zasila.
A to, co w tym wszystkim najważniejsze — mogę wrócić do swojej bezpiecznej rutyny i powoli wyregulować rozchwiany umysł.
Czasem największym aktem odwagi jest zwolnić — zanim organizm zrobi to za nas.
Co o tym myślisz?