Coraz bliżej siebie

Coraz bliżej siebie

Krajobraz słońca oświetlającego pola pełne śniegu.

W styczniu zasiałam mnóstwo intencji, ale nie sądziłam, że tak szybko zaczną kiełkować. Jest raptem połowa miesiąca, a ja czuję, że dzieje się bardzo dużo. Momentami zastanawiam się jak za tym wszystkim nadążam. A później jakiś cichy głosik w mojej głowie mówi – jak się robi coś, co się kocha i w zgodzie z sobą, czas sam się magicznie wydłuża. 

Zmęczenie

To wcale nie oznacza, że nie czuję zmęczenia i już nie ma żadnej rzeczy, którą bym odwlekała czy zawalała. Nie jestem ideałem! Natomiast poznając siebie coraz mocniej, jestem w stanie decydować na co przeznaczam więcej energii, czasu, a nawet pieniędzy. 

Perfekcjonizm to klatka

Mówię to z perspektywy osoby, która jeszcze do niedawna samobiczowała się ogromnym perfekcjonizmem i zajeżdżała wszędzie tam, gdzie wydawało się, że nie da się inaczej. Efekt? Permanentny stres, zmęczenie, a na dokładkę wypalenie. 

Zbroja, która miała chronić

Jestem wdzięczna sobie, że wzięłam się na poważnie za swoje przekonania i szkodliwą rutynę perfekcjonisty, w którą wpadłam jak śliwka w kompot. Na tamten moment wydawało się niemożliwym, by życie mogło wyglądać inaczej. Nie wierzyłam, że można lżej, z większą radością, bez wystarczającej wiedzy czy umiejętności. Bez tego okropnego głosu w głowie, który sabotował każdy mój pomysł, decyzję albo nie dawał żyć, dopóki nie zrobiłam czegoś na co najmniej 100%. 

Jestem przekonana, że stąd była moja niechęć do próbowania czegoś od nowa, bo przecież z początku nie będę idealna. Tak przecież nie można. Nie publikowałam tego, co stworzyłam albo publikowałam tylko sprawdzone z pięć razy teksty i to jeszcze najlepiej przez kogoś innego. Trzeba być czujnym, żeby kogoś nie podrażnić. Pilnować się, bo wszystkim musi się podobać. Absurd? Oczywiście, że tak. Natomiast w mojej głowie to była najświętsza prawda przez bardzo długi czas. 

Słońce pod śniegiem

Cieszę się, że mogłam wyrwać się z tych kajdan. Mam wrażenie, że wreszcie oddycham swoimi płucami, a nie cudzymi. Piszę dla siebie. Robię różne rzeczy dla siebie. Wykonuję je ze starannością, ale nie przesadną. Z taką, która pozwala mi się uśmiechać i oświetlać świat dookoła. W moim sercu zaświeciło słońce i zaczęło roztapiać lód, który przybrał postać lodowca. Czas topnienia jeszcze potrwa, ale widać już w tym wszystkim dużo światła i ciepła, którym chcę się dzielić ze światem. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.