Uczone Białogłowy

Wygłaszać peanów nie zamierzam, chociaż powtarzam to sobie co roku. Co roku też idę z ciekawością i coraz bardziej krytycznym spojrzeniem. O czym tak naprawdę mówię? O kolejnym spektaklu Koła Teatralnego Eviva L’Arte, które funkcjonuje przy Zespole Szkół im. H. Kołłątaja w Jordanowie.
Molier z domieszką współczesności
Powróciła komedia i mogłam zanurzyć się w świat Moliera. Co zaskakujące, dodano do tego szczyptę współczesności. Ta szczypta pozostawiła lekki niedosyt i śmiało w kolejnym roku można się pokusić o rozbudowanie tego pomysłu.
Już wyjaśniam, o czym mowa. Historia Moliera, właściwie zlepek historii z motywem przewodnim ze sztuki „Uczone Białogłowy”, zamyka się w ramach wycieczki klasowej do Francji. Więcej nie zdradzę, bo warto to po prostu zobaczyć. Choć – jak wspomniałam – pozostaje niedosyt tego wątku.
Szacunek dla pracy i pamięci
Co do samego spektaklu, za każdym razem podziwiam tych młodych, amatorskich aktorów za naukę tekstu. Nauczenie się czegokolwiek na pamięć w dzisiejszych czasach to nie lada wyzwanie, a do tego Moliera – pełnego trudnych słów, imion i pewnie nie do końca zrozumiałych kwestii. Podziwiam! Zakładam, że to zasługa wspaniałych pań polonistek, które poświęcają się temu przedsięwzięciu bez reszty.
Pięć postaci, które skradły scenę
Do sedna – pojawiło się w tej sztuce pięć postaci, które szczególnie skradły moją uwagę, żeby nie powiedzieć, że całe show. A wcielili się w nie: Krzysztof Bala, Aleksandra Dyttus, Oliwia Ziobro, Mateusz Kostka i Dawid Radoń.
Julian – rola drugoplanowa, która zostaje w pamięci
Krzysztof Bala wcielił się w rolę służącego Juliana. Kto czytał moje poprzednie relacje, ten wie, że słabość mam do tych ról. Jednak czy to na pewno słabość, jeśli rola zupełnie drugorzędna potrafi wbić się w pamięć? Obecność Krzyśka na scenie była jak oddech po długim skupianiu się na kwestiach „uczonych” i za każdym razem na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, a na widowni rozlegał się śmiech.
Beliza, czyli komizm doprowadzony do perfekcji
Aleksandra Dyttus zagrała ciotkę Belizę. O rety! Tak genialnie przerysowała typową starszą pannę, która w każdym potencjalnym mężczyźnie widziała kandydata na swojego męża. Ta dziewczyna była obłędna! Dla samej jej roli warto było tam przyjść.
Małżeństwo aż nazbyt aktualne
Kolejna postać – matka Filaminta, zagrana przez Oliwię Ziobro w tym spektaklu – wykradała uwagę widza rolą bardzo despotycznej kobiety. A jej sceny z mężem Chryzalem, czyli Mateuszem Kostką, uroniły na widowni niejedną łzę śmiechu. Jakie to aktualne i wymowne małżeństwo! Ukłony nie tylko dla autora tej sztuki, ale przede wszystkim dla aktorów, którzy doskonale wczuli się w swoje role.
Trysotyn – gwiazda wieczoru
Na koniec postać poety Trysotyna, czyli Dawid Radoń. Wróżyłam mu już dwa lata temu, że jego role będą tylko ciekawsze. Zaczynał od sługi (Ciotka Karola), by w zeszłym roku stać się Herkulesem Poirot (Cztery Tajemnice), a w tym roku? Ubawił do łez! Przerysował tak wspaniale zadufanego w sobie poetę. Był po prostu fenomenalny – nie tylko w swoich kwestiach, ale nawet w tym, jak poruszał się po scenie i jak gestykulował. Gwiazda tego wieczoru.
Teatr jako wspólne dzieło
Co roku podziwiam trud włożony w przedstawienie: od doboru scenariusza, przez aktorów, rekwizyty, stroje, scenografię, aż po muzykę. To ogromny organizm, którego nikt nie udźwignąłby już w pojedynkę. Jestem dumna z bycia mieszkanką Jordanowa i absolwentką tej szkoły, choć nigdy nie miałam w sobie tyle odwagi i talentu, by zostać jedną z nich (a próbowałam!). Pozostaje mi więc być częścią widowni i z uwagą obserwować rozwój, ale też trzymanie wysokiego poziomu.
Jeszcze można zobaczyć
Jednak to jeszcze nic straconego! Dziś (tj. niedziela 11.01) spektakl można obejrzeć w sali sportowej ZS im. H. Kołłątaja w Jordanowie. Będą też w Makowie – ale dopiero 21 lutego.