Magia Jamesa Newtona Howarda
koncert podczas 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie

Są kompozytorzy, których muzykę się słyszy. Są też tacy, których muzykę się czuje. James Newton Howard od dekad tworzy ścieżki dźwiękowe, które prowadzą widzów przez światy pełne magii, emocji i wewnętrznych napięć. Podczas koncertu „Magia Jamesa Newtona Howarda” na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie publiczność mogła zanurzyć się nie tylko w najbardziej rozpoznawalnych tematach z filmów takich jak „Czarownica”, „King Kong” czy „Igrzyska śmierci”, ale także odkryć mniej znane oblicza jego twórczości. Wydarzenie było tym bardziej wyjątkowe, że prowadził je sam kompozytor.

Lekkie prowadzenie
Myślę, że na początku trzeba podkreślić to, że James Newton Howard nie jest zawodowym dyrygentem. Jednak podjął się poprowadzić orkiestrę wraz z dwoma chórami. Do tego jeszcze zajął się konferansjerką pomiędzy utworami. Opowiedział nam szalenie urocze historie w bardzo lekki i zabawny sposób.
Ciężko wybrać spośród jego utworów te najlepsze, bo cenię sobie całą jego twórczość, ale spróbuję. Będę sugerować się tym, co usłyszałam w czwartkowy wieczór w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie.

Zasługujące na wyróżnienie
Na początek wrażenie na mnie zrobiła suita z filmu „Królewna Śnieżka i Łowca”. Zachwycały mnie w niej smyczki, fortepian, ale też momenty przejścia w cięższe brzmienia. Czułam się, jakbyśmy weszli w mrok, gdzie było dużo kotłów, instrumentów dętych i kontrabasów. Przypomniało mi się przy tej suicie za co kocham dźwięk fortepianu. Do tego jeszcze chór Filharmonii Krakowskiej i czułam podskórnie dreszcze przeszywające całe ciało.

Kolejną suitą, która zapadła mi w pamięć była z pewnością ta z filmu „Osada”. Zwłaszcza solo skrzypiec i fortepian. Siedziałam na niej z przymkniętymi oczami i wsłuchiwałam się w piękne dźwięki rozchodzące się po sali.
Czymś nieco odmiennym od poprzednich dwóch suit był utwór „Solomon Vandy” z filmu „Krwawy Diament”. Połączenie wokalu Damiana Ukeje z dziecięcym chórem Filharmonii Krakowskiej oraz późniejszym wejściem Ablaye Badji na djembe, to był dla mnie największy highlight tego koncertu. Coś naprawdę przenoszącego na moment w inny wymiar. Miałam wrażenie, że nie siedzę w sali koncertowej. Moje ciało bardzo chciało wprawić się w ruch przy tych niesamowitych dźwiękach.
Niesamowite jak skromność Jamesa Newtona Howarda podkreśla jego wielkość jako kompozytora! Tych kilka dźwięków wzruszenia pozostanie ze mną jeszcze przez jakiś czas.