Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
  • PODRÓŻE
  • MUZYKA
  • OFERTA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with koncert

FIMUCITÉ 20 Red Carpet Gala – PL

Posted on 2026-07-242026-07-24

FIMUCITÉ 20 Red Carpet Gala

 Prawdziwe przebudzenie emocji

Koncert, który zostanie w mojej pamięci już prawdopodobnie do końca życia. Foyer Auditorio de Tenerife zamieniło się w hollywoodzki czerwony dywan ze ścianką. Podczas koncertu wybrzmiały same oscarowe utwory z okazji 20. edycji FIMUCITÉ. Sam dyrygent i zarówno dyrektor festiwalu, Diego Navarro wybrał na tę okazję elegancki, biały smoking. Nic tu nie było przypadkowe.

Pierwsze uderzenie emocji

Na wielkie otwarcie koncertu wybrano trzy utwory z „Ben-Hura”. I jak tutaj nie poczuć ekscytacji, gdy na samym początku dostaje się mocne uderzenie trąbek z „Fanfare to Prelude”? No jak?! Poziom dopaminy w moim organizmie rósł z każdym kolejnym taktem. 

Jednak prawdziwa magia zaczęła się od małej, orientalnej części. Ktoś, kto mnie zna, zapewne już wie, że nie ma dla mnie nic na tym świecie bardziej fascynującego niż Orient. Właśnie wtedy po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, jak ogromny wpływ na Diego miała muzyka Wschodu. Fascynują go dźwięki i instrumenty, które tworzą charakterystyczne wschodnie brzmienie. 

Tam, gdzie zaczyna się moje sacrum

Na pierwszy ogień pojawił się „Theme” z „Ostatniego cesarza”. To właśnie wtedy po raz pierwszy tego wieczoru doświadczyłam gęsiej skórki, która rozchodziła się po całym moim ciele od głowy, przez kręgosłup, ręce i nogi. Na myśl przyszło mi tylko jedno: „To jest moje sacrum”. Nikt nie odbierze mi radości z przeżywania muzyki właśnie w taki sposób. To, co jeszcze mnie dodatkowo zachwyciło to mikroruchy, które wykonywał lewą ręką Diego, pokazujące delikatne, azjatyckie ćwierćtony.

W tej części zachwycił mnie również utwór „Pi’s Lullaby” z „Życia Pi”, który z kolei jest jeszcze bliższy mojego sercu ze względu na typowo indyjskie brzmienia. Do tego na scenę wyszła solistka Aborá Cel, która przykuła moją uwagę pięknym, różowym sari. Jej delikatnemu, otulającemu głosowi towarzyszyły orientalne instrumenty jak np. indyjski flet zwany bansuri, na którym zagrał Juani Cantero czy tanpura, będąca z kolei instrumentem strunowym, na której zagrał Gonzalo De Araoz Vigil. To wszystko sprawiło, że zostałam niemalże wprowadzona w stan nirwany. Myślę, że nie tylko ja, bo po tym utworze, publiczność Auditorio podniosła się ze swoich miejsc po raz pierwszy. Owacjom nie było końca, a w trakcie całego koncertu było ich bodajże siedem!

Łzy szklące się w oczach

Myślałam, że druga część koncertu utrzyma poziom, ale nic bardziej mylnego! Emocje z każdym kolejnym utworem rosły, a widownia coraz częściej wstawała, by nagrodzić gromkimi brawami. Miałam gęsią skórkę tak wiele razy, że za każdym kolejnym zastanawiałam się jak to w ogóle możliwe. A do tego utwory, które dosłownie wycisnęły łzy wzruszenia z moich oczu jak np. „When You Believe” z „Księcia Egiptu”.

Zaczęło się już tak naprawdę od kilku zdań Diego, który opowiedział o tym jak tekst utworu bardzo oddaje to, co działo się przez te wszystkie festiwalowe lata. Myślę, że po tych słowach każda osoba na widowni wsłuchała się w nie jeszcze bardziej. Być może poczuła, że naprawdę warto wierzyć w marzenia, niezależnie od tego, co się dzieje. Niesamowite głosy Cristiny Ramos i Estefanii Rodriguez za każdym razem wywoływały we mnie nową dawkę emocji. Jednocześnie cudownie było patrzeć jak dobrze czują się na scenie i w tym utworze. 

Wzruszenie pojawiło się również przy suicie z „Zakochany Shakespeare”. Obecność na widowni samego kompozytora Stephena Warbecka, okazała się naprawdę miłym dodatkiem. Miałam możliwość poznać Stephena i to naprawdę życzliwy i bardzo wesoły człowiek.

Kolejna fala silnych emocji ścisnęła moje gardło, gdy na scenie wybrzmiały utwory z „Titanica”. Są historie, które nawet po wielu latach nie tracą swojej siły. Dlatego właśnie „Titanic” porusza każdego niezależnie od wieku, upływu czasu i okoliczności. A Chór Filmowy Teneryfy wprowadził tu jeszcze więcej napięcia emocjonalnego, które znowu sprowokowało łzy w kącikach moich oczu. 

Eksplozja emocji

Jednym z utworów, który poruszył mnie szczególnie był „Flying Theme” z „E.T.”. Być może sama melodia nie wywołałaby we mnie takie wzruszenia, gdyby znowu nie krótki storytelling Diego tuż przed nim. Jego słowa pozwoliły mi zobaczyć małego chłopca, który z zachwytem ogląda film i daje się dotknąć jego muzyce do głębi. Po tych słowach rozpłynęłam się we wspomnieniach swoich dziecięcych marzeń.

Były również utwory, które dostarczyły mi nieco innych emocji. Były mocne, majestatyczne i pełne niewyobrażalnej, hipnotyzującej wręcz magii. Pierwszym z nich była suita z „Władcy Pierścieni”, w której mocne dźwięki przeplatały się z cudownym głosem chóru i niesamowitego Ciro Moreno. Jego obecność na scenie miała w sobie coś niezwykle szczerego i rozczulającego.

Usłyszeć oddech dyrygenta

Prawie na sam koniec chciałam też wspomnieć o utworze z filmu „Purpurowe skrzypce”. Muszę jednak zaznaczyć, że to bardzo trudne i specyficzne dzieło do słuchania, a co dopiero zagrania czy dyrygowania. Obserwowanie skupienia solisty Javiera Comesaña, Orkiestry Symfonicznej Teneryfy i samego dyrygenta Diego Navarro doprowadziło mnie samą do wielkiego napięcia. Dało się je wyczuwać niemalże w każdym takcie. Po raz pierwszy miałam wrażenie, że słyszę nie tylko orkiestrę. Dochodził mnie również oddech Diego, za którym podążali muzycy jak jeden organizm. Pojawiał się i znikał tuż przed kolejnym wejściem, jak przypływ i odpływ oceanu. Myślę, że obecność na sali kompozytora Johna Corigliano wcale nie ułatwiała tego zadania. Natomiast spisali się znakomicie i otrzymali po tym utworze najdłuższe owacje (pomijając te końcowe). Aż sama poczułam wtedy ulgę.  

Zwieńczeniem koncertu nie mogło być nic innego jak „Duel of the Fates” z „Gwiezdnych Wojen”. To zdecydowanie muzyka Johna Williamsa ukształtowała Diego Navarro jako kompozytora i dyrygenta. I tu właśnie nastąpiła dla mnie prawdziwa kulminacja. Chór w tym utworze był tak zachwycający i przerażający jednocześnie, że czułam ich dźwięki rezonujące po całym moim ciele. Jak doszła do tego jeszcze muzyka – eksplozja!

Diego Navarro dołożył wszelkich starań, by utwory wbiły mnie (i publiczność zapewne też) w fotel. Rozpętały całą lawinę uczuć, które rozpędzone, jak fale oceanu doprowadziły mnie ostatecznie do erupcji, niczym wulkan. Prawdziwe przebudzenie emocji.

Dobrze, że ma wokół siebie ludzi, którzy tak mu pomagają i dbają o każdy najmniejszy szczegół od muzyków, realizatorów dźwięku i oświetlenia, po wszystkich z obsługi, którzy choćby w najmniejszym stopniu dokładają cegiełkę do tego niewyobrażalnie poruszającego wydarzenia. 

Dwadzieścia lat FIMUCITÉ to nie tylko historia festiwalu. To tysiące emocji, które przez te wszystkie lata znalazły drogę do kolejnych ludzi. I po tym koncercie wiem jedno – jestem jedną z nich.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny

Posted on 2026-05-272026-05-27

Harry Potter i Kamień FilozoficznyTM 
– film z muzyką na żywo

koncert w ramach 19. Festiwalu Muzyki Filmowej

Harry Potter

Ktoś, kto dorastał razem z Harrym Potterem, nie przejdzie obojętnie koło żadnego filmu z tej serii. Taka osoba zna bohaterów na wskroś, potrafi cytować ich kwestie, ale przede wszystkim rozpoznaje też muzykę. A jeśli muzykę do pierwszych części skomponował John Williams we własnej osobie, to naprawdę nie trzeba wyjeżdżać do Hogwartu, by poczuć odrobinę magii w swoim życiu. 

W niedzielne popołudnie, 17 maja, w krakowskiej Tauron Arenie odbyła się projekcja pierwszej części przygód młodego czarodzieja – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Czy było w tym coś magicznego? Oczywiście, wydarzeniu towarzyszyła Orkiestra i Chór Filharmonii Krakowskiej, by muzyka wybrzmiała w pełni. 

Harry Potter

Wspomnienia pozostają

Są takie sceny, które pozostają w człowieku na długo. Zwłaszcza, gdy był jeszcze młody, a jego wrażliwość nie miała jeszcze szans zostać przyblokowana przez zewnętrzny świat. I tak początek filmu, gdy po raz pierwszy pojawia się mały Harry, przyprawia mnie o dreszcze. Natomiast moment, w którym na ekranie rozbłyskuje tytuł filmu, sprawił, że serce od razu zabiło mocniej od wspomnień i emocji. 

Harry Potter

50 punktów dla… Gryffindoru

Warto tutaj podkreślić, że muzykami dyrygował Bejamin Pope, który już na wstępie pozwolił widzom przeżywać na nowo magiczny świat Hogwartu. Zachęcał do żywego komentowania, gdy na scenie pojawiały się dobre i złe postaci. Sam dyrygent dopiero w drugiej części zdradził, komu tak naprawdę kibicuje i założył krawat w kolorach Gryffindoru. 

Moc zaklęta w dźwiękach

Harry Potter

Muzyka na żywo dodała całości jeszcze więcej mocy. Scena z szachami, której jako dziecko zawsze się bałam, wywołała u mnie powrót wspomnień, a muzyka jeszcze to bardziej podbiła. Mimo że człowiek wiedział, że wszystko dobrze się skończy, utwór spotęgował napięcie sceny na tyle, że musiałam na moment wstrzymać oddech i przymknąć oczy. 

I ta suita na koniec… Magia w czystej postaci, która pokazała, jak ogromną moc ma muzyka i jak dźwięki potrafią nas prowadzić przez przeróżne emocje. Jestem pewna, że niejednej osobie zakręciły się łzy w oczach podczas zakończenia, a te gromkie brawa i światełka zapalone na koniec tylko potwierdziły to, jak ogromną siłę ma muzyka w połączeniu z obrazem i emocjami. 

Międzynarodowa Gala Seriali FMF

Posted on 2026-05-242026-05-24

Międzynarodowa Gala Seriali FMF

koncert w ramach 19. Festiwalu Muzyki Filmowej

Sobotnie gale w ramach FMF od zawsze były dla mnie czymś najbardziej spektakularnym podczas całego festiwalu. Nie inaczej stało się tym razem. Być może jednak miałam mogłam spojrzeć na to z nieco innej perspektywy, chociaż wcześniejsze doświadczenia z pewnością się przydały. To jest ogrom pracy. Wymyślić program, zaangażować ludzi, zapanować nad całą logistyką i organizacją tego przedsięwzięcia. Kłaniam się nisko przede wszystkim Agacie Grabowieckiej, dyrektor artystycznej festiwalu, która mimo związania z FMF, tak naprawdę zadebiutowała w tej roli w tym roku. Motywem przewodnim tej edycji była magia i Międzynarodowa Gala Seriali tego dowiodła.

Czas jednak przejść do sedna i mimo że utworów wybrzmiało mnóstwo (poniżej załączam setlistę) i sam koncert trwał około czterech godzin, są perełki, które chciałabym wyróżnić.

Spy/Master

W takich chwilach jestem dumna z bycia Polką. Mamy naprawdę utalentowanych kompozytorów i do tego zawsze stają na wysokości zadania, by na Festiwal Muzyki Filmowej przygotować suity, które stają się opowieścią samą w sobie. Moim pierwszym zachwytem była obecność na scenie kadrów z serialu „Spy/Master” z muzyką skomponowaną przez Łukasza Targosza. Nie dość, że sam utwór trzymał w napięciu, to prowadzenie Orkiestry Akademii Beethovenowskiej przez Dirka Brosse dodawało dramaturgii. Pojawiły się także solowe występy muzyków na flecie (Sara Andon), harfie (Weronika Byrska) oraz fortepianie (Jacek Tarkowski). Łukasz zbudował tą suitą niesamowite napięcie, które krążyło po moim ciele jak wibracje niepozwalające zaznać spokoju. 

Piekło Kobiet

Moim kolejnym powodem do zachwytu była suita z „Piekła Kobiet” skomponowana przez Wojtka Urbańskiego. To dopiero była emocjonalna podróż przez dźwięki. Najpierw solowe wykonania muzyków na instrumentach wprowadziły napięcie. Fragment, gdy na scenie pojawiła się Justyna Święs w utworze „Niebo złote ci otworzę” wprawił mnie w stan wewnętrznego rozdarcia. Później chwila ukojenia z pięknym i ciepłym wokalem Marcina Maseckiego i jego fortepianową grą. A to wszystko po to, by przejść do utworu „Song of Death” z bardzo soczystym i wyrazistym głosem Ani Karwan. Artystka dosłownie dotarła głosem do każdej komórki mojego ciała, wprawiając je w takie same wibracje jak jej wokalizy. 

Amerykański sen

Teraz spróbuję skupić się wyłącznie na dźwiękach i nie będę oceniać do końca tego, co działo się na scenie. Przy utworze z serialu „Yellowstone” na podium dyrygenta wkroczył Brian Tyler, czyli sam kompozytor tego soundtracku. Muzyka miała w sobie jeszcze więcej mocy, niż w zwykłej wersji audio. Po nim Brian zaskoczył nas swoim projektem „Are We Dreaming”, który oprócz naprawdę mocnych dźwięków orkiestry, chóru i elektroniki, dopełniony został wizualizacjami i pokazem laserów. Muszę przyznać, że kompozytor potrafi robić show, a sam projekt „Are We Dreaming” był dla mnie podróżą po przestrzeniach kosmicznych, choć momentami przytłaczającą intensywnością dźwięków.

Biały lotos

Co tu dużo mówić, sopranowe solo zawsze na mnie działa. Zwłaszcza przy tak ciekawym brzmieniu jak ścieżka dźwiękowa z „Białego lotosu” skomponowana przez Cristobala Tapia de Veera. Solistka, Kamila Dutkowska bardzo przykuwała uwagę swoją ekspresyjnością. Poza tym jest to chyba motyw, który kojarzy wiele osób, nawet jeśli nie dotarło do tego serialu.

Langer

Są też takie utwory, które bardzo kojarzą mi się ze słowiańską duszą. Niektóre głosy też są do tego stworzone. Największym objawieniem była dla mnie suita z filmu „Langer” skomponowana przez Bartosza Chajdeckiego. To, co w tym utworze zrobiła Katarzyna Bogusz (solistka), to już nawet nie jest magia. Jej głos dosłownie rozdzierał mi duszę. Jednocześnie nie mogłam przestać się tym zachwycać. To wszystko podbijała muzyka tak emocjonalna i ogromna, że aż łzy napływały do oczu. Coś pięknego!

Na zakończenie

Jak już wspomniałam we wstępie, utworów była cała masa i ciężko byłoby napisać o każdym z nich, by nikogo nie przytłoczyć mnogością tekstu. Dlatego skupiłam się na tych utworach, które zrobiły na mnie największe wrażenie i poruszyły moje emocje. Na tych, które niejako dotknęły skrawka mojej duszy. 

Setlista:

  • Bill Conti – Dynastia
  • Kris Bowers – Suita z „Bridgertonów”
  • Mick Giacchino – Pingwin
  • Aaron May, David Ridley – „Fragile” z serialu „Dojrzewanie”
  • Łukasz Targosz – Spy/Master 
  • James Newton Howard – Emily w Paryżu
  • Antonio Sánchez – Studio
  • Wojtek Urbański – Piekło kobiet
  • Volker Bertelmann – Dzień Szakala
  • Volker Bertelmann – Diuna: Proroctwo
  • Brian Tyler – Yellowstone
  • Brian Tyler – Are We Dreaming 
  • Cristobal Tapia de Veer – Dzień trzeci
  • Cristobal Tapia de Veer – Biały Lotos
  • Jeff Russo – Ripley
  • Jeff Russo – Obcy: Ziemia
  • Theodore Shapiro – Rozdzielenie
  • Bartosz Chajdecki – Langer
  • Ludwig Göransson, John Williams, Mick Giacchino, Michael Abels, Nicholas Britell, Kevin Kiner – Suita z uniwersum „Gwiezdnych wojen” (The Mandalorian, Ashoka, The Bad Batch, Obi-Wan Kenobi, Andor, Skeleton Crew, The Acolyte)

AlterFMF: Immersive Experience: Hauschka

Posted on 2026-05-222026-05-22

AlterFMF: Immersive Experience: Hauschka

koncert podczas 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Volker Bertelmann, który tworzy również pod pseudonimem Hauschka to zdecydowanie artysta, który traktuje spotkanie z muzyką jak nieustanny eksperyment. Od lat tworzy własny, niezwykle charakterystyczny świat dźwięków, przesuwając granice klasycznego fortepianu i pokazując, jak wiele nieoczywistych brzmień może kryć w sobie jeden instrument.

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Intensywność

Podczas koncertu AlterFMF: Immersive Experience mogłam zanurzyć się w doświadczeniu balansującym pomiędzy improwizacją, elektroniką i przestrzennym dźwiękiem. Dla mnie stanowiło to nie lada wyzwanie. Brzmiało to niezwykle intensywnie i niepokojąco. Jednak bez wątpienia było wyjątkowe doświadczenie. 

Jeden z tych koncertów, które bardziej się przeżywa niż po prostu słucha. Hauschka od pierwszych minut sprawiał wrażenie całkowicie zanurzonego w dźwięku. Był skupiony, przejęty i zdawał się autentycznie czerpać radość z improwizacji. Widać było, że nie odtwarza gotowych schematów, ale naprawdę bawi się muzyką i prowadzi ją intuicyjnie, pozwalając jej żyć własnym rytmem. Było w tym coś autentycznie fascynującego do obserwowania. 

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Przestrzenny dźwięk

Dźwięk przestrzenny otaczał publiczność z każdej strony, przez co dla mnie momentami doświadczenie stawało się zbyt przytłaczające. Niektóre brzmienia były mroczne, momentami niemal przerażające. Ciężko uwierzyć, że wszystkie te melodie wydobywały się właśnie z fortepianu. Próbowałam wyobrazić sobie, co działo się wewnątrz instrumentu i jak wiele eksperymentów kryło się za tak nieoczywistym brzmieniem.

I choć był to koncert wymagający oraz niezwykle intensywny sensorycznie, trudno odmówić muzykowi oryginalności i ogromnej pasji. Było w tym coś hipnotyzującego. Czułam się tak, jakbym balansowała pomiędzy fascynacją, niepokojem i całkowitym zanurzeniem w dźwięku.

Magia Jamesa Newtona Howarda

Magia Jamesa Newtona Howarda

Posted on 2026-05-192026-05-20

Magia Jamesa Newtona Howarda

koncert podczas 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie

Magia Jamesa Newtona Howarda

Są kompozytorzy, których muzykę się słyszy. Są też tacy, których muzykę się czuje. James Newton Howard od dekad tworzy ścieżki dźwiękowe, które prowadzą widzów przez światy pełne magii, emocji i wewnętrznych napięć. Podczas koncertu „Magia Jamesa Newtona Howarda” na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie publiczność mogła zanurzyć się nie tylko w najbardziej rozpoznawalnych tematach z filmów takich jak „Czarownica”, „King Kong” czy „Igrzyska śmierci”, ale także odkryć mniej znane oblicza jego twórczości. Wydarzenie było tym bardziej wyjątkowe, że prowadził je sam kompozytor.

Magia Jamesa Newtona Howarda

Lekkie prowadzenie

Myślę, że na początku trzeba podkreślić to, że James Newton Howard nie jest zawodowym dyrygentem. Jednak podjął się poprowadzić orkiestrę wraz z dwoma chórami. Do tego jeszcze zajął się konferansjerką pomiędzy utworami. Opowiedział nam szalenie urocze historie w bardzo lekki i zabawny sposób.

Ciężko wybrać spośród jego utworów te najlepsze, bo cenię sobie całą jego twórczość, ale spróbuję. Będę sugerować się tym, co usłyszałam w czwartkowy wieczór w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie. 

Magia Jamesa Newtona Howarda

Zasługujące na wyróżnienie

Na początek wrażenie na mnie zrobiła suita z filmu „Królewna Śnieżka i Łowca”. Zachwycały mnie w niej smyczki, fortepian, ale też momenty przejścia w cięższe brzmienia. Czułam się, jakbyśmy weszli w mrok, gdzie było dużo kotłów, instrumentów dętych i kontrabasów. Przypomniało mi się przy tej suicie za co kocham dźwięk fortepianu. Do tego jeszcze chór Filharmonii Krakowskiej i czułam podskórnie dreszcze przeszywające całe ciało. 

Magia Jamesa Newtona Howarda

Kolejną suitą, która zapadła mi w pamięć była z pewnością ta z filmu „Osada”. Zwłaszcza solo skrzypiec i fortepian. Siedziałam na niej z przymkniętymi oczami i wsłuchiwałam się w piękne dźwięki rozchodzące się po sali.

Czymś nieco odmiennym od poprzednich dwóch suit był utwór „Solomon Vandy” z filmu „Krwawy Diament”. Połączenie wokalu Damiana Ukeje z dziecięcym chórem Filharmonii Krakowskiej oraz późniejszym wejściem Ablaye Badji na djembe, to był dla mnie największy highlight tego koncertu. Coś naprawdę przenoszącego na moment w inny wymiar. Miałam wrażenie, że nie siedzę w sali koncertowej. Moje ciało bardzo chciało wprawić się w ruch przy tych niesamowitych dźwiękach. 

Niesamowite jak skromność Jamesa Newtona Howarda podkreśla jego wielkość jako kompozytora! Tych kilka dźwięków wzruszenia pozostanie ze mną jeszcze przez jakiś czas.

Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.