Harry Potter i Kamień FilozoficznyTM
– film z muzyką na żywo
koncert w ramach 19. Festiwalu Muzyki Filmowej

Ktoś, kto dorastał razem z Harrym Potterem, nie przejdzie obojętnie koło żadnego filmu z tej serii. Taka osoba zna bohaterów na wskroś, potrafi cytować ich kwestie, ale przede wszystkim rozpoznaje też muzykę. A jeśli muzykę do pierwszych części skomponował John Williams we własnej osobie, to naprawdę nie trzeba wyjeżdżać do Hogwartu, by poczuć odrobinę magii w swoim życiu.
W niedzielne popołudnie, 17 maja, w krakowskiej Tauron Arenie odbyła się projekcja pierwszej części przygód młodego czarodzieja – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Czy było w tym coś magicznego? Oczywiście, wydarzeniu towarzyszyła Orkiestra i Chór Filharmonii Krakowskiej, by muzyka wybrzmiała w pełni.

Wspomnienia pozostają
Są takie sceny, które pozostają w człowieku na długo. Zwłaszcza, gdy był jeszcze młody, a jego wrażliwość nie miała jeszcze szans zostać przyblokowana przez zewnętrzny świat. I tak początek filmu, gdy po raz pierwszy pojawia się mały Harry, przyprawia mnie o dreszcze. Natomiast moment, w którym na ekranie rozbłyskuje tytuł filmu, sprawił, że serce od razu zabiło mocniej od wspomnień i emocji.

50 punktów dla… Gryffindoru
Warto tutaj podkreślić, że muzykami dyrygował Bejamin Pope, który już na wstępie pozwolił widzom przeżywać na nowo magiczny świat Hogwartu. Zachęcał do żywego komentowania, gdy na scenie pojawiały się dobre i złe postaci. Sam dyrygent dopiero w drugiej części zdradził, komu tak naprawdę kibicuje i założył krawat w kolorach Gryffindoru.
Moc zaklęta w dźwiękach

Muzyka na żywo dodała całości jeszcze więcej mocy. Scena z szachami, której jako dziecko zawsze się bałam, wywołała u mnie powrót wspomnień, a muzyka jeszcze to bardziej podbiła. Mimo że człowiek wiedział, że wszystko dobrze się skończy, utwór spotęgował napięcie sceny na tyle, że musiałam na moment wstrzymać oddech i przymknąć oczy.
I ta suita na koniec… Magia w czystej postaci, która pokazała, jak ogromną moc ma muzyka i jak dźwięki potrafią nas prowadzić przez przeróżne emocje. Jestem pewna, że niejednej osobie zakręciły się łzy w oczach podczas zakończenia, a te gromkie brawa i światełka zapalone na koniec tylko potwierdziły to, jak ogromną siłę ma muzyka w połączeniu z obrazem i emocjami.