Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
  • PODRÓŻE
  • MUZYKA
  • OFERTA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with muzyka

Koncert Y&P Symphony Orchestra 

Posted on 2026-08-312026-09-01

Koncert Y&P Symphony Orchestra 
w jordanowskim CKiBM

Nie tylko muzyka filmowa

Pisałam już o nich kilka razy. Do tej pory skupieni byli wyłącznie na muzyce filmowej. Tym razem pojawiły się też po prostu utwory rozrywkowe, ale dobrane tak, by miały w sobie głębszy przekaz. A o kim mówimy? O Y&P Symphony Orchestra.

Za każdym razem mam wrażenie, że trudno przejść obok nich obojętnie. Kiedy na scenie pojawia się grupa młodych ludzi, którzy z taką energią i zaangażowaniem podchodzą do muzyki, trudno nie poczuć zwyczajnej radości z tego, że można być tego świadkiem. Tego wieczoru cieszyło mnie właśnie to. Nie tyle poszczególne dźwięki, choć tych oczywiście nie zabrakło, ile obserwowanie muzyków, którzy naprawdę lubią być na scenie i razem tworzyć muzykę.

Tego nie widać ze sceny

A przecież to, co widzimy podczas koncertu, jest zaledwie fragmentem całej historii. Publiczność przychodzi, zajmuje miejsca, gasną światła i po chwili słyszymy pierwsze dźwięki. Nie widzimy jednak godzin prób, ćwiczenia poszczególnych partii, organizacyjnych przygotowań, dojazdów czy wszystkich tych drobnych rzeczy, które trzeba zrobić, zanim orkiestra w ogóle będzie mogła stanąć przed nami. 

Więcej niż machanie rękami

Jest też oczywiście osoba, bez której trudno byłoby tę całą muzyczną układankę spiąć w jedną całość. To dyrygent i założyciel orkiestry – Łukasz Wicher. Z perspektywy widza łatwo sprowadzić jego rolę do tego charakterystycznego stania tyłem do publiczności i poruszania rękami w rytm muzyki. A przecież właśnie wtedy, kiedy my możemy spokojnie usiąść i zanurzyć się w dźwiękach, on musi czuwać nad ogromną liczbą rzeczy. Słuchać, obserwować, reagować, pilnować tempa, wejść i dynamiki, a przy tym pamiętać o tym, że za każdym instrumentem siedzi konkretny młody człowiek. 

Kiedy jednak zaczyna się koncert, wszystkie te rzeczy schodzą na dalszy plan, bo najważniejsza staje się muzyka. A tej podczas tego wieczoru było naprawdę sporo. Jak zwykle w przypadku tej orkiestry, trudno było narzekać na brak różnorodności. 

Głosy, które zostają w pamięci

Jednym z poruszających momentów był utwór „Dziwny jest ten świat” z wokalem Oliwii Koczwary. Każdy kto zna tę piosenkę wie, że ma w sobie ogromny ciężar emocjonalny i wymaga od wykonawcy nie tylko głosu, ale też odpowiedniej wrażliwości. Oliwia poradziła sobie z nim świetnie – chciało się po prostu słuchać i nie myśleć o niczym więcej.

Niedługo później przyszło „Show Must Go On” w wykonaniu Mileny Filas i znów trudno było pozostać obojętnym. Ten utwór sam w sobie stawia wykonawcę przed niemałym wyzwaniem, a Milena zdecydowanie pokazała, że potrafi udźwignąć jego energię. Zresztą jej głos wracał jeszcze kilka razy i za każdym razem w trochę innym muzycznym kontekście.

Moją uwagę zwrócił bardzo dobrze brzmiący żeński chórek. Niezwykle czarował w tle solistek, ale tu znów zasługa świetnego nagłośnienia, bo czasami takie rzeczy giną w oceanie dźwięków. 

Fortepianowe historie, czyli o mojej koncertowej perełce

Szczególnie podobało mi się „Imagine”. Zarówno ze względu na wokal Mileny, jak i aranżację oraz fortepian, który w tym wykonaniu miał dla mnie naprawdę dużo do powiedzenia. Podobnie było później w „My Immortal”, gdzie znowu zwróciłam uwagę na połączenie fortepianu z aranżacją i wokalem Mileny.

Fortepian pojawił się zresztą również w „We Are the Champions”, tym razem w bardzo ciekawym połączeniu z wokalem Oliwii. I właśnie takie momenty lubię w koncertach najbardziej. Kiedy znany utwór dostaje swoją własną muzyczną historię. Nagle zaczynamy słuchać go trochę inaczej niż wcześniej.

Dlatego moją małą osobistą perełką tego koncertu była Maja Kornaś. Mam słabość do fortepianu, bo sama grałam. Cieszyło mnie, że tym razem można było usłyszeć ją nie tylko w momentach solowych, ale również w szerszym brzmieniu całego zespołu. Zresztą dobre nagłośnienie naprawdę potrafi sprawić, że zaczynamy zauważać również te elementy, które łatwo mogłyby zginąć w całości.

Scena należy do niego

Nie zabrakło również zupełnie innych klimatów. Bartłomiej Solarz, który już tradycyjnie ma wyjątkową łatwość w przyciąganiu uwagi publiczności, tym razem zachwycił mnie w „Lose Yourself” Eminema. Trudno zresztą się dziwić, skoro obok skrzypiec, które znamy z jego występów, pojawiły się również kolejne jego muzyczne wcielenia. Skrzypek, solista, raper, gitarzysta – naprawdę można się zastanawiać, czy jest jeszcze jakaś muzyczna rola, której nie postanowiłby pewnego dnia wypróbować. 

Nie tylko symfonicznie

Chłopaki na perkusjach i gitarze elektrycznej również zdecydowanie nie pozostawali w tyle. Dodatkowym, bardzo ciekawym elementem była piosenka AC/DC z gościnnym udziałem Magnusa Karczewskiego z The Voice of Kids.

Dobór repertuaru był naprawdę imponujący, bo słyszeć rockowe i rapowe utwory w symfonicznym aranżu – coś niebywałego!

Klik, który ratuje z opresji

Niestety wielkość sali, a co za tym idzie – bliskość sceny, ma swoje małe wady. Ciężko mi było nie słyszeć kliknięć. Jednak to coś, czego do tej pory orkiestra nie miała. Do tego odsłuch dla każdego muzyka. Choć dla osoby słuchającej koncertu nie są one może najbardziej pożądanym elementem, przy amatorskiej orkiestrze potrafię na nie spojrzeć trochę inaczej. Jeśli dzięki niemu jest mniejsza szansa, że kilkadziesiąt osób nagle zacznie żyć własnym muzycznym życiem, jestem w stanie mu wybaczyć nawet to, że od czasu do czasu przypomni o swoim istnieniu.

Słyszalna radość

Bo chyba właśnie o to chodzi w tych koncertach. Nie o absolutną perfekcję, nie o to, żeby każdy element był idealny, ale o możliwość wspólnego muzykowania. O młodych ludzi, którzy mają przestrzeń, żeby próbować, rozwijać się, czasem zaskakiwać samych siebie i przede wszystkim – czerpać z tego radość.

A kiedy widzę, ile radości im to daje, naprawdę trudno się z tego nie cieszyć razem z nimi.

Dni Ziemi Jordanowskiej – Koncert Muzyki Filmowej
Debiutancki Koncert Muzyki Filmowej
Koncert Muzyki Filmowej w Suchej Beskidzkiej

Międzynarodowa Gala Seriali FMF

Posted on 2026-05-242026-05-24

Międzynarodowa Gala Seriali FMF

koncert w ramach 19. Festiwalu Muzyki Filmowej

Sobotnie gale w ramach FMF od zawsze były dla mnie czymś najbardziej spektakularnym podczas całego festiwalu. Nie inaczej stało się tym razem. Być może jednak miałam mogłam spojrzeć na to z nieco innej perspektywy, chociaż wcześniejsze doświadczenia z pewnością się przydały. To jest ogrom pracy. Wymyślić program, zaangażować ludzi, zapanować nad całą logistyką i organizacją tego przedsięwzięcia. Kłaniam się nisko przede wszystkim Agacie Grabowieckiej, dyrektor artystycznej festiwalu, która mimo związania z FMF, tak naprawdę zadebiutowała w tej roli w tym roku. Motywem przewodnim tej edycji była magia i Międzynarodowa Gala Seriali tego dowiodła.

Czas jednak przejść do sedna i mimo że utworów wybrzmiało mnóstwo (poniżej załączam setlistę) i sam koncert trwał około czterech godzin, są perełki, które chciałabym wyróżnić.

Spy/Master

W takich chwilach jestem dumna z bycia Polką. Mamy naprawdę utalentowanych kompozytorów i do tego zawsze stają na wysokości zadania, by na Festiwal Muzyki Filmowej przygotować suity, które stają się opowieścią samą w sobie. Moim pierwszym zachwytem była obecność na scenie kadrów z serialu „Spy/Master” z muzyką skomponowaną przez Łukasza Targosza. Nie dość, że sam utwór trzymał w napięciu, to prowadzenie Orkiestry Akademii Beethovenowskiej przez Dirka Brosse dodawało dramaturgii. Pojawiły się także solowe występy muzyków na flecie (Sara Andon), harfie (Weronika Byrska) oraz fortepianie (Jacek Tarkowski). Łukasz zbudował tą suitą niesamowite napięcie, które krążyło po moim ciele jak wibracje niepozwalające zaznać spokoju. 

Piekło Kobiet

Moim kolejnym powodem do zachwytu była suita z „Piekła Kobiet” skomponowana przez Wojtka Urbańskiego. To dopiero była emocjonalna podróż przez dźwięki. Najpierw solowe wykonania muzyków na instrumentach wprowadziły napięcie. Fragment, gdy na scenie pojawiła się Justyna Święs w utworze „Niebo złote ci otworzę” wprawił mnie w stan wewnętrznego rozdarcia. Później chwila ukojenia z pięknym i ciepłym wokalem Marcina Maseckiego i jego fortepianową grą. A to wszystko po to, by przejść do utworu „Song of Death” z bardzo soczystym i wyrazistym głosem Ani Karwan. Artystka dosłownie dotarła głosem do każdej komórki mojego ciała, wprawiając je w takie same wibracje jak jej wokalizy. 

Amerykański sen

Teraz spróbuję skupić się wyłącznie na dźwiękach i nie będę oceniać do końca tego, co działo się na scenie. Przy utworze z serialu „Yellowstone” na podium dyrygenta wkroczył Brian Tyler, czyli sam kompozytor tego soundtracku. Muzyka miała w sobie jeszcze więcej mocy, niż w zwykłej wersji audio. Po nim Brian zaskoczył nas swoim projektem „Are We Dreaming”, który oprócz naprawdę mocnych dźwięków orkiestry, chóru i elektroniki, dopełniony został wizualizacjami i pokazem laserów. Muszę przyznać, że kompozytor potrafi robić show, a sam projekt „Are We Dreaming” był dla mnie podróżą po przestrzeniach kosmicznych, choć momentami przytłaczającą intensywnością dźwięków.

Biały lotos

Co tu dużo mówić, sopranowe solo zawsze na mnie działa. Zwłaszcza przy tak ciekawym brzmieniu jak ścieżka dźwiękowa z „Białego lotosu” skomponowana przez Cristobala Tapia de Veera. Solistka, Kamila Dutkowska bardzo przykuwała uwagę swoją ekspresyjnością. Poza tym jest to chyba motyw, który kojarzy wiele osób, nawet jeśli nie dotarło do tego serialu.

Langer

Są też takie utwory, które bardzo kojarzą mi się ze słowiańską duszą. Niektóre głosy też są do tego stworzone. Największym objawieniem była dla mnie suita z filmu „Langer” skomponowana przez Bartosza Chajdeckiego. To, co w tym utworze zrobiła Katarzyna Bogusz (solistka), to już nawet nie jest magia. Jej głos dosłownie rozdzierał mi duszę. Jednocześnie nie mogłam przestać się tym zachwycać. To wszystko podbijała muzyka tak emocjonalna i ogromna, że aż łzy napływały do oczu. Coś pięknego!

Na zakończenie

Jak już wspomniałam we wstępie, utworów była cała masa i ciężko byłoby napisać o każdym z nich, by nikogo nie przytłoczyć mnogością tekstu. Dlatego skupiłam się na tych utworach, które zrobiły na mnie największe wrażenie i poruszyły moje emocje. Na tych, które niejako dotknęły skrawka mojej duszy. 

Setlista:

  • Bill Conti – Dynastia
  • Kris Bowers – Suita z „Bridgertonów”
  • Mick Giacchino – Pingwin
  • Aaron May, David Ridley – „Fragile” z serialu „Dojrzewanie”
  • Łukasz Targosz – Spy/Master 
  • James Newton Howard – Emily w Paryżu
  • Antonio Sánchez – Studio
  • Wojtek Urbański – Piekło kobiet
  • Volker Bertelmann – Dzień Szakala
  • Volker Bertelmann – Diuna: Proroctwo
  • Brian Tyler – Yellowstone
  • Brian Tyler – Are We Dreaming 
  • Cristobal Tapia de Veer – Dzień trzeci
  • Cristobal Tapia de Veer – Biały Lotos
  • Jeff Russo – Ripley
  • Jeff Russo – Obcy: Ziemia
  • Theodore Shapiro – Rozdzielenie
  • Bartosz Chajdecki – Langer
  • Ludwig Göransson, John Williams, Mick Giacchino, Michael Abels, Nicholas Britell, Kevin Kiner – Suita z uniwersum „Gwiezdnych wojen” (The Mandalorian, Ashoka, The Bad Batch, Obi-Wan Kenobi, Andor, Skeleton Crew, The Acolyte)

AlterFMF: Immersive Experience: Hauschka

Posted on 2026-05-222026-05-22

AlterFMF: Immersive Experience: Hauschka

koncert podczas 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Volker Bertelmann, który tworzy również pod pseudonimem Hauschka to zdecydowanie artysta, który traktuje spotkanie z muzyką jak nieustanny eksperyment. Od lat tworzy własny, niezwykle charakterystyczny świat dźwięków, przesuwając granice klasycznego fortepianu i pokazując, jak wiele nieoczywistych brzmień może kryć w sobie jeden instrument.

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Intensywność

Podczas koncertu AlterFMF: Immersive Experience mogłam zanurzyć się w doświadczeniu balansującym pomiędzy improwizacją, elektroniką i przestrzennym dźwiękiem. Dla mnie stanowiło to nie lada wyzwanie. Brzmiało to niezwykle intensywnie i niepokojąco. Jednak bez wątpienia było wyjątkowe doświadczenie. 

Jeden z tych koncertów, które bardziej się przeżywa niż po prostu słucha. Hauschka od pierwszych minut sprawiał wrażenie całkowicie zanurzonego w dźwięku. Był skupiony, przejęty i zdawał się autentycznie czerpać radość z improwizacji. Widać było, że nie odtwarza gotowych schematów, ale naprawdę bawi się muzyką i prowadzi ją intuicyjnie, pozwalając jej żyć własnym rytmem. Było w tym coś autentycznie fascynującego do obserwowania. 

Hauschka
fot. Martyna Fidelus

Przestrzenny dźwięk

Dźwięk przestrzenny otaczał publiczność z każdej strony, przez co dla mnie momentami doświadczenie stawało się zbyt przytłaczające. Niektóre brzmienia były mroczne, momentami niemal przerażające. Ciężko uwierzyć, że wszystkie te melodie wydobywały się właśnie z fortepianu. Próbowałam wyobrazić sobie, co działo się wewnątrz instrumentu i jak wiele eksperymentów kryło się za tak nieoczywistym brzmieniem.

I choć był to koncert wymagający oraz niezwykle intensywny sensorycznie, trudno odmówić muzykowi oryginalności i ogromnej pasji. Było w tym coś hipnotyzującego. Czułam się tak, jakbym balansowała pomiędzy fascynacją, niepokojem i całkowitym zanurzeniem w dźwięku.

Magia Jamesa Newtona Howarda

Magia Jamesa Newtona Howarda

Posted on 2026-05-192026-05-20

Magia Jamesa Newtona Howarda

koncert podczas 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie

Magia Jamesa Newtona Howarda

Są kompozytorzy, których muzykę się słyszy. Są też tacy, których muzykę się czuje. James Newton Howard od dekad tworzy ścieżki dźwiękowe, które prowadzą widzów przez światy pełne magii, emocji i wewnętrznych napięć. Podczas koncertu „Magia Jamesa Newtona Howarda” na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie publiczność mogła zanurzyć się nie tylko w najbardziej rozpoznawalnych tematach z filmów takich jak „Czarownica”, „King Kong” czy „Igrzyska śmierci”, ale także odkryć mniej znane oblicza jego twórczości. Wydarzenie było tym bardziej wyjątkowe, że prowadził je sam kompozytor.

Magia Jamesa Newtona Howarda

Lekkie prowadzenie

Myślę, że na początku trzeba podkreślić to, że James Newton Howard nie jest zawodowym dyrygentem. Jednak podjął się poprowadzić orkiestrę wraz z dwoma chórami. Do tego jeszcze zajął się konferansjerką pomiędzy utworami. Opowiedział nam szalenie urocze historie w bardzo lekki i zabawny sposób.

Ciężko wybrać spośród jego utworów te najlepsze, bo cenię sobie całą jego twórczość, ale spróbuję. Będę sugerować się tym, co usłyszałam w czwartkowy wieczór w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie. 

Magia Jamesa Newtona Howarda

Zasługujące na wyróżnienie

Na początek wrażenie na mnie zrobiła suita z filmu „Królewna Śnieżka i Łowca”. Zachwycały mnie w niej smyczki, fortepian, ale też momenty przejścia w cięższe brzmienia. Czułam się, jakbyśmy weszli w mrok, gdzie było dużo kotłów, instrumentów dętych i kontrabasów. Przypomniało mi się przy tej suicie za co kocham dźwięk fortepianu. Do tego jeszcze chór Filharmonii Krakowskiej i czułam podskórnie dreszcze przeszywające całe ciało. 

Magia Jamesa Newtona Howarda

Kolejną suitą, która zapadła mi w pamięć była z pewnością ta z filmu „Osada”. Zwłaszcza solo skrzypiec i fortepian. Siedziałam na niej z przymkniętymi oczami i wsłuchiwałam się w piękne dźwięki rozchodzące się po sali.

Czymś nieco odmiennym od poprzednich dwóch suit był utwór „Solomon Vandy” z filmu „Krwawy Diament”. Połączenie wokalu Damiana Ukeje z dziecięcym chórem Filharmonii Krakowskiej oraz późniejszym wejściem Ablaye Badji na djembe, to był dla mnie największy highlight tego koncertu. Coś naprawdę przenoszącego na moment w inny wymiar. Miałam wrażenie, że nie siedzę w sali koncertowej. Moje ciało bardzo chciało wprawić się w ruch przy tych niesamowitych dźwiękach. 

Niesamowite jak skromność Jamesa Newtona Howarda podkreśla jego wielkość jako kompozytora! Tych kilka dźwięków wzruszenia pozostanie ze mną jeszcze przez jakiś czas.

Jak BTS znalazło mnie w Korei

Posted on 2026-04-012026-04-01

Jak BTS znalazło mnie w Korei, zanim ja znalazłam ich muzykę

Moja historia odkrywania BTS podczas podróży do Korei Południowej.

Miś BTS w Seulu

Wszyscy mówią o powrocie, a ja przyznaję się bez bicia – poznałam ich dopiero w sierpniu. Wtedy, gdy zaczęły się pojawiać pierwsze słuchy, że znów wrócą do świata muzycznego.

O kim mówię? O BTS.

Miś Gangnam na ulicy K-road w Seulu

Świat, którego nie znałam

Jak się zaczęło? Dość zabawnie.
Pojechałam w sierpniu do Korei Południowej i kompletnie nie słyszałam o k-popie. To znaczy wiedziałam, że niektórzy moi uczniowie słuchają tego gatunku, ale nic poza tym. Dopiero na miejscu zobaczyłam, jak ogromne emocje wzbudza ten świat. Akurat byłam w czasie zbliżających się urodzin Jungkooka, więc mogłam obserwować na żywo, co potrafią zrobić fani z całego świata, czyli ARMY. 

kawiarnia ojca Jimina z BTS w Busan

Kawiarnia czy świątynia?

Z ciekawością dałam się porwać popołudniowo-wieczornym spacerom ścieżkami BTS. Odwiedzałam miejsca związane z zespołem bardziej lub mniej. W Busan wybrałam się do kawiarni prowadzonej przez ojca Jimina (update: teraz mógłby być moim crushem). Po wejściu tam miałam wrażenie, że to jakaś ogromna świątynia. Mnóstwo przeróżnych bibelotów od fanów z całego świata (w tym z Polski!). Wydawało mi się to nierealne, żeby jakikolwiek zespół na świecie był aż tak czczony. Nie mogę tego inaczej nazwać.

ścianka z Jungkookiem z BTS z okazji jego urodzin w Seulu

Urodzinowe szaleństwo

W Seulu odwiedziłam już trochę więcej miejsc i tam na każdym kroku widziałam bilbordy, plakaty, schody, ścianki i setki zakamarków, gdzie życzono jednemu z wokalistów „Happy Birthday”. Czyste szaleństwo! Łącznie z budką telefoniczną, w której na karteczce można było zostawić życzenia urodzinowe (oczywiście, że też zostawiłam). Byłam również w miejscu, gdzie kiedyś zespół jadał kanapki. Moje wrażenia? Kolejna urocza świątynia.

mural z Jiminem i Jungkookiem z BTS w Busan

Wróciłam… i co?

Wróciłam do Polski… i wkręciłam się. 
Zaczęłam słuchać ich piosenek. Nie tylko zespołowych, ale też solowych. 
Oglądałam ich występy na YouTubie. Poziom tańca i show, które robią na scenie to dla mnie absolutny majstersztyk! Aż się nie chce wierzyć, że to wciąż istoty ludzkie.

schody w Seulu z okazji urodzin Jungkooka z BTS

To już nie była tylko muzyka

Mija pół roku, a ja dalej słucham BTS. Obserwuję ich poczynania i oglądałam na Netfliksie ich występ na żywo przed pałacem Gyeongbokgung, w którym tam niedawno sama byłam. Film dokumentalny „BTS: Powrót” pozwolił mi ich trochę lepiej poznać. Zobaczyć w nich normalnych, trochę przestraszonych tym, co się dzieje chłopaków z mojego pokolenia. Ludzi, którzy nie spodziewali się takiej sławy i wciąż nie dowierzają w to, co się dzieje, mają wątpliwości, boją się i nie zawsze do końca ze sobą zgadzają, choć jak twierdzą, są dla siebie jak druga rodzina. 

Arirang – tęsknota za… autentycznością

Pamiątki z BTS i innymi zespołami k-popowymi

Po pierwszym odsłuchaniu najnowszej płyty „Arirang” nie do końca wiedziałam czy mi odpowiada, czy nie. Była zupełnie inna niż to, co przez pół roku zdążyłam poznać. Zaskoczyło mnie, że dużo więcej jest tekstów po angielsku. Właściwie dopiero od obejrzenia tego wspominanego wyżej dokumentu, zaczęłam słuchać tej płyty z większą uważnością i zastanawiać się nad sensem słów. 
Efekt? Słucham ich niemal codziennie (zwłaszcza podczas jazdy samochodem).
Ulubiony utwór? Łatwiej byłoby wymienić ten, który mi się nie podoba.

ślad polskich fanów Army w kawiarni ojca Jimina z BTS

Pora na inspirację

Dlatego dziś o nich piszę. Bo nie są już dla mnie tylko zespołem, którego miło się słucha. Nie chodzi też o to, że aż chce się tańczyć do ich utworów.
Są dla mnie przede wszystkim inspiracją. Śpiewają i mówią o tym, co trudne, o swoich emocjach i życiu kogoś, kto zapomniał, jak wygląda normalne życie.
Przy swoim powrocie, postawili trochę wszystko na jedną kartę. Zaryzykowali, by pokazać, że można się zmieniać i wracać już jako ktoś inny.
Pokazali siebie na nowo i autentycznie, co było aktem największej odwagi.
Nawet jeśli nie wszyscy to zrozumieją.  
Cenna lekcja dla wszystkich, którzy wciąż są jeszcze po drugiej stronie lęku.

Older Posts
Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.