Ciągnące się w nieskończoność pustynie, wiatr chroniący przed upałem, niesamowita flora i fauna, spokojni, skromni i pozytywnie nastawieni do życia ludzie, a co najważniejsze – miejsce, w którym każdy znajdzie dla siebie strefę wyciszenia i naładowania akumulatorów po całym roku wyścigu szczurów… Taka jest Fuerteventura.

FUERTEVENTURA


FUERTEVENTURA = PUSTYNIA?

Pierwszy widok z okna samolotu? Pustynia. Pierwszy widok z okna autobusu podwożącego do hotelu? Pustynia. Afryka? Poniekąd – przynajmniej geograficznie – wszak Wyspy Kanaryjskie znajdują się niemalże na Zwrotniku Raka, a jeśli chodzi o Fuerteventurę to jej fragment znajduje się na afrykańskiej płycie tektonicznej. Do tego miałam znów to szczęście (czy nieszczęście?) spotkać się z kalimą (szerzej opisałam to zjawisko TUTAJ). Fuerteventura to taka mieszanka iście egzotycznej roślinności z afrykańskim klimatem. Jednak nie mogę postawić znaku równości pomiędzy Fuerteventurą, a pustynią, gdyż zachodnie wybrzeże wygląda zupełnie inaczej – wszak to już atlantycka płyta tektoniczna. Nawet jeśli ktoś nie jest geografem i nie uczył się pilnie w szkole geografii rozpozna bez problemu czym różni się wschód wyspy od zachodu.


WYSPA WIECZNIE WIETRZNEJ POGODY?

Wietrzna wyspa? Poniekąd tak. Tutaj uśmiecham się z ironią, gdyż przez cały mój ośmiodniowy pobyt spotkałam się z wiatrem całe dwa dni! Nie jest to ani moja wina, ani tej wyspy. Co zatem powinnam winić za brak wiatru? Kalimę. Nie dość, że wiatru brak, to jeszcze iście afrykański upał. O ironio, że i tak było przyjemniej niż tu w Polsce, gdzie fala upałów powala z nóg. Przyznaję się jednak bez bicia, że dwa dni wiatru wystarczyły, by docenić cały urok tamtejszego klimatu. Wyobraźcie sobie, że jest naprawdę ciepło i słońce mocno przygrzewa, ale chłodny wiatr łagodzi to do tego stopnia, że macie wrażenie jakby było z dziesięć stopni mniej. Może troszkę przesadzam, ale niejeden przekonał się, że słoneczko pomimo przyjemnego wiatru może poparzyć i to nie byle jak.


OCEAN ATLANTYCKI NIE TAKI STRASZNY

W zeszłym roku na Teneryfie strach było wejść do oceanu dalej niż po kolana. A w tym roku na Fuercie? Zapewne gdybym znalazła się na zachodnim wybrzeżu nie odważyłabym się zanurzyć bardziej. Ja jednak przebywałam we wschodniej części, gdzie ocean był dużo spokojniejszy i przede wszystkim bezpieczniejszy (nie występują tam prądy wsteczne). Jednak ocean to ocean i mimo że był cieplejszy niż nasz polski Bałtyk, to i tak trzeba było się liczyć z tym, że to jednak nieobliczalny żywioł. Weszłam tylko po pas, by po chwili zostać uderzona tak mocną falą, że mokra byłam całkowicie. To jednak nie zraziło mnie do dalszej kąpieli.


NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE I CUDOWNE WYDMY

Playa de Jandia to naprawdę niesamowite miejsce! Nigdy nie widziałam tak szerokiej i długiej piaszczystej plaży! Mało tego, przed wejściem na plażę znajdowała się wielka roślinność, która w chwili gdy przyjechaliśmy była zalana przez przypływ. To dopiero niesamowite uczucie, gdy chcąc dojść do plaży musisz przejść przez coś w rodzaju rzeki po kolana, by znaleźć się na suchym piachu. To jednak nie koniec! Gdy pojechałam na wycieczkę objazdową po wyspie, znalazłam się na ogromnych wydmach Corralejo. Przyznam szczerze, że zrobiły na mnie większe wrażenie niż te saharyjskie. Chyba ze względu na to, że widoczny z nich był Ocean Atlantycki. Niektórzy twierdzą, że to piasek właśnie z Sahary, ale to zupełnie błędne twierdzenie. W niczym ten piasek nie przypomina pomarańczowej, saharyjskiej mąki. Piasek z wydm Corralejo to nic innego jak zwykły piach wymieszany mocno z muszelkami i kamyczkami – chodzenie po nim nie jest aż tak przyjemne jak stąpanie po pustyni Sahara.


DLACZEGO NA FUERCIE MNIEJ LUDZI NIŻ KÓZ?

Fuerteventura to najstarsza wyspa z archipelagu Wysp Kanaryjskich, a co za tym idzie jest niska. Najwyższy szczyt Pico de la Zarza ma zaledwie nieco ponad 800 m n.p.m., ale i tak skontrastowany z poziomem oceanu robi wrażenie ogromnego. Bardziej zaciekawiło mnie podejście samych mieszkańców do wyspy. Chronią przyrodę jak się tylko da. Nie chcą odnieść takiego sukcesu jak Teneryfa czy Gran Canaria i ograniczyli przypływ turystów. Tutaj nie buduje się nowych hoteli, chyba że zostaną wyburzone stare. Liczba turystów nie może wzrosnąć. W dzisiejszym świecie takie podejście zaskakuje każdego, zwłaszcza nas, ludzi goniących za pieniądzem i sukcesem. Do tego wszystkiego niesamowicie przyjazne podejście Kanaryjczyków do turystów sprawia, że wybaczane są im wszelkie odstępstwa od naszych norm. Każdy z miejscowych wytłumaczy swoje spóźnienie stwierdzeniem: „wy macie zegarki, my mamy czas”. Przypuszczam, że wielu naszych rodaków to niemiłosiernie wkurza, a dla mnie to po prostu urocze, bo ich spóźnienia nie wynikają z lenistwa tylko ich własnym systemem wartości. Kierowca autobusu mając do wyboru wyruszyć punktualnie a zjeść śniadanie z rodziną wybierze to drugie nawet kosztem spóźnienia. Nikt go za to nie zlinczuje – może jedynie nadąsany turysta wyklnie, ale to już nie problem tego kierowcy.


AFRYKAŃSKA FAUNA I FLORA

O faunie i florze mogłabym napisać naprawdę wiele, ale postanowiłam, że napiszę odrębny wpis o mojej wizycie w Oasis Park. Tutaj wspomnę tylko, że roślinność to głównie kaktusy i palmy – w końcu klimat afrykański i brak wody w obiegu. Wszędzie można też ujrzeć aloes (Aloe Vera Barbadensis Miller). Ten gatunek aloesu z ponad setek innych wyróżniają niezwykłe właściwości lecznicze. Wydawało mi się, że aloes to aloes i każdy jest leczniczy, a tymczasem niektóre gatunki są nawet trujące. Jeśli chodzi o zwierzęta to te najczęściej spotykane w naturalnym środowisku to kozy, osły, wiewiórki, króliki i przeróżne ptaki od kruków aż po papugi. To naprawdę niezwykłe przyglądać się tym wszystkim zwierzętom w ich naturalnym środowisku. Wiele z nich przywykło do ludzi i wcale się ich nie obawiają. To z pewnością świadczy o zamiłowaniu Kanaryjczyków do przyrody. Muszę poruszyć tu też kwestię sera koziego. Niektórym automatycznie kojarzy się on z nieprzyjemnym zapachem. A tutaj? Nie wiem, co mają w sobie kanaryjskie kozy (albo nie mają), że ich mleko w ogóle nie śmierdzi tak specyficznie. Wręcz po samym zapachu ciężko mi było odróżnić ser kozi od jakiegokolwiek innego.


FUERTEVENTURA = KATHARSIS!

Jednym słowem Fuerteventura równa się katharsis. Nie miałam do tej pory miejsca, gdzie zapomniałabym totalnie o problemach i wszystkich swoich sprawach. A tutaj? Tutaj, na Fuerteventurze przez bite osiem dni cieszyłam się tym, że mogłam pospacerować, poopalać się, popływać – słowem – fajnie spędzić czas bez zamartwiania się dniem jutrzejszym. Dla kogoś, kto potrzebuje resetu od pracy, problemów czy jakiś innych zmartwień – polecam gorąco wyjazd na Fuerte. Dla mnie te osiem dni to za mało. Tam chciałoby się zostać dłużej i nauczyć takiego podejścia do życia jaki mają mieszkańcy wyspy. Dla nich nie ma problemów – jak się czegoś nie da, to się nie da i koniec. Może samo przyjdzie. Nic na siłę. Co najważniejsze, nie ma wiecznej gonitwy za pieniądzem, sąsiad nie patrzy na sąsiada przez pryzmat jego domu, samochodu czy ubrań. A my, choć się staramy tego usilnie wyrzekać, nie potrafimy spojrzeć neutralnie na drugiego człowieka – ciągłe ocenianie i to głównie ze względu na portfel.


Wpis poświęcony Oasis Park na Fuerteventurze już jest: Fuerteventura – Oasis Park

Krótki poradnik dla osób wybierających się na Fuerteventurę jest tu: Fuerteventura – krótki poradnik

Poniżej zamieszczam galerię zdjęć.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.