Skip to content
SOUL BETWEEN POEMS
SOUL BETWEEN POEMS

Dusza pomiędzy wierszami

  • STRONA GŁÓWNA
  • TWÓRCZOŚĆ
  • PODRÓŻE
  • MUZYKA
  • OFERTA
  • O MNIE
  • KONTAKT
  • English
  • Polski

Posts Tagged with codzienność

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Posted on 2025-12-272025-12-27

Rok, który nauczył mnie zaufania – osobiste podsumowanie roku

Spokojny, wigilijny stół i świeca kojarząca się z podsumowaniem roku

Zwykle duże podsumowania robię sobie przy okazji urodzin. Jednak mam nieprzemożoną chęć podsumować cały rok kalendarzowy.
Co się wydarzyło?
Czy coś się zmieniło?
Co pożegnałam?
Czy coś nowego przywitałam?

Pierwsze miesiące roku – życie w trybie przetrwania

Pierwszy kwartał roku, a nawet trochę więcej, to była raczej walka o przetrwanie i zbudowanie życia na nowo. W takim trybie byłam praktycznie do końca maja. 
Gdyby nie ludzie, którzy pojawili się wraz z końcówką 2024 roku, pewnie byłoby mi dużo ciężej. Mam jednak ogromne szczęście, że w pracy coś w końcu drgnęło i nawiązałam naprawdę dobre relacje. 

Tajlandia – podróż, która nauczyła mnie odwagi

No dobra – byłam w styczniu w Tajlandii.
Moje kolejne marzenie spełnione i o dziwo, dzięki wcześniejszym wydarzeniom prywatnym, miałam w sobie dużo odwagi, by pokonać kilka moich lęków.

Czy się bałam? – zdecydowanie!
Czy pożałowałam tych wszystkich historii – absolutnie nie!

I tak oto pojechałam do nowego miejsca z obcymi ludźmi, chociaż później okazało się, że na każdym kroku znajdował się ktoś, kto bardzo chciał mi towarzyszyć. Z jedną przesympatyczną parą mam do teraz kontakt!

Próbowałam jedzenia – nawet tego ulicznego – oraz masażów tajskich w przeróżnych miejscach. Włóczyłam się po miejscowościach, zaglądając w różne zakamarki, obserwowałam zachody słońca i jadałam samotnie w restauracji.

Akceptacja zamiast walki – ważna lekcja roku

Oczywiście w pierwszej połowie roku wydarzyły się rzeczy, które na tamten moment, nie do końca były po mojej myśli.
Ale nauczona doświadczeniem – po prostu je zaakceptowałam takimi jakie są.
To bardzo pomogło przetrwać i nie zniszczyć wartościowych relacji.

Muzyka, praca i poczucie stabilności

Powróciłam, jak ta córa marnotrawna, do Justyny Steczkowskiej i na nowo kibicowałam jej na Eurowizji, słuchałam jej najnowszej płyty, a jesienią wybrałam się na koncert z tej trasy (pisałam o nim tutaj). 

W pracy było stabilnie. Ekipa wsparcia zawsze pomagała rozładować napięcie. Spędzaliśmy naprawdę dużo czasu razem. To dzięki nim wciąż się śmiałam.

Wyzwania zawodowe i uważność na ludzi

Pomogli mi też bardzo przy przyjmowaniu Sycylijczyków w naszej szkole. To było dla mnie największe organizacyjne wyzwanie tego roku. Uważam, że dałam sobie radę naprawdę świetnie i cały czas byłam pełna uważności na wszelkie zmiany, problemy i prośby gości. Jednak lata w wolontariacie przy FMF bardzo mi pomogły nie tracić spokoju i głowy na karku. 

Festiwal Muzyki Filmowej i moment przełomu

A potem pierwszego czerwca postanowiłam odpiąć wrotki z okazji Dnia Dziecka.

Spontanicznie pojechałam na Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie tym razem jako gość i nie żałuję tego ani trochę. Miałam możliwość znów spotkać się z ludźmi, którzy są bliscy mojej artystycznej duszy.

Podróże, które zmieniły więcej, niż planowałam

Fimucite na Teneryfie – magiczny czas. Z perspektywy czasu był to wyjazd, który wpłynął na to, co działo się później lawinowo. To tam moja dusza na nowo rozkwitła!

Pojechałam też do Bilbao i zwiedziłam tamten region, czego pewnie w życiu bym nie zrobiła. To również była spontaniczna decyzja i spędziłam tam naprawdę piękny czas! Tam pojawił mi się pomysł na połączenie kilku moich tekstów w jeden! 

Problemy zdrowotne i dbanie o siebie

Pomimo problemów zdrowotnych, które w tym roku się do mnie trochę przykleiły, radziłam sobie jak mogłam. Nie poddawałam się, choć trzeba było odwiedzić różnych lekarzy i trochę pieniędzy wydać na wizyty i leki. Wybrałam się też po raz pierwszy do lekarza ajurwedyjskiego.

Korea Południowa i odkrycie własnego głosu

Koniec sierpnia to – kolejny już w tym roku – spontaniczny wyjazd do Korei Południowej – miejsca, do którego też nie planowałam jechać. A jednak znalazłam się tam i… przepadłam!

Pokonywanie kolejnych lęków, coraz śmielsze eksplorowanie miast i miejsc, w których byłam. Dużo zakupów, zauroczenie k-popem i krainą k-beauty.

Kto by pomyślał, że ten wyjazd zaowocuje w listopadzie moim pierwszym, świadomym wystąpieniem publicznym?
W życiu bym na to nie wpadła, a jednak! To dopiero było świetne przeżycie (opisałam je tutaj) i dało mi wiarę w to, że mogę nie tylko świetnie pisać, ale także przemawiać! Warunek jest jeden – temat musi odpowiadać mojemu sercu i duszy! Nic na siłę.

Wypalenie zawodowe i konieczność zatrzymania się

Niestety każdy medal ma dwie strony.

Po tych szalonych wakacjach, zaliczyłam ogromne wypalenie pracą we wrześniu i październiku. Ciężko było mi się pogodzić z tym stanem i toczyłam się w dół. Coraz mniej rzeczy mnie cieszyło.

Do tego znów powrót problemów zdrowotnych, Covid i organizm powiedział ostro: STOP. 

Powrót do pisania i twórczej autentyczności

Jednak te zdarzenia były mi bardzo potrzebne, zwłaszcza zwolnienie lekarskie, by dojść do siebie zarówno fizycznie, ale też przede wszystkim – psychicznie. Przepracować w głowie wiele spraw i podjąć kilka ważnych decyzji.

Znów z perspektywy czasu widzę, że to chwilowe wypalenie w pracy było mi bardzo potrzebne, by ten czas wykorzystać na tworzenie.

Te piękne chwile w okresie wakacyjnym przyczyniły się do tego, że zaczęłam na nowo pisać, ale tym razem bardziej regularnie, prosto z serca i tak jak czuję. Coraz mniej boję się pokazywać ten mój mięciutki brzuszek wrażliwości i rzeźbię z niego piękny, magiczny świat.

Co zostawiam, a co zabieram w nowy rok

Co więc zostawiam w przeszłości?
Swoje lęki dotyczące życia i tworzenia.

Co zabieram?
Swoją autentyczność, twórczość i otwartość na to, co przynosi mi los. Do tego dorzucam też te wszystkie piękne relacje, które się w tym roku pojawiły.

Już od dawna wiem, że pewne rzeczy nie zdarzają się dlatego, że na nie nie zasługuję, tylko dlatego, że czeka na mnie coś lepszego i większego.
W takim zaufaniu chcę wejść w rok 2026. 

Za dużo, za szybko, za głośno

Posted on 2025-12-202025-12-20

Za dużo, za szybko, za głośno

Spokojny krajobraz — otwarta przestrzeń symbolizująca ciszę i zatrzymanie pośród przedświątecznego pośpiechu.

Przedświąteczny nadmiar

Dziś trochę o tym, jak łatwo przebodźcować się we własnej pracy — zwłaszcza przed świętami.

Przedświąteczny czas w szkole to zazwyczaj cała masa wydarzeń. Klasy jeżdżą na wycieczki, organizują Mikołajki, są koncerty kolęd, jasełka, wigilijki klasowe, zawody sportowe i mnóstwo innych, mniejszych inicjatyw.

Ciało i emocje na granicy

Mój organizm w tym tygodniu był już na skraju wytrzymania. Nie fizycznego — ale mentalnego i emocjonalnego. Nikt o tym głośno nie mówi, ale wszyscy to czują. Widać to doskonale po dzieciach. Nadmiar bodźców sprawia, że trudno im się wyciszyć nawet na moment. W niektórych przypadkach rośnie agresja, kłótliwość, a emocje sięgają zenitu — niekoniecznie te, które chcielibyśmy przeżywać.

Dorośli też są przebodźcowani

Podobnie jest z nami, dorosłymi. Tylko że my — z pozoru — potrafimy nad tym lepiej panować. A przynajmniej często robimy dobrą minę do złej gry.

Gdy rutyna się rozsypuje

Znam już siebie na tyle dobrze, że wiem, jak bardzo takie wypadnięcie z codziennej rutyny potrafi mnie rozregulować. Od razu wpływa to na sen, posiłki i cały schemat dnia. A stąd już prosta droga do wewnętrznego rozchwiania — trudniej mi się zatrzymać, trudniej wziąć głęboki oddech.

Maraton, który miał być sprintem

Ostatnio pisałam o tym, że sami siebie nakręcamy, zamieniając grudzień w szybki bieg, który nagle wydłuża się do maratonu. Chcielibyśmy biec tak, jak na krótkim dystansie — a zaczyna brakować sił. Zmęczenie i wyczerpanie biorą górę. Człowiek tyle chciałby zrobić, a kiedy w końcu wraca do domu, najchętniej położyłby się, zamknął przed światem i nic nie robił.

Gdy kreatywność potrzebuje ciszy

To wtedy znika moja kreatywność. A może nie tyle znika, co po prostu brakuje mi sił, by wszystkie pomysły krążące w głowie przelać na papier. Jestem zbyt przeciążona, by spokojnie usiąść przed laptopem i zastanowić się nad kolejnym akapitem.

Zdecydowanie łatwiej jest mi wtedy wyżyć się fizycznie — na sprzątaniu — albo pogrążyć w prokrastynacji, niż pracować umysłem. To po prostu zbyt obciążające. I chyba dlatego ten czas tak źle znoszę.

Powrót do bezpiecznej rutyny

Dziś jednak czuję ogromną ulgę. Mam przestrzeń, by naładować baterie społeczne. Odciąć się od pracy na chwilę. Wyciszyć się do woli i skupić na tym, co naprawdę mnie zasila.
A to, co w tym wszystkim najważniejsze — mogę wrócić do swojej bezpiecznej rutyny i powoli wyregulować rozchwiany umysł.

Czasem największym aktem odwagi jest zwolnić — zanim organizm zrobi to za nas.
Co o tym myślisz?

Po co my to sobie robimy?

Posted on 2025-12-132025-12-13

Po co my to sobie robimy?

Kubki gorącej herbaty i ciasto w ciepłym świetle świec – chwila zatrzymania przed świętami.

Przedświąteczna presja

Przeświąteczny czas jakoś niesłusznie kojarzy mi się z ogromną presją zewsząd.
Już na miesiąc przed wszędzie piosenki świąteczne, światełka, ozdoby, promocje. Pieniądze znikają z kieszeni jak oszalałe, a człowiekowi brakuje czasu na to, by po prostu sobie usiąść z kubkiem gorącej herbaty.
Wszędzie akcje charytatywne, zbiórki pieniędzy, konkursy świąteczne, wyprzedaże, prześciganie się w pomysłach na dekoracje i sprzątanie.

W świecie przebodźcowania

Ludzie wzajemnie się nakręcają, dopytują, czy już wszystko przygotowane. Każdy jest tak przebodźcowany i zapracowany, że zamiast serdeczności, pluje jadem na prawo i lewo. Nie dlatego, że jest złym człowiekiem, po prostu nie wytrzymuje tej presji. 

Stawiamy sobie ogromne wymagania i oczekujemy, że wszystkiemu podołamy w ciągu tych ostatnich tygodni. Oczywiście dochodzi do tego wielkie podsumowywanie roku, planowanie następnego i wszystko, co z tym związane.

W jednym praktycznie miesiącu trzeba kupić prezenty, jedzenie, popłacić rachunki (często właśnie wtedy nakładają się wszystkie możliwe wydatki), ale brniemy w to, bo każdy chce się wykazać i przede wszystkim pokazać jak wszystko ogarnia. 

Kiedy magia świąt traci blask

A potem nadchodzi ten magiczny czas świąt i… jesteśmy zbyt zmęczeni, by się tym prawdziwie cieszyć. Nie mamy już nawet sił siedzieć przy tym świątecznym stole, a potrawy patrzą na nas z politowaniem. Pragniemy bliskości i wspólnych chwil z bliskimi, ale jak to zrobić jak przed świętami ciągle były tylko kłótnie, wkurzanie się na siebie i brak czasu. Nawet na to brakuje energii…

Po co my to sobie robimy?

I przychodzę z pytaniem, które sama sobie zadaję, ale może też i Wam się przyda: po co my to sobie robimy? Rok w rok, zawsze tak samo. Obiecujemy sobie, że za rok już się w to nie damy wciągnąć, odpoczniemy, zadbamy o siebie, a potem… no właśnie. 

Most między strachem a odwagą

Posted on 2025-11-292025-11-29

Most między strachem a odwagą

Zimowe niebo z półksiężycem i drzewami pokrytymi śniegiem. Symbol przejścia między ciemnością a światłem, ciszą a odwagą — metafora wewnętrznego mostu pomiędzy strachem a spełnieniem.

Czasem człowiek tak długo zbiera się w sobie, żeby coś zrobić, że później żałuje zmarnowanego czasu na te zamartwiania. Jak to jest, że nam bywa tak trudno przełamać się? Czemu tak trudno opuścić nam tę bezpieczną strefę komfortu? Ile talentów marnuje się właśnie z tego powodu?
Ze strachu.
Z niepewności.
Z czekania na lepszy moment.
Tylko co jeśli on nie nastąpi?

Obserwacja świata

Im człowiek starszy, tym zaczyna to bardziej dostrzegać. Obserwuje ludzi, którzy całe życie czekali na odpowiedni moment, a on nigdy nie nadszedł albo było już za późno.
Widzi też tych, co bardzo szybko wyłożyli na stół wszystkie możliwe karty i są w miejscu, w którym ktoś inny tylko chciałby być.
Jeszcze inni niepewnie drepczą do przodu, ale wciąż brakuje im odwagi na większy, nawet ryzykowny krok. Może kiedyś trafią tam, gdzie pragną być, ale pojawi się żal, że wcześniej nie spróbowali przyśpieszyć.
A może po prostu wszystko dzieje się wtedy, kiedy ma się dziać?
Może nie mamy na to wpływu i jedni mają osiągać coś szybko a inni wcale?
Nigdy do końca nie wiadomo, co kryje się po drugiej stronie. 

Przemiana

Ja sama teraz stoję na moście, który łączy mój dawny strach z miejscem, gdzie już go praktycznie nie ma. Stoję pomiędzy tymi dwoma lądami.
Z jednej strony już chciałabym działać i tworzyć bez żadnych blokad.
Z drugiej strony ten strach jeszcze za mną krzyczy i błaga bym zawróciła. Co chwilę jeszcze oglądam się za nim wstecz. Jednak mam wrażenie, że w ostatnim czasie już coraz rzadziej i mimo wszystko łatwiej mi dalej iść, gdy czuję sprzyjający wiatr odwagi, dmuchający w moje plecy. 

Wiara dziecka

Czuję, że mam coraz więcej sił w sobie, by spełniać marzenia tej małej dziewczynki, która niezgrabnie rysowała misie ze skrzydłami ze swojej ulubionej bajki i wymyślała ich nowe przygody, zapisując dialogi w komiksowych chmurkach. Naprawdę mam w sobie więcej wiary w to, że mogę pójść za tym marzeniem.
Przestaję być tylko Duszą Pomiędzy Wierszami.
Staję się Duszą Pomiędzy Słowami. 

Odwaga – najpiękniejszy z talentów

Posted on 2025-11-222025-11-22

Odwaga – najpiękniejszy z talentów

Zdjęcie przedstawia ściankę z wydarzenia Talent Show, o którym piszę w moim wpisie. Na ściance napisane jest właśnie Talent Show.

Lekcja od najmłodszych

Czasem zapominamy jak dużo możemy się nauczyć od najmłodszych. Sama się na tym wczoraj złapałam. Jako nauczycielka, pomagałam przy przygotowaniu Talent Show. Nie grałam tam głównej roli, ale nie o to w tym chodziło.

Wartość wsparcia

Poszłam tam, bo kieruję się w życiu taką wartością, że należy się wzajemnie wspierać. I nie chodziło tu wyłącznie o dzieci. Byłam tam dla koleżanek z pracy. Wiedziałam, że na coś się przydać mogę, a jeśli nie znajdzie się dla mnie żadnego zadania, to po prostu wesprę swoim spokojem i opanowaniem.

Natomiast to o czym chciałabym dziś krótko napisać to przemyślenia o tym, czym ten talent jest i czy zawsze musi to oznaczać perfekcję. Otóż nie. Już wyjaśnię.

Talent, który nie potrzebuje perfekcji

Pokaz talentów był dla każdego, kto chciał podzielić się z ludźmi swoimi uzdolnieniami. Nikt nie stawiał tym dzieciom wysokiej poprzeczki. Nikt nie wymagał od nich, że wszystko pójdzie idealnie. Chodziło o zabawę i tak naprawdę pokazanie tego, co robią, kochają i w czym czują się dobrze. Efekt miał tu mniejsze znaczenie, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby coś było nie tak.

Dzieci przychodziły takie, jakie były. 

Bez porównań.

Bez rywalizacji.

Po prostu z sercem.

Odkrywanie darów

Refleksja, która mnie naszła to przede wszystkim myśl, że MOŻNA nie robić czegoś IDEALNIE, ale wciąż to umieć i zachwycać innych. 

Nikt nie rodzi się geniuszem. To trzeba dopiero odkryć. 

Dobrze tylko, żeby otoczenie, w którym poznajemy swoje dary, było po prostu sprzyjające. W takich warunkach można pokazać prawdziwego siebie. A to czasem oczarowuje ludzi bardziej niż lata wyuczonych jak robot, perfekcyjnych sztucznych występów.

Zbyt często się poddajemy

I teraz, zanurzając się w oceanie tych przemyśleń, dochodzę do wniosku, że zbyt często się poddajemy. Zbyt często porzucamy marzenia, nie dzielimy się pasjami, bo… nie są idealne. Ile to razy odmawiałam sobie śpiewania przed ludźmi, występowania, tańca czy publikowania moich treści, bo jeszcze nie teraz… Jeszcze nie umiem. Jeszcze nie są dopracowane i dopięte na ostatni guzik. I co później się działo? Gasłam. Bałam się coraz bardziej. Samoocena spadała. Nie byłam już pewna czy umiem cokolwiek. Wątpliwości zewsząd zabijały moje pasje.

Odwaga – największy talent

Dlatego po tym wydarzeniu i moich przemyśleniach dochodzę do wniosku, że największym talentem jest ODWAGA.

By pokazać się takim, jakim się jest tu i teraz.

Odwaga, by spróbować bez względu na wszystko.

By wystąpić, mimo że zdarzą się pomyłki, coś się zapomni albo stres zrobi swoje.

Odwaga, by z podniesioną głową, otwartym sercem i uśmiechem na twarzy stanąć przed ludźmi i pokazać im siebie. 

Bo odwaga to nie brak strachu. To decyzja, by mimo niego — być.

Na zakończenie

Może właśnie w tym tkwi prawdziwa magia twórczości — w odwadze, która nie szuka doskonałości, ale autentyczności.
Niech ta sobota będzie dla Ciebie zaproszeniem, by zrobić coś tylko dlatego, że to kochasz. Nieidealnie. Ale z sercem. 

Older PostsNewer Posts
Copyright © 2026 Paulina Merz. All rights reserved.