Jedna wokalistka pośród pięciu piosenkarzy. Profesjonalna prowadząca znająca się na kinematografii jak nikt inny. Czterech niesamowitych tancerzy tworzących tło dla muzyki. Scena wypełniona orkiestrą złożoną z utalentowanych i zarażających pasją muzyków. Tak w wielkim skrócie wyglądał Koncert Muzyki Filmowej w Katowicach.

KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W KATOWICACH

– CZĘŚĆ I

 

POCZĄTEK PEŁEN NIESPODZIANEK – STAR WARS

7 grudnia tuż przed godziną 19, katowicki Spodek wypełnił się fanami artystów i miłośnikami muzyki filmowej. W końcu wybiła siódma, a na scenie pojawił się perkusista. Światła na scenie to się zapalały, to znów gasły. Zza kulis widać było zniecierpliwioną orkiestrę, a na sali rozległy się pierwsze wywołujące brawa. Mijały kolejne minuty i nic się nie działo. W końcu, po około dwudziestu minutach, rozległ się głos Grażyny Torbickiej, która swoim ciepłym i spokojnym tonem wyjaśniła wszystkim, że opóźnienie spowodowane było problemem z prądem. Orkiestra znalazła się na scenie i po krótkiej chwili strojenia się, wybrzmiały pierwsze dźwięki motywu z filmu tak dobrze wszystkim znanego, a mianowicie „Gwiezdnych Wojnen„. Muszę przyznać, że aranżacja nie odbiegała mocno od oryginału skomponowanego przez Johna Williamsa. Według mnie zabrało troszkę dynamiki – za mało instrumentów, a może zbyt małe zróżnicowanie? Ciężko ocenić. Coś jednak sprawiło, że poczułam szybsze bicie serca i przez chwilę przeniosłam się w gwiezdne przestworza.

PEŁEN PROFESJONALIZM – GRAŻYNA TORBICKA

Po pierwszym utworze na scenę wkracza niezwykle atrakcyjna kobieta ubrana w długą czarną suknię z cekinami. Już sam jej wygląd przykuwa uwagę widza, bo wszystko idealnie do siebie pasuje. Nie wiem czy istnieje w Polsce ktoś, kto nigdy nie słyszał o Grażynie Torbickiej. Niewątpliwie jest to kobieta z klasą, ale cała magia rozpoczyna się na dobre, gdy Torbicka zaczyna opowiadać o filmie i soundtrackach. W pierwszej chwili poczułam się jak dziecko siedzące wygodnie w fotelu i słuchające niezwykłej bajki opowiadanej przez mamę. Takie wrażenie sprawia Grażyna Torbicka, z jednej strony pełen profesjonalizm, nie ma czasu na jąkanie się czy złą składnię zdań, ogromna wiedza na temat filmów i ich twórców, a z drugiej strony ciepła i życzliwa osoba, której głos otula nasze zmysły i pozwala na chwilę odpocząć. Zawsze marzyłam o spotkaniu tej kobiety na żywo, bo mam ogromny szacunek do jej pracy i cenię sobie jej przygotowanie i zachowanie przy tym spokoju.

ŚPIEWAJ ANIELE MUZYKI – JUSTYNA STECZKOWSKA I JANUSZ RADEK

Gromkie brawa po zapowiedzi Grażyny Torbickiej i na scenie zapada mrok. Słychać pierwsze, mocne takty głównego utworu z „Upiora w operze„. Pozwolę sobie teraz na odrobinę prywaty. Cały swój trzeci rok studiów poświęciłam na analizie tłumaczeń tej właśnie piosenki. Przesłuchałam jej tyle razy w tylu różnych wersjach, że od razu wyczułam subtelne zmiany w aranżacji. Pierwszą zwrotkę rozpoczyna ubrana na czarno Justyna Steczkowska, której niskie dźwięki wypełniają prędko mój umysł. W chwili, gdy melodia unosi się w górę wraz z głosem Justyny czuję jak po moim ciele przechodzą pierwsze dreszcze. Na scenę wkracza Janusz Radek i odczuwam lekki niepokój.

Już raz śpiewali ten utwór w duecie w 2010 roku i odniosłam wtedy wrażenie, że nie było tam interpretacji, a tylko bitwa na głosy. Chwila napięcia i po raz pierwszy na żywo słyszę głos Janusza. Z pozoru wydaje się po prostu dobrym śpiewakiem, bo zgrabnie prowadzi drugą zwrotkę, ale gdy przechodzi w falset w wersie „To ja, to upiór tej opery…” zamieram. Znów przechodzi mnie silny dreszcz, a wzmacnia się, gdy z tego wysokiego głosu schodzi na niski, mocny w brzmieniu dźwięk. Majstersztyk. Następnie znów w trzeciej zwrotce zaczyna Justyna, by po chwili odpowiedział jej Janusz prowadząc do splątania ich głosów w harmonii, zupełnie tak jak jest w tym utworze. W czwartej zwrotce następuje zamiana ról i rozpoczyna Radek, któremu przerywa Steczkowska, by w końcu znów razem zaśpiewać. Wreszcie ma nastąpić mój ulubiony fragment utworu. Rozlega się mocny głos Janusza „Śpiewaj Aniele Muzyki” i Justyna inicjuje sopranową wokalizę. Powoli schodzi ze sceny w moją stronę. Już same dźwięki przyprawiają mnie o silne dreszcze, a do tego Justyna wykonuje wtedy niespodziewany gest chwytając mnie za szyję i czuję jak pod wpływem jej silnego dotyku przepływają do mnie te wszystkie przenikliwe dźwięki. Zabrakło mi słów po zakończeniu utworu.

IT’S PROBABLY HIM? – KRZYSZTOF KILJAŃSKI

Po tym mocnym wykonaniu na scenie pojawił się Krzysztof Kiljański z piosenką „It’s Probably Me„. Muszę przyznać, że aranżacja wykonana w Katowicach podobała mi się bardziej niż oryginał, bo gitarowe i saksofonowe sola zastąpiono w całości saksofonem, co nadało utworowi bardziej amerykańskiego brzmienia, ale wiadomo, że jest to kwestia gustu. Niektórzy mogą woleć brzmienie gitary elektrycznej. 😉 Do tego na samym końcu zabawa dźwiękami z wykorzystaniem smyczków, czego u Erica Claptona na pewno nie znajdziemy. Niestety sam wokal Kiljańskiego był dla mnie nieprzekonujący. Zaśpiewane poprawnie zarówno jeśli chodzi o poprawność językową (ładny amerykański akcent), jak i sam sposób zaśpiewania (zgrabnie technicznie). Jednak zabrakło pożądanych przeze mnie emocji, ale taki prawdopodobnie jest Kiljański i trzeba mu to wybaczyć 😉

PIRACI Z RAWY – GŁÓWNY MOTYW Z „PIRATÓW Z KARAIBÓW”

Jadąc na ten koncert w wielkim napięciu oczekiwałam nowych aranżacji do utworów Hansa Zimmera. Niestety, gdy tylko orkiestra zagrała pierwszy takt głównego tematu z „Piratów z Karaibów” poczułam, że nie na to czekałam. Przede wszystkim dodanie do utworu dzwonków, które w drażniący sposób siekały cały utwór to na pewno nie było dobrym rozwiązaniem. Kombinowanie przy kompozycjach tak znanych i cenionych twórców bywa czasami zgubne i to wykonanie jest tego niezbitym dowodem. Poza tym muzyka Zimmera jest znana z wielkiej siły i dynamiki, która drzemie głównie w smyczkach, czego tutaj z pewnością zabrakło. W samym zakończeniu również brakowało mi mocnego i gwałtownego finału.

CIEPŁO, UROCZO I SŁODKO – ANDRZEJ PIASECZNY

W końcu na scenie zawitał Andrzej Piaseczny z utworem „She„. Można było się spodziewać zupełnie innej aranżacji, gdyż oryginalny utwór z filmu „Notting Hill” składa się głównie z fortepianu i smyczków. Na sali zapanował bardzo sielankowy nastrój, z czego znany jest nam Piasek. Zaśpiewał poprawnie i oczarował żeńską część widowni swoim urokiem i aksamitnym głosem. Była to dla mnie miła odmiana po niezbyt udanej aranżacji „Piratów…„. Można wiele powiedzieć na temat Andrzeja Piasecznego, ale niewątpliwie Grażyna Torbicka miała rację porównując go z czarującym, brytyjskim aktorem Hugh Grantem (odtwórcą głównej roli w filmie „Notting Hill„).

ZA WROTAMI NIEBIOS – JUSTYNA STECZKOWSKA

Dziewiąte wrotaWojciecha Kilara słyszałam już nie raz, bo na koncertach, w telewizji czy podczas 9. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie, o czym nie omieszkałam wspomnieć w mojej relacji z koncertu Scoring4Polański. Nieraz słyszałam je też w wykonaniu Justyny Steczkowskiej, o czym wspomniałam w mojej relacji z koncertu Jose Carrerasa i Justyny Steczkowskiej w Sopocie.

Muszę przyznać, że z jakiegoś powodu katowicka aranżacja nie trafiła w mój gust. Znów miałam wrażenie jakby utwór był nieco posiekany, może trochę za wolny. Do tego w niektórych fragmentach anielski głos Steczkowskiej nie był tak przejrzysty i nie posiadał takiej głębi, jak w wersji, którą usłyszałam w Sopocie. Nie mogę zarzucić jej braku poprawności czy profesjonalizmu, ale po prostu raz usłyszana wersja staje się później wyznacznikiem dla kolejnych wykonań. Miałam też wrażenie, że smyczki nie do końca towarzyszyły wokalizie Justyny przy czym mogła to być kwestia akustyki. Reasumując, uwielbiam anielskie wokalizy Justyny Steczkowskiej, ale zabrakło mi tutaj tej głębi dźwięków i naprawdę wkomponowującej się w jej głos aranżacji.

ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ – MIETEK SZCZEŚNIAK

Utwór śpiewany przez znakomitą Whitney Houston poprowadzony przez mężczyznę? Nie wyobrażałam sobie tego, ale gdy usłyszałam wykonawcę, czyli Mietka Szcześniaka, zaintrygowało mnie to bardzo. Znając jego talent i skalę głosu byłam w stanie sobie to wyobrazić. Pięknie wprowadził mnie w nastrój tak dobrze znany podczas oglądania „Bodyguarda„. Przymknęłam oczy i wsłuchując się w subtelny, a zarazem charyzmatyczny głos Mietka odpłynęłam. Pierwsze wejście na refren i rozległy się gromkie brawa w sali. Do tego saksofonowa solówka, które tak dobrze wpasowało się do tego wszystkiego. Sielanka trwała aż do zmiany tonacji, gdy nagle Szcześniak dał z siebie wszystko, co najlepsze. Przechodząc z silnego, męskiego głosu w piękne falsety wykańczające frazy. To było naprawdę smaczne wykonanie na miarę oryginału, mimo że znacznie się od niego różniło.

SENSUALNOŚĆ BEZ GRANIC – JUSTYNA STECZKOWSKA

Cudowna aranżacja „Libertango” wprowadziła mnie w zupełnie inny nastrój. Tancerze, którzy pojawili się na scenie każdym swoim ruchem pokazywali jak bardzo intymnym i zmysłowym tańcem jest tango. Do tego niski, kokieteryjny głos Justyny, który zamazywał lekkie niedociągnięcia językowe. Na szczęście aranżer nie zrezygnował z pięknego solo smyczkowego, które nadaje temu utworowi tak dużo sensualności. W tym czasie Justyna Steczkowska wraz z Tomaszem Barańskim i Krzysztofem Hulbojem dała niezwykły popis umiejętności tanecznych.

MISJA NIE DO WYKONANIA? – GŁÓWNY MOTYW Z „MISSION IMPOSSIBLE”

Można było się spodziewać zupełnie innej aranżacji głównego tematu z „Mission Impossible” niż oryginał, bo dostępne były tu tylko instrumenty typowe dla orkiestry. Jednak aranżacja bardzo mi się podobała, a do tego układ choreograficzny nawiązujący do filmu całkowicie pochłonął moją uwagę. Tomasz Barański i Ania Głogowska dali z siebie naprawdę wszystko współtworząc z wielkimi ekranami niezwykły spektakl. Precyzyjność ich ruchów wraz ze zmieniającymi się kadrami sprawił, że poczułam się prawie jak w kinie.

POZWALAM NIEBU RUNĄĆ – KRZYSZTOF CUGOWSKI

Adele stworzyła niesamowity utwór do serii o Agencie 007. Wydawać by się mogło, że nikt i nic nie jest w stanie zaśpiewać tego lepiej… A jednak. Początek w wykonaniu orkiestry nie był tak spektakularny jak oryginał, ale gdy tylko usłyszałam fortepian natychmiast przeniosłam się w inny wymiar. Nagłe zaskoczenie, gdy w pierwszej zwrotce zamiast dobrze znanego głosu Adele słychać silny, męski wokal Krzysztofa Cugowskiego, który mocno akcentuje słowa o większym znaczeniu, co przyprawia o dreszcze. Do tego mocno wykrzyczane słowa w drugiej zwrotce „but you’ll never never never have my heart”. Emocji tutaj nie zabrakło, a przejście pokazało niezwykły talent Cugowskiego, który zinterpretował je zupełnie inaczej niż Adele. W końcu ostatni refren i popis ogromnej skali tego wokalisty, który już do najmłodszych nie należy, a po jego głosie nie dałoby się tego w ogóle stwierdzić. Niejeden młody piosenkarz nie sięga mu nawet do stóp pod tym względem. Panie Cugowski – chapeau bas!

ZMYSŁOWA SŁODYCZ – JUSTYNA STECZKOWSKA I KRZYSZTOF KILJAŃSKI

Moon River” to bardzo nastrojowy i pełen słodyczy utwór. Wpasowuje się doskonale do zjawiającej się na scenie niepozornej, uroczej Justyny Steczkowskiej, która po zaśpiewaniu pięknie zwrotki raczy nas cukierkową wokalizą przy akompaniamencie fortepianu. Obok niej pojawia się Krzysztof Kiljański, który idealnie pasuje do tego klimatu. W tym wykonaniu jego subtelny głos wyraża już więcej emocji, a wspólny duet z Justyną dopełnia pięknie całości. Ach… Zrobiło się wtedy tak romantycznie i bajkowo…

BAJECZNIE Z DISNEYEM – MIETEK SZCZEŚNIAK

Pozostając w baśniowym klimacie rozpoczął się kolejny utwór, podczas którego Mietek Szcześniak powitał Mirę Kudłę, która przetłumaczyła piosenkę „Kiedyś” na potrzeby bajki „Dzwonnik z Notre Dame„. To właśnie ten utwór Szcześniak miał zamiar zaraz wykonać. Była to dużo dojrzalsza wersja niż ta bajkowa z dziecięcym głosem. I tutaj znów aksamitny głos Mietka o wielkiej skali oczarował publiczność i pozostawił w bardzo spokojnym i sielankowym nastroju. Niesamowity talent Szcześniaka zwieńczył zakończenie chciało się zatrzymać czas.

NIECH SIĘ STANIE – JUSTYNA STECZKOWSKA

Po tym jakże rozkosznym wykonaniu rozlega się dźwięk fortepianu, do którego dochodzą smyczki i zastanawiam się co to za utwór. Nagle urocza nastrojowość ustępuje miejsca tajemniczej aurze wprowadzonej przez zmianę tonacji, która od razu odkrywa przede mną cały utwór. To „May It Be„. Na scenie pojawia się Justyna Steczkowska w pięknym, błyszczącym płaszczu, co nieuchronnie wzbudza skojarzenia z elfami z „Władcy Pierścieni„. Według mnie to bardzo udany zabieg. Głos Justyny, zupełnie inny od głosu Enyi, wypełnia cały Spodek i znów czuję przejrzystość i głębię dźwięków, które wykańczane są pięknymi ozdobnikami. Nadają one utworowi piękne, nieco wschodnie brzmienie do złudzenia przypominające baśniowe krainy. Cieszę się, że muzyka nie została znacznie pozmieniana i nie kolidowała z elfickimi wokalizami Steczkowskiej. Utwór stał się w pełni utworem Justyny, gdy na zakończenie uraczyła nas swoimi wysokimi dźwiękami, tak dla niej charakterystycznymi.

DESZCZ NAJROZMAITSZYCH DŹWIĘKÓW – JANUSZ RADEK

Jestem pewna, że każdy zna nieśmiertelną piosenkę „Purple Rain„, ale wykonanie, które było mi dane usłyszeć w katowickim Spodku jest nie do podrobienia. Janusz Radek zaczyna zwyczajnie, pięknie frazując i odkrywając przed nami jego inne oblicze niż to, z którym jest pewnie kojarzony. Nie ma falsetu, nie ma ostrych brzmień – iście spokojna melodia zaśpiewana z genialnym akcentem. I nagle po tym z pozoru banalnym początku przeskok na czysty, pasujący do danego miejsca falset, po którym następuje powrót do spokojnej linii melodycznej. Obserwacja jego ruchów w tym czasie to prawdziwa uczta dla oczu, choć pewnie nie każdemu może się spodobać jego mocna ekspresyjność. Radek w tym utworze pokazuje tak wiele swoich wcieleń i tak smaczne są jego zmiany w sposobie śpiewania i balansowanie po ogromnej skali głosu, że aż nie chce się myśleć o końcu utworu.

***

Na tym utworze zakończyła się pierwsza część Koncertu Muzyki Filmowej i to jest dobry moment na zakończenie pierwszej części relacji z tego niezwykłego i magicznego wydarzenia. To jednak nie koniec i wiele ciekawych piosenek jeszcze przed nami.

ZOBACZ TAKŻE: KONCERT MUZYKI FILMOWEJ W KATOWICACH – CZ. 2

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.